demirja

czyli kolejny dzień gdzieś na końcu świata, zapisana chwila, jedna myśl…

Wpisy z tagiem: zycie

Życie prowadzi nas różnymi ścieżkami. Na różny sposób stara się nas zatrzymać i zmusić do refleksji. Pokazuje nam kim jesteśmy i jacy jesteśmy, i że decyzje podejmujemy sami z różnych możliwości. Czasem bywa jak otwarta księga, czasem jak sensacja, czasem jak tani romans, ale zawsze jest, aż do tego ostatniego dnia.

W miniony piątek, piąteczek, piątunio, prześladowały mnie samochody posiadające rejestrację z jednej z niedalekich miejscowości. Niby nic dziwnego i nic nadzwyczajnego, zawsze jakaś się trafi, a tu masz, nie jakaś się trafi tylko hurtem. Mało tego hurtem w kurcie – gdzie się człowiek nie odwrócił.  No i masz, wieczorem poznaję ludzi z tej miejscowości. Co więcej, znajomość się przenosi również na sobotę.

Wczoraj za to, w związku z mało atrakcyjnymi warunkami drogowymi, do Fabryki jechało się objazdem. Objazd prowadził w okolicach jednego budynku, w którym swego czasu sporo czasu spędzałam. Obecnie zaś, nie napiszę, że omijam, bo nie jest przy głównych szlakach komunikacyjnych, ale zwyczajnie – nie zapuszczam się w tamte rejony. Do kompletu zaś z miejscem widziałam jedno dziecię zagubione dwa razy w ciągu tego samego wczorajszego dnia, choć od wielu miesięcy nie mamy kontaktu. Tak, dziewczę jest związane z owym domem. Jedna rzecz to przypadek, druga ślepy traf, a trzecia to „zatrzymaj się i zastanów się babo – o co cholera chodzi!”.

Czy wiem o co chodzi? No jasne, że wiem. Znam siebie, znam życie i wiem co do mnie gada. Nawet jeśli akurat temu memu życiu za to nie płacą. Gada do mnie, żebym się dobrze zastanowiła, a zwłaszcza nad motywami własnych działań, bo chyba nie ma konieczności udowadniania sobie samej, że na chłodno umie się zrobić coś, czego nie potrafiło się kiedy emocje wzięły górę. Tak więc moje życie drwi sobie ze mnie niejako. Mówi mi: rozum, czy emocje – wybieraj maleńka, czego chcesz. I ty, i tu prawda jest względna i zależna od tego w co wierzyć chcesz, a w co nie – wybieraj maleńka. Nie daj się prosić. Więc wpadłam w gromki śmiech, o męskich imionach w moim życiu już kiedyś pisałam. Stąd ten śmiech. Pusty skądinąd. Żadnej nowości. G. zmienia się w P., P. zmienia się w G., ale zawsze jest to rycerz buław*… taki lajf widać, taki lajf, a Stefan nic na to i tylko siedzi i myśli, i się mu sama nie wiem co wydaje. Piwo i kawę obiecuje rok za rokiem, ech te chłopy, a obiecanki cacanki.

Mniej górnolotnie i bardziej życiowo. We wtorek był pogrzeb ojca mojej koleżanki, sąsiada właściwie. Mieszkali raptem kilka domów dalej od nas. Nie, nie wybrałam się na pogrzeb. To raczej jeden z tych co to sporządniał kiedy zdrowie mu zaczęło szwankować. Nie mój typ do żalu. Miał 70 lat. Miech mu ziemia lekką będzie.

* – odniesienie do relacji jaką określa ta karta tarota.

W gruncie rzeczy, tegoroczna jesień nas rozpieszcza. Prawdziwie polska, złota jesień. Tego mi trzeba. Gdybym jeszcze znalazła nieco czasu na to aby pospacerować, złapać zapachy i obrazy. Cóż, może jeszcze zdążę, a może w przyszłym roku. Choć właśnie nie chciałabym niczego odkładać. Już nie. Niczego nie chcę już odkładać. Nie da się mieć ciastko i zjeść ciastko. Trzeba podjąć decyzję i iść dalej z jej świadomością, konsekwencją i tym, co ze sobą niesie, i dobrego, i złego.

Tego nauczyło mnie życie. Nie warto czekać, nie warto odkładać na później. Żyć trzeba tu i teraz, bo… jutra może nie być. Lub też jutro może być zupełnie inne niż to, którego się spodziewaliśmy, które sobie zaplanowaliśmy i na które, w jakiś sposób, czekaliśmy. Takiego jutra, jak miało być, jutro może już nie być… Zbyt wiele razy, to jutro, w tym roku już dla zbyt wielu mi bliskich osób zwyczajnie – nie nadeszło…

Miałam na koniec października bardzo ambitną notkę. Górnolotną i taką bardzo przemyślaną. Wylądowała w szkicach i niech tam zostanie. Tam jej miejsce. Nie mam na nią czasu, tak jak nie mam czasu na łzy. I dobrze, bo nie wiem nad czym tak na prawdę płakałabym. Chyba najbardziej z bezsilności, gdyż ogólnie jest do dupy ze wszystkim. Kolejny raz, życie pokazuje mi jak bardzo jestem w nim sama ze sobą. Przyjaźń to wytarty frazes i… kiedy masz kłopoty, możesz być pewien, że zostaniesz z nimi sam. To też ma dobre strony, nie masz złudzeń, że ktoś będzie dla ciebie wsparciem choćby w postaci dobrego słowa. Jak widać, przyjaźń, to frazes, na dobre czasy, gdy masz dobrą passę w życiu, kiedy schodzisz w dół swojego zbocza, zostajesz sam z całym bagnem w jakie wpycha ciebie życie… nic się ni martw… jeśli się nie utopisz i wypłyniesz… znów zaczniesz sobie dobrze radzić… „przyjaciele” znów znajdą czas i chęci…

Dodam tylko do kompletu jedynie, że… powiedzenie: „mężczyznę poznaje się po tym jak kończy, a nie jak zaczyna” to zdanie, od którego przypomnienia sobie powinno się rozpocząć każdą damsko – męską znajomość… nie trudno jest dobrze zacząć, ale… mieć odwagę cywilną aby dobrze skończyć… a przynajmniej zdobyć się na szczerość i prawdę… zastanawiam się, czy jeszcze są na tym świecie faceci którzy potrafią zakończyć znajomość z klasą. Szczerze – raczej w to wątpię. Dobrze, że mają byłe żony lub byłe partnerki, które odwalają za nich czarną robotę. Tyle, że taki problem… to nie problem, farsa co najwyżej. Nic więcej. Jedna pewność samotności więcej – nic ponad to.

co tam panie w trawie piszczy

8

Sekretarka Bożeny pyta czego słucha Demirja. Demirja słucha dziwacznych rzeczy i zupełnie jej to pomaga na niemyślenie o różnych rzeczach, które chyba sobie adresy pomyliły i wszystkie jej się na głowę zwalają jak nic. Co jest o tyle zastanawiające, że wszelkie internetowe wróżki, dawały Demirji nadzieję na to, że bieżący rok będzie lepszy od poprzedniego i że będzie po prostu dobry.

Niestety jakoś te dobre rzeczy mnie omijają, a te same wróżki internetowe mówią mi, że wszystko co mnie spotka ma coś na celu, a jest tak jak jest, bo weszła Demirja na ścieżkę rozwoju duchowego. Tak sobie myślę, że to raczej nie ścieżka, a przynajmniej droga szybkiego ruchu, a jak dalej w takim tempie będzie wszystko się kręcić, to w listopadzie wyląduję na niemieckiej autostradzie.

No i tutaj to mam zagwozdkę, z tą autostradą, w sensie, że na poważnie się zastanawiam, czy to jest jeszcze przenośnia (do tego, że tam ograniczenia prędkości są względnie traktowane, a sama jezdnia ma rewelacyjną nawierzchnię), czy też może jednak już nie jest to wizja przenośni, co do mojego rozwoju duchowego, ale widmo mojej przyszłości zawodowej. Nie żebym miała cokolwiek do swojej obecnej pracy. Nie, nie. Moja obecna praca całkiem mi odpowiada, wolałabym też jej na tę chwilę nie zmieniać, gdyż nie czuję takiej wewnętrznej potrzeby, ale… mam wrażenie, że potrzeba zaczyna czuć mnie. No i, że są takie ludzie, które tej potrzebie starają się pomóc jak tylko mogą, choć może niekoniecznie powinni. Właściwie to nie powinni, właściwie to społeczne założenie głosi, że ci ludzie akurat to powinni przeszkadzać takiej potrzebie. Dlaczego zaś niemiecka autostrada… bo jest w sumie całkiem blisko i tam nikt nie pyta o przeszłość i kwalifikacje zawodowe… a przynajmniej tak mi się wydaje i tak słyszałam z opowieści drobnej treści tego, czy owego znajomka.

Więc tymczasem, aby znaleźć w sobie owo magiczne ZEN słucham sobie tego i owego, a czego takiego – to Droga moja Sekretarko Bożeny – kilka przykładów poniżej. :)

P.S. – ptaszków świerkających jako muzyka relaksacyjna nie znoszę. Działają mi na nerwa i powielają go. Znam rzecz jasna lepsze metody na to aby swojego człowieka w stan spokoju wprowadzić, ale… kurcze, prozaicznie – w sandałach, o tej porze roku w góry się wyjść nie da… zaś co do reszt sposobów sprawdzonych o wysokiej skuteczności… cóż wymagają czynnego współudziału…

P.S. – zbereźnicy – taniec miałam na myśli TANIEC (to, że nie umiem, nie znaczy, ze nie lubię, i że mnie nie relaksi, ale sprawia mi najwięcej frajdy w duecie lub grupie solo… to inna razą :P) :P

bez powrotu

4

Nie odkładaj na później tego co dobre. Nie odkładaj na później spotkań, rozmowy, uśmiechu i życia. Nie odkładaj na później dobrego słowa, opowiadania drobnych dużo i mało ważnych rzeczy, wymiany uśmiechu. Nie odkładaj na później tego, co na prawdę jest ważne. Przestań się chować za brakiem czasu, obowiązkami, pracą, zobowiązaniami, rutyną dnia codziennego, wygodą własną i strachem. Przestań się chować w braku słów, śmiechu, uczuć, emocji. Nie odkładaj życia, przyjaźni, miłości na później… bo później może już nie być tych których kochasz, szanujesz, lubisz i cenisz… a ty możesz nie zdążyć im już powiedzieć jak bardzo ważni byli dla ciebie…  Nie odkładaj ludzi na później… bo później może już ich po prostu nie być.

ładnie miało być

11

W pogodzie. Słoneczko dzień cały, kocyczek, wygrzewanko, smarowanko, opalanko i bryndza. Czyli jak zwykle. Jak człowiek ma wolne, to się pogoda spieprzy koncertowo. Wczoraj jeszcze nadzieja na słoneczną pogodę się kołatała, jednak, kiedy nocą obudził mnie deszcz szumiący na dachu… cóż… pomyślałam tylko: „ja pierdziu, już człowiek nic przyjemnego z tego życia ni ma.” Odwróciłam się na bok drugi i zasnęłam.

Dogadzam więc sobie teraz. Kompocikiem domowym. Rabarbarowo – jabłuszkowo – brzoskwiniowym. Jakoś lepiej mi podchodzi niż sklepowe soki. Do tego ciasto kefirowe z kandyzowaną skórką cytrynową. Rozpusta. Jak nic. W końcu – jakoś tak wyszło, że to jedyna przyjemność jaka mi w życiu została obecnie. Wszystko inne jakoś tak się rozpęzło? To tak jak z pogodą, plany były gorąc i obiecujące… a wyszło… jak zawsze.

P.S.

Pozdrowienia szczególne dla Szwedzkiego Gościa, który od kilku dni przegląda (chyba od samego początku) to miejsce. Podziwiam zacięcie do zgłębiania czeluści mojej grafomani. Kim jesteś?

początek miesiąca

10

Bardzo nie lubię. Zwłaszcza, gdy loguję się do konta bankowego, a przede mną leży sobie spokojnie segregator. Leży sobie i się ze mnie naigrywa. Tak więc siedzę sobie, loguję się, otwieram segregator i fruuu. Lecą sobie: setka ze setką. No i tak sobie myślę, że gdybym nagle musiał znów pracować za jałmużnę państwową czyli około 1200 netto to byłby problem, bo moje opłaty są jednak wyższe. Może nie powalająco wyższe, ale jednak wyższe. 1600 PLNów to jednak nadal mniej niż rata kredytów moich znajomych, a ja w tej kwocie zamykam i kredyt i opłaty stałe. Tak witam początek miesiąca. Nieco później jest jeszcze kilka opłat o kwotach zmiennych jak prąd, czy gaz. No i jeszcze dochodzą te, które płace nieco rzadziej niż co miesiąc… śmieci znaczy się. Te na Włościach płacone. Kurcze, za 2 osoby, za śmieci segregowane 20 PLN/miesiąc. Problem w tym, że naliczenie na ten rok przyszło końcem kwietnia i z nakazem zaległej opłaty. Cóż. Czy to ja zapomniałam zapłacić? Nie wydaje mi się. Akurat jestem centuś pilnowacz jeśli chodzi o opłaty. Nie mam wyboru aby było inaczej, gdyż jakakolwiek obsuwa, albo nieoczekiwana zawierucha w opłatach, może rozłożyć mój system finansowy na łopatki. Także ten. Jeśli ktoś mi jeszcze raz powie: to sobie kupisz nowy samochód we wrześniu… to mogę nie wytrzymać i napluć mu w twarz. Za co się pytam? Kolejny kredyt? No i czym go spłacę?

Życie to nie bajka. Jednak mogłoby nią być. Podobno nawet może nią być. Wszystko to jednak ograniczenia w nasej głowie. Takie stereotypowe śmieci do posprzątania. Skoro osoba bezdomna może zostać miliarderem, to czemu u licha ja mam się katować i uważać, że to bajka niemożliwa do realizacji? Bo to jeden przypadek na kilka miliardów ludzi? No i co z tego. Ja też jestem jedna na kilka miliardów ludzi. Niepowtarzalna, jedyna i nie do zdublowania (życzę powodzenia temu, kto by próbował, zwłaszcza w dniach, kiedy hormony przejmują kontrolę nad moim umysłem). No więc plan jest taki. Życie to przyjemność, a pieniądze przychodzą same – tylko trzeba się na nie otworzyć. Więc się otwieram. Wizualizuję. Wierzę, że już je mam. No i tak ogólnie, to „na dziś” otwieram się na jakieś 25 – 30 tysięcy PLNów. Ani to dużo, ani to mało. To tyle ile mi na tę chwilę trzeba… No i jak fajnie wyglądają w moim portfelu (zwizualizowałam to sobie).


  • RSS