Czy już dostaliście informację, że to koniec?

Dziś rano, w mojej skrzynce, znalazłam wiadomość, że onet.pl zamyka serwis blog.pl z dniem 31 stycznia 2018. Rzutem na taśmę popatrzyłam przez mój lufcik w dachu i rzuciłam okiem na kalendarz. Niestety, to nie jest żart z okazji 1 kwietnia, choć taką miałam przez chwilę nadzieję.

Jestem tutaj od maja 2003r. W maju 2018 minęłoby mi tutaj 15 lat blogowania. W tym czasie zwiedziłam kilka innych witryn blogerskich, ale nigdzie nie zagrzałam miejsca. Nie wiem czy to kwestia sentymentu, czy może kwestia wybredności i zbyt wielu formalności jakie należy dopełnić w większości innych serwisów.

Czternaście i pół roku to szmat czasu, ale z drugiej strony, to też może dobra chwila na to aby się zastanowić co dalej? Może czas zacząć żyć tylko poza siecią? Może czas wrócić do papierowych zapisków, gdzie jednak można napisać wszystko wprost, jawnie i bez ubierania w okrągłe słowa, czy przystrajania w metafory lub inne przenośnie. Może czas zniknąć?

Właściwie to czuję się w pewien sposób odrzucona, odepchnięta i w pewnym sensie eksmitowana. Bezdomna. Po tylu latach? Tak już? nie raz bywało źle, nie raz bywało trudno, nie raz serwis zamierał, ale zawsze się jakoś zbierał, a teraz tak już? Bez ostrzeżenia – wypad i koniec? Spadaj, już nikomu to nie jesteś potrzebna!

Tracę dom i tracę też rodzinę. Tę przyszywaną rzecz jasna, ale jednak rodzinę. Te kilka osób, które znam prawie całe blogerskie życie. Te osoby, z którymi jestem krótko, a które też coś jednak wnoszą w moją codzienność też tracę. Tracę w końcu również tę część, którą może miałabym okazję poznać, ale nigdy już nie poznam, bo tego miejsca nie będzie.

Przecież możemy się wszyscy gdzieś przenieść… niby oczywiste, ale z mojego doświadczenia wynika, że wiele osób machnie ręką na przeprowadzki. Część z nich machnie ręką na stare treści, bo nie poradzi sobie z przenosinami, część założy nowe blogi, a część machnie na system ręka i pójdzie dalej w świat bez bloga. Po ponad czternastu latach, z kilkoma tysiącami wpisów, z ogromem komentarzy, czuję jakby ktoś mi odbierał kawałek mnie samej. Wyrywał fragment mojej duszy, bo przecież tyle myśli tutaj zostawiłam, tyle słów zapisałam starając się zamknąć w nich coś co było niemal nieuchwytne, a teraz mam to zakończyć? MY (!!!) mamy to zakończyć?

Pstryk, i wyłącznik, pstryczek elektryczek, wyłączony. Zamknięte. Wypad z baru. Po tylu latach nie robi się takich rzeczy znienacka i bez ostrzeżenia. Nie traktuje się ludzi jako dopustu bożego i zła wcielonego. Tak, to tylko miejsce na dyskach, trochę treści cyfrowych, świat wirtualny, ale każdy taki fragment wirtualny powiązany jest z określoną osobą, z żywym człowiekiem. Z kimś kto, może i ma skłonności ekshibicjonistyczne i jest grafomanem, ale też jest człowiekiem, a człowiek, nawet w wirtualnym świecie, zasługuje na szacunek, współpracę i kooperację.

Szczerze – poczułam się, jak dziecko w przedszkolu, któremu Pani przedszkolanka mówi, że ma wyjść za drzwi sali i poszukać sobie nowej grupy, bo ta go już nie chce. Mają swoje zabawki, i nie chcą się nimi dzielić. Wypychają za drzwi, a to co było twoje wywalają do kosza na śmieci, zupełnie bez emocji i zupełnie bez brania pod uwagę czynnika ludzkiego. Liczą się tylko zyski, tylko dodatnie saldo na kontach spółki, a przecież, zawsze można znaleźć rozwiązanie, które mogłoby zadowolić interes obu stron. Dać wybór i możliwość. Sobie i nam. Zawsze jest wiele rozwiązań, niestety najlepiej widać te, które są krótkodystansowo najlepszymi rozwiązaniami. Widać tylko to co tu i teraz, a czasem, warto popatrzeć na przyszłość.

Nie chodzi o to aby zmian nie było, nie chodzi o to aby bać się nowego, ale czasem warto pomyśleć co zmienić w tym co jest, aby dało nową wartość… wartość długofalową, a nie krótki i szybki zysk. To dziwne czasy – wszystko musi być teraz i już, a tak na prawdę w tym biegu to nie ma kiedy się zatrzymać i zastanowić co ma sens, co zasadność, a co jest zbędne. Bez analizy, bez zastanowienia, tylko działanie i brak radości w tym co jest, bo na radość nie ma czasu, jest czas tylko na zysk i na nic więcej…

Więc na najbliższe tygodnie mam czas aby poszukać nowego domu cyfrowego lub zapakować w swój wirtualny tobołek czternaście i pół roku, i ruszyć w świat analogowy, bez oglądania się za siebie. Czternaście i pół roku to jednak szmat czasu jest. Spory kawałek życia, a przecież są tu starsze blogi… a wszyscy jednakowo jesteśmy odrzuceni i porzuceni… nadszedł czas rozstań. Prezent w sam raz na Święta i pod choinkę…

Półtora miesiąca, półtora miesiąca na to by zdecydować o tym co zrobić z wieloma latami swojego życia.