demirja

czyli kolejny dzień gdzieś na końcu świata, zapisana chwila, jedna myśl…

Wpisy z tagiem: rachunki

Nim się człowiek oglądnie to już kolejny miesiąc ucieka nie wiedzieć gdzie i po co, a już zupełnie nie wiadomo dlaczego on tak ucieka. Więc biegną sobie tak miesiąc, za miesiącem, a człowiek, zamknięty w swoim schowku na mopy, nawet niewiele z tego widzi, bo okno w dachu, jedyny promyk światłości, za sobą ma w widoku jedynie drzewa iglaste, które dokładnie tę sama postać mają, bez względu na miesiąc i to do jakiej pory roku jest on przypisany. Każdy dzień taki sam więc w schowku na mopy i tylko papierologia comiesięczna, powtarzająca świadczy o upływie czasu oraz konieczność płacenia rachunków.

No i tutaj niejaki problem się pojawił, bo zdaje się gdzieś upchnęłam rachunek za gaz, niby jest zapłacony, ale w systemie bankowym nie widzę aby owa płatność była dokonana, w elektronicznym e-boku dostawcy brak jest jakichkolwiek zaszłości nieopłaconych, więc co jest – krasnoludki zapłaciły za mój gaz w lipcu? Jak juz chciały mi pomóc, to mogły może raczej czynsz zapłacić, albo ratę kredytu tego, czy owego. Z drugiej strony, to i tak, dobrze, że nie za prąd zapłaciły, tylko za gaz, bo za prąd drodzy państwo to ja na razie dobijam rachunkiem do 15 – 16 PLNów na miesiąc. Zdaje się, że niedługo się to zmieni, ale na ten czas to właśnie były to maksymalne kwoty moich prądowych rachunków. Wracając jednak do rzeczonego gazowego nakazu opłat – to zupełnie nie wiem czy mam raba robić, czy uruchomić sobie elektroniczną wersję faktury… gdyby ta elektroniczna wersja miała wpływ na obniżenie wysokości opłat stałych i administracyjnych to pewnie bym się zdecydowała,m ale skoro i tak je płacić trzeba w pełnej wysokości – to niech coś mam z tego – kawałek papieru i doręczenie do skrzynki osobistej. A co, kto bogatemu zabroni, w końcu za to płacę! To niech donoszą te koperty przynajmniej na czas, a nie, że człowiek się zastanawia o co chodzi i jakie czary mary się podziały.

Następne czary mary przede mną, za kilka dni, kiedy przyjdzie faktura za telefony, gdyż okazało się, że mam nadpłatę zaksięgowaną (tak mi się wydawało kiedyś, że tę samą fakturkę ze 2 razy zapłaciłam, albo coś… innego na nie to konto, na które powinnam, bo i tak miewam), będę musiała ogarnąć co jest czym w tej fakturze. Niestety faktury telefoniczne bywają opisana dosyć enigmatycznie. Choć przyznam, że w mojej sieci jest to bardziej przejrzyste, niż w różowym i fioletowym konkurencie. Pomarańczowych faktur nie oglądałam, więc nie wiem jak to u nich jest. Nie mniej, będę miała mały szyfrogram, gdyż, nadpłata nie będzie obejmować czegoś tam, a tylko coś tam, a do tego jedną wartość w niepełnej kwocie i różnicę należało będzie dopłacić. Geniusz ze mnie – nie zapisałam sobie wysokości posiadanej nadpłaty, a… nie mogę się zalogować na e-boka bo…se kurde namieszałam pomiędzy hasłami numerami telefonów i diabli wiedzą czym jeszcze ustawiając milion pięćset przekierowań oraz łączenie usług. Sama ja sobie to zrobiłam, nikt mi nie pomagał. Zdalnie i internetowo sobie to zrobiłam, i wszystko ładnie sobie zanotowałam, po czym… notatki trafiły do bliżej nieokreślonego świata równoległego, gdzie zapewne żyją własnym życiem mając mnie w głębokim poważaniu.

Do kompletu zaś dorzucam sobie aukcje internetową, którą wystawca skopał i podał nieprawdziwy koszt przesyłki, a następnie w mejlu domaga się faktycznego jakiegoś kosztu. Sorry Gienia, świat się zmienia. Ze mną się można zawsze dogadać, ale nie widzą konieczności płacenia 15 PLNów za kuriera dla przesyłki o wartości 9,50 PLNów, gdzie koszt poczty polskiej byłby dla listu poleconego 6,20 PLNów (dla zwykłego, a taki by wystarczył to raptem 2,60 PLNów), nie wspomnę, że dostawa do kiosku ruchu to raptem… 2 PLNy. Niech się buja z takim kombinowaniem, albo niech zacznie opisywać aukcje zgodnie z tym, jak dokonuje przesyłki na prawdę, a nie na podstawie listy pobożnych życzeń. No i ja na prawdę rozumiem, że sezon urlopowy, że gorąco, że się nie chce, albo coś – ale w takim układzie nie wypisuję bzdur, typu opłata 0,00 lub 4,50 PLNy… a później w @ krzyczę, że to 15 PLNów. Ludzie mają fantazję, albo też raczej całkowity brak wyobraźni…

początek miesiąca

10

Bardzo nie lubię. Zwłaszcza, gdy loguję się do konta bankowego, a przede mną leży sobie spokojnie segregator. Leży sobie i się ze mnie naigrywa. Tak więc siedzę sobie, loguję się, otwieram segregator i fruuu. Lecą sobie: setka ze setką. No i tak sobie myślę, że gdybym nagle musiał znów pracować za jałmużnę państwową czyli około 1200 netto to byłby problem, bo moje opłaty są jednak wyższe. Może nie powalająco wyższe, ale jednak wyższe. 1600 PLNów to jednak nadal mniej niż rata kredytów moich znajomych, a ja w tej kwocie zamykam i kredyt i opłaty stałe. Tak witam początek miesiąca. Nieco później jest jeszcze kilka opłat o kwotach zmiennych jak prąd, czy gaz. No i jeszcze dochodzą te, które płace nieco rzadziej niż co miesiąc… śmieci znaczy się. Te na Włościach płacone. Kurcze, za 2 osoby, za śmieci segregowane 20 PLN/miesiąc. Problem w tym, że naliczenie na ten rok przyszło końcem kwietnia i z nakazem zaległej opłaty. Cóż. Czy to ja zapomniałam zapłacić? Nie wydaje mi się. Akurat jestem centuś pilnowacz jeśli chodzi o opłaty. Nie mam wyboru aby było inaczej, gdyż jakakolwiek obsuwa, albo nieoczekiwana zawierucha w opłatach, może rozłożyć mój system finansowy na łopatki. Także ten. Jeśli ktoś mi jeszcze raz powie: to sobie kupisz nowy samochód we wrześniu… to mogę nie wytrzymać i napluć mu w twarz. Za co się pytam? Kolejny kredyt? No i czym go spłacę?

Życie to nie bajka. Jednak mogłoby nią być. Podobno nawet może nią być. Wszystko to jednak ograniczenia w nasej głowie. Takie stereotypowe śmieci do posprzątania. Skoro osoba bezdomna może zostać miliarderem, to czemu u licha ja mam się katować i uważać, że to bajka niemożliwa do realizacji? Bo to jeden przypadek na kilka miliardów ludzi? No i co z tego. Ja też jestem jedna na kilka miliardów ludzi. Niepowtarzalna, jedyna i nie do zdublowania (życzę powodzenia temu, kto by próbował, zwłaszcza w dniach, kiedy hormony przejmują kontrolę nad moim umysłem). No więc plan jest taki. Życie to przyjemność, a pieniądze przychodzą same – tylko trzeba się na nie otworzyć. Więc się otwieram. Wizualizuję. Wierzę, że już je mam. No i tak ogólnie, to „na dziś” otwieram się na jakieś 25 – 30 tysięcy PLNów. Ani to dużo, ani to mało. To tyle ile mi na tę chwilę trzeba… No i jak fajnie wyglądają w moim portfelu (zwizualizowałam to sobie).

Bo ogólnie to jakiś mało elektryczny, a mocno elektryzujący jest bieżący tydzień. No oczywiście, że fakturka za ponowne przyłączenie, bezprawnie wyłączonego, prądu przesłana została miguśiem, ba priorytare nawet – gdyż już wczoraj i to przed południem, przyniósł ją listonosz. Prąd został wyłączony we wtorek, a włączony w środę… rzecz jasna, nawet kuźna przepraszam nie padło. Mniejsza o to – widać problemów z wystawianiem faktur nie mają, ale z księgowaniem wpłat już niestety najwidoczniej kiepsko sobie radzą!

Nie mniej jednak, żeby nudno nie były, to dla odmiany dzisiaj nam w pracy pierdutną prąd. Upaliło tablicę rozdzielczą, przepięcie poszło i diabli wiedzą ile sprzętu upaliło. Na pewno sfurało pralkę i bojler w gospodarczej łazience. Najprawdopodobniej też jeden laptosiek zmarł śmiercią przepięciową. Co więcej – się okaże jak już naprawią prądy. Oczywiście jest zgrzyt, gdyż ubezpieczyciel chce sam pooglądać szkody i foty strzelić, ale ma on 5 dni roboczych na dojazd i rozpoznanie strat, od dnia zgłoszenia szkody na infolinii… Przypomnę, dziś mamy piątek, zgłoszenie dzisiejsze liczyć się będzie od poniedziałku. Od poniedziałku do piątku należałoby czekać na magika przysłanego przez ubezpieczyciela… tak… no więc jeżeli ktoś myśli, że będziemy mieć tydzień laby i darmowego urlopu to się myli. Ekipa ma rano zacząć naprawiać. W poniedziałek ma hulać wszystko na git. To tyle, jeśli chodzi o mrzonki o dodatkowym urlopie.

Jednak, jako że nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło to po pierwsze posprzątałam na glancuś pokój pracowy, a po drugie to wróciłam wcześniej do domu i zaszalałam. Normalnie dziki szał. Kupiliśmy z Nielatem podręczniki i … brakuje mu tylko angielskiego + zawodowych. Z angielskim przeprawy są zawsze, a zawodowe będą dostarczane przez szkołę. Nie mniej 400 PLNów zostało w księgarni… angielski zazwyczaj też nie chce kosztować mniej jak 100, a zawodowe – nie mam bladego pojęcia ni krzty wyobraźni.Do tego zaszaleliśmy i kupił Nielat buty „pantofle szkolne” za 60 PLNów… na wyprzedaży, bo się kajaki ostały i za pół ceny były…

Tymczasem mam przed sobą rachunek za wodę oraz należność za śmieci i tak zerkam na te papiery, i tak myślę, że może jutro się zaloguję, bo coś mi mówi, że na logowaniu do kąta się skończy, gdyż wypłata dopiero w środę… a tu jeszcze i Ferdynanda z raz przydałoby się nakarmić, a i jeszcze mamy cały weekend imprezę na rynku – więc cóż… człowiek nie wielbłąd – wina by się napił… a może jednak, zajrzę na to konto moje – przynajmniej będę wiedziała, czy nie praktyczniej będzie na festiwal wina przybyć z własnymi, sprawdzonymi zapasami…

toś to siok

8

Zamurowało mnie. Dziś przyszedł SMS, żadne tam halo, przychodzi przecież co miesiąc wyprzedzając papierkowe informacje. No więc, przyszedł ten SMS z mojej sieci telefonicznej o treści mnie więcej takiej: nowa faktura nr …, płatna do… na kwotę 105,00 PLN.

Normalnie zawał na miejscu. Karpik klasyczny. Toś to siok wielki. Zaniemówiłam, oczy wybałuszyłam i czytam tego SMSa raz i drugi, i trzeci też, a kwota jaka była, taka jest i nic się nie zmienia. Jak było 105,00 tak jest 105,00. Rzecz jasna to 2 x i jeszcze troszkę więcej niż wynosi mój abonament. Nawykłam do tego, że koszta mojego telefonu nie przekraczają 45 PLNów w miesiącu, a to? Nic to, poczekam na papierowe rozliczenie i pooglądam co to takiego jest i dlaczego to tak, bo nie jestem w stanie sobie przypomnieć niestandardowych działań telefonicznych które wygenerowałyby tę kwotę.

Z innego rejestru. Nielat wrócił z buszu leśnego pozazasięgowego telefonicznie jakieś 3 godziny temu i cóż, jeszcze nim dojechał do domu (nie wspomnę, że przemoknięty, ubłocony i zziębnięty) dzwonił, tylko po to żeby zapytać, czy mam dla niego obiad… no i żebym go grzała, bo on nieco głodny jest… Nie może to być! Moje dziecię samo od siebie przyznało, że jest głodne! To tak niecodzienne zjawisko, że należało je zachować na przyszłość. Więc wpadł do domu, przebrał się i wsunął 4 duże ziemniaki i 3 jajka (wielkie i wsiowe, a nie mikroskopijne i sklepowe) sadzone, poczym doprawił ćwiartką placka oraz tabliczką czekolady i poprawił bananem. Gdyby te kości Nielata dostawały codziennie taki zestaw obiadowy, to może w końcu nieco warstwy ochronnej by nabyły. Cóż, może kiedyś się to stanie.

Nadal wytrzymuje bez papierosów, co nadal nie jest łatwe, ale na razie się trzymam.


  • RSS