demirja

czyli kolejny dzień gdzieś na końcu świata, zapisana chwila, jedna myśl…

Wpisy z tagiem: urodziny

* * *

22

Młody dziś ma 21 urodziny. Kiedy ten czas minął, tego nie wiem. Teraz to już wszystko się zdarzyć może. Niech się mu układa i niech spełniają się jego marzenia, te duże i te małe. Zwłaszcza, że jego marzenia są realne i zupełnie realne do realizacji, choć nadal mu wiatr w oczy czasem wieje w tej kwestii (zwyczajnie jakoś ma problem z tym by zostać operatorem koparko-ładowarki, a to marzenie ma od dzieciństwa, ma nawet uprawnienia, ale to wszystko to jak widać nie dość – więc niech kiedyś będzie go stać by kupić samemu sobie tą koparkę, choćby po to by stała i zagracała ogródek, ale by mógł sobie w niej posiedzieć i pojeździć gdy będzie taka potrzeba).

Właśnie dziś, zaraz po złożeniu syneczkowi życzeń, drogą kupna internetowego, nabyłam sobie lodówkę. W końcu. Czas był po temu najwyższy. Tak więc, po długim weekendzie będę mogła upajać się jej widokiem i działaniem. Czyli spokojnie, będę mogła sobie wepchnąć do niej kilka różnych smakołyków, które zdecydowanie lepiej czują się w lodówce niż bez. Miał być Bosch, jest Whirlpoole. 200 PLNów różnicy w cenie, akurat będzie do dołożenia za naprawę pralki. Szczerze, to wolałabym wyjechać na wczasy, ale to może w przyszłym roku… a tymczasem, niepostrzeżenie i zupełnie bez mojej zgody.

Dwadzieścia lat temu, wczesnym porankiem w okolicy godziny 7.35, po nieprzespanej połowie nocy, powitałam na świecie jednego małego wielkiego człowieka. Ogólnie już wówczas nie należał do najmniejszych, ale już wówczas zapowiadał się na zdystansowanego do wszystkiego w otoczeniu. Zaraz po jednym krótkim „łłłeeeee”, najspokojniej w świecie zapadł sobie w drzemkę mając gdzieś wszelkie medyczne poczynania jakie toczyły się wobec jego osoby. Następne „łeee” zwiastowało pusty brzuszek. Tak też zostało mu do dzisiaj. Nie ma najmniejszych problemów ze spaniem we wszelkich okolicznościach przyrody oraz należy zadbać aby był najedzony i… wszystko jest jak być powinno. Ot taki, mały wielki prezent na moje własne kolejne święto.

Wszystkiego dobrego syneczku.

Siedzę w domu na urlopie z pracy nr 1. Z pracy nr 2 mam wolne do weekendu, a później maraton na cały długi weekend. Porażka.

Jestem stara. Jestem głupia. Jestem gruba. Nikt mnie nie chce i co istotniejsze – nikt mnie nie kocha. Chyba nigdy jeszcze samotność nie dokuczała mi tak bardzo jak wczoraj i dziś.

Jestem kolejny rok starsza, kolejny rok bardziej sama i kolejny rok bardziej nikomu nie potrzebna. Tym razem tłumaczenie, że to tylko emocje, że subiektywne odczucia – nic nie pomaga. Chwila, dwie i nic mnie tu trzymać nie będzie.

O kolejny rok jestem starsza. Nielat też ma na karku kolejny rok. Mam od poniedziałku pełnoletniego syna… dorosłego mężczyznę… jestem stara i nikt mnie nie kocha…

tak sobie dumam…

7

…że znowu się w metryce własnej zaplątałam i znowu gadam prawie 2 lata mniej niż mam. Na tej zasadzie to ja 21 lat miałam do 27 roku życia, więc zastanawiam się na jak długo obecne – nie obecne, a minione – 35 mi starczy. Swoje 35 dziś Mazia kończyła. Pożarłyśmy na to konto górę kalorii w ciastkach tortowych. Nie powiem, smaczne były.

Tydzień temu Ludź swoje. Prezent jeszcze w samochodzie się wozi i cóż, jakoś nie wiem – dawać, nie dawać? Jakieś to wszystko, takie jakieś. Dziwne. Chwilami mam wrażenie jakby nie chciał abym cokolwiek mu dała. Mniejsza o to.

No więc po godzinnej, sprinterskiej siłce, bo jednak te ciastka tortowe uwierały nieco, to teraz wybieram się na może jakieś piwko, albo coś. Przecież nie można tak całkiem przesadzać ze zdrowym życiem. Trzeba mieć z niego jakieś drobne przyjemnostki. Jak nie, jak tak.

Mazi i Ludziowy, ku pamięci – Wszelkiego dobrego.

P.S. – a sobie życzę cierpliwości do Was ;)

takie tam

12

Czy wiecie, że skierowania na badania w pracowniach wysokospecjalistycznych ważne są nie przez miesiąc, a przez rok, a właściwie chyba bardziej do końca roku kalendarzowego, w którym zostały wystawione? Uf. Kamień z serca. Ulga spora. Na spokojnie mogę poczekać aż zakończy się remont w pracowni rezonansu, na której od początku mi zależało. Nie chodzi już o samo badanie, a o jego opis, który jak wiadomo, jeden drugiemu równy nie jest i zależny mocno od zdolności oraz kompetencji lekarza, który ten opis wykonuje. Również w drugą stronę istnieją preferencje, w zakresie odczytania analizy takiego opisu badania. Każdy z nas lubi co innego, lekarze też. Jeden woli dokładny i przydługi opis, inny woli krótki i konkretny. Mnie natomiast był potrzebny dokonany przez określone osoby, bo Dohtorek preferuje i lubi, i najlepiej mu diagnozować. Nie, on mnie nic nie narzucał. W domyśle było jedynie, abym sobie odpuściła badanie w mieście moim rodzinnym, gdyż, tutejsze opisy i wyniki po prostu mijały się z rzeczywistością. Nie, Dohtorek jest za kompetentny i za lojalny aby jawnie i głośno chociażby jednym słowem coś złego powiedzieć o innym lekarzu, ale delikatna sugestia, że nie musi to być już zrobione i że można poczekać chwilę, oraz, że taka, a nie inna czułość badania i kilka takich innych, oraz moja wiedza co do kompetencji rodzimych znachorów, doprowadziły do jednego słusznego dążenia.

  Z innej pary kaloszy, to mam problem z bielizną. Z biustonoszami dokładniej rzecz biorąc. Wymierzyłam ostatnio z 15 i tylko jeden się nadawał do noszenia. To, że się upasłam to wiem, że się upasienia pozbyć nie mogę, też wiem, ale posiadana bielizna nie sugerowała zmian zachodzących in plus w obrębie biustu. Normalnie wręcz przeciwnie. Więc o co tutaj chodzi. Normalnienie wiem. Myślę jednak, że to nie kwestia moich cycków, tylko tego, że rynek biustonoszy zalany jest przez chińszczyznę, a tam wiadomo… nawet jak duże, to i tak małe jest.

Co do chińszczyzny, a właściwie Azjatek, to kurcze, na mojej Alma Mater wszystkie, a nie znowu tak mało ich tam jest, to takie przesłodzone, różowe, niewysokie, laleczki. Znaczy się, dwudziestoparolatki poubierane i uczesane jak małe dziewczynki. Do tej pory przekonana byłam, że to w filmach takie podrasowanie, przerysowanie i że na potrzeby filmu statyści, i tak dalej w ten deseń, a tu patrz! Nic z tych rzeczy. Nie, nie krytykuje. Wręcz przeciwnie. Przypatruję się i podziwiam, bo wyglądają jak kolorowe ptaki na tle naszych, wyglądających jak od-kserowane od siebie na wzajem, studentek. Kolorowe, egzotyczne ptaki, bo większość z nich ma długie, gładkie, czarne włosy. Choć z daleka widziałam jedną, która nosiła krótką fryzurkę we wściekle różowym kolorze. Zastanawiam się, czy ona musi jeździć gdzieś, po ten róż, dalej do fryzjera, czy sama sobie nad nim pracuje, bo… taki ekstrawagancki styl, to wybaczcie, nie nasi rodzimi fryzjerzy. Nawet nie ci z dużych, czy sieciowych salonów. O tych małych, maleńkich, wspominać nawet nie będę.  Tak więc patrzę na nie przez pryzmat tego, jakim jesteśmy ograniczonym, hermetycznym, szarym, wycofanym i zachowawczym społeczeństwem, kiedy porównać nas do innych społeczności.

Właśnie te długie, czarne i lśniące włosy przyciągają uwagę. Kiedy tak na nie patrzysz, masz ochotę ich dotknąć, i prawie jesteś pewien, że będą jedwabiście gładkie i miękkie. No i jak tak patrzę w lustro na moje poszarpane siano, które mam na głowę, a któremu wiem, że nawet najlepszejszy fryzjer nie bardzo pomoże, to chce mi się płakać z zazdrości. Nie no, długie to mam, czarnych nie chcę, ale takie miękkie i jedwabiste? Oj, normalnie – nierealne marzenie. Więc pozostaje mi tylko wzdychać i umówić się z Panią Alutką na jakiś sensowny termin, i trochę, choć na jeden wieczór, ten mój filc, opanować. Po czym kurc galopkiem pobiec pstryknąć fotkę do paszportu.

Nie, nie mam w planach żadnego dalekiego wyjazdu, ale ja tak jakość dość niedaleko granicy bywam. Tej granicy, która wymaga paszportów, a czasem ten, czy ów, jedzie i mogłabym się zabrać, a tak – tak tylko muszę prosić o taki, czy śmaki drobiazg. No więc, może czas go zrobić. Niech leżakuje w szufladzie, wszak nigdy nie wiadomo kiedy się przyda przecież.

No i tak jeszcze ogólnie, to nie lubię tego tygodnia, bo kurcze, druga zmiana w robocie, to kurcze, całkiem dla mnie nie po drodze, bo mijanie i takie tam, i nie ma nawet jak ukraść godziny, czy dwu. No i chyba może powinnam pomyśleć o takich różnych drobiazgach, co to mam do obmyślenia, bo kurcze, trochę się mi wizja zmieniła, a właściwie nie wizja, co pogoda i czas mi się kurczy, i nie wiem, czy wyrobię z tym co chciałam zrobić. No i jeszcze zapomniałam w mieście Wojewódzkim zakupić anty ramy, które tam są tańsze niż u nas, a do tego jeszcze wydrukować ich przyszłą zawartość chciałabym zdążyć, przed… czy ja wiem 28 maja (?), bo czy 1 czerwca, będę miała siłę przebicia, to raczej nie obstawiam. Sobota, i taka data, cóż – raczej nie mój target w czasoprzestrzeni.


  • RSS