demirja

czyli kolejny dzień gdzieś na końcu świata, zapisana chwila, jedna myśl…

Wpisy z tagiem: przemijanie

dawno, dawno temu…

12

Było sobie gdzieś letnie lato, kiedy to świeciło słońce, było ciepło za dnia i nocą, a deszcz padał co najwyżej raz na kilka dni, albo i raz na kilka tygodni. Słoneczko sobie świeciło, ludzie chodzili opaleni, zadowoleni i pełni witaminy D. Ogólnie uśmiechnięci i mili. Gdzieś kiedyś tak było. Nie pytajcie kiedy i nie pytajcie gdzie. Nie wiem tego. Tak tylko słyszałam, że tak było. Słyszałam też, że w krainie tej, owoce wszelkie mają przyjazne ceny i smak pełen słońca, ale to wszystko to ledwie powiastki ludzkie, i tak na prawdę nie wiem, czy coś z tego prawdą jest, czy to samo ludzkie bajanie, by zająć dziadki i siebie w pochmurne, burzowe popołudnia i wieczór, i nie, że to mamy jakieś jesienne długie i słotne wieczory, rak dobre na bajanie bajek. To wszystko długimi, chmurnymi lipcowymi popołudniami, kiedy człowiek już przez okno niewiele widzi, bo zasnuwa je deszcz lub brud i tak na zmianę.

Tak, zdecydowanie, jeśli idzie o konkurs na najbrudniejsze okna we wsi, to te w Wersalu nie mają sobie równych. Zwłaszcza kuchenne. Jest z nim niejaki jednak problem, gdyż, kiedy już jestem w Wersalu to pada, a kiedy nie pada i okno mogłabym umyć, to mnie zwyczajnie tam nie ma. pogoda miesza mi szyki nie tylko jeśli idzie o mycie okien, ale też przestawia wszelkie plany wędrówkowe, dlatego chaszcze podziwiam przez szyby samochodu. Podziwiam jak przechodzą od młodej, soczystej i intensywnej zieleni, przez ferwor kwiatów, do powoli, coraz bardziej, wysychających, żółciejących łanów, tu i tam co najwyżej skoszonych lub przyciągających niebieskością bodziszka łąkowego, który rozpanoszył się niemiłosiernie w okolicy, a za którym, to ja nieszczególnie przepadam akurat. Zadziwiające jest to, że lipiec jest, a krwawnik i wrotycz zaczynają kwitnąć na całego, a przyznać muszę, że bywało iż minionymi laty, blisko połowy sierpnia, był jeszcze problem spory z wrotyczem, bo dopiero zaczynał kwitnienie, a teraz? W tym roku zdaje się już przekwitnie do tego czasu.

Tak więc przez pogodę, ale i przez lenistwo co chwilę coś mi umyka, a ja się łapię, że młodsza się nie staję, tym bardziej, że B. przysłał mi zdjęcia, które zrobił jakieś 12 lat temu… zeskanowane rzecz jasna. Tak, byłam wówczas piękna i młoda, i szczupła, i krótkie włosy miałam, i Młody był taki jeszcze niewyrośnięty i dziecinnie okrągły i gładki. No i tak do mnie co chwilę dociera, że ten czas zapieprza, nie pyta mnie o zdanie, a do tego, nic już, z tego co było, nie będzie, a ja zamiast wziąć się za siebie i cieszyć się i korzystać z tego co przede mną, stoję z rozdziawiana buzią, i pytam siebie i wszechświat – jak to tak? To już? Tule czasu? Tyle lat… Mam też ochotę krzyknąć „zwolnij do cholery, zwolnij!” tyle, że wiem, że to niewiele da… więc niemo krzyczę tylko w sobie, i staram się panować nad tym szaleństwem poczucia przemijającego czasu i uciekających bezpowrotnie chwil…

refluksje po niedzielne

10

W ramach bardzo leniwego, niedzielnego popołudnia, tak leniwego, że czytanie książki jakiejkolwiek było abstrakcją i groziło natychmiastowym oddaleniem się w objęcia poduszki, podjęłam trud ogarnięcia przestrzeni mojej małpiej skrzynki. Skrzynkę tę mam od zawsze. To moja pierwsza i długie lata jedyna małpia skrzynka. Od 2006 roku dostawca usługi pocztowej pozwolił mi chomikować mejle wedle uznania. Wcześniej, jeśli ja ich nie sprzątnęłam, to on sam, po kilku miesiącach, „robił mi miejsce” w skrzynce. Tak więc jak, łatwo się domyślić, było co przeglądać.

O ile wiadomości przychodzące są przeglądane, czytane i analizowane na bieżąco, o tyle wiadomości wychodzące, to już inna bajka jest. Tak więc dowiedziałam się, że najstarszą zachowaną wiadomością jaką wysłałam jest wiadomość z sierpnia 2006 roku. Pominę milczeniem i treść, i adresata, acz dodam, że wiadomość zachowam nadal. Nie z racji jej wyszukanego charakteru, ale z racji jej starości i tego, że zwykły „śmieciowy” mejl, stał się punktem odniesienia.

No więc do brzegu. Okazało się, że przez te lata, kiedy nie sprzątałam zbyt dokładnie, to okresowo korespondowałam z różnymi osobami. Bardzo to dobitnie pokazało, jak ludzie przychodzą do mojego życia i z niego odchodzą. Są ważnym elementem, a za chwilę, nawet nie pamiętam kim byli, a rozmowy też niewiele mi mówią. Często dotyczą rzeczy których nie umiem sobie dokładnie przypomnieć. Wszystko przemija. To co jednego dnia jest ważne i absorbujące, drugiego, okazuje się, że zostaje pogrzebane w niepamięci, zasypane lawiną nowszych, bardziej krystalicznych wspomnień.

W mojej skrzynce są też katalogi. Katalogi zachowują wszystkie te małpie wiadomości, które są ważne, które pomimo upływu czasu nadal są częścią mojej codzienności. Tu też, część adresatów wiadomości już w moim życiu nie jest obecna, ale nadal obecna jest we mnie. Sprawili, że jestem taka jajka jestem i, że jestem tu gdzie jestem. W taki, czy inny sposób, wpłynęli na to kim jestem, nawet jeśli to była ostatnia rzecz jakiej spodziewaliby się po wymianie elektronicznych listów. Są też adresy, z których nikt już nie napisze nigdzie i nigdy.

W końcu, są też w mojej skrzynce magiczne katalogi. Nadal żywe, nadal zmieniające swoją zawartość. Lata mijają, a one są. Mają się dobrze. Mam też nadzieję, że zostaną na długo jeszcze, na to jakieś „na zawsze”. No i tutaj to tak… TUV – dzięki, że jesteś :) … ile to już lat?

Dobrze, ale niedziela nie tylko popołudniem stoi… miała też swoje przedpołudnie. Przedpołudnie z atrakcjami, na które nie byłam gotowa, ani ja, ani Perełka… dlatego nieco nieostro się zaprezentujemy oraz dorzucimy jeszcze jedną zabawkę wypróbowaną.

bez powrotu

4

Nie odkładaj na później tego co dobre. Nie odkładaj na później spotkań, rozmowy, uśmiechu i życia. Nie odkładaj na później dobrego słowa, opowiadania drobnych dużo i mało ważnych rzeczy, wymiany uśmiechu. Nie odkładaj na później tego, co na prawdę jest ważne. Przestań się chować za brakiem czasu, obowiązkami, pracą, zobowiązaniami, rutyną dnia codziennego, wygodą własną i strachem. Przestań się chować w braku słów, śmiechu, uczuć, emocji. Nie odkładaj życia, przyjaźni, miłości na później… bo później może już nie być tych których kochasz, szanujesz, lubisz i cenisz… a ty możesz nie zdążyć im już powiedzieć jak bardzo ważni byli dla ciebie…  Nie odkładaj ludzi na później… bo później może już ich po prostu nie być.

pada deszcz

14

Tak sobie leżę pod kocykiem i przeglądam własne archiwum. W prawdzie podłoga sama się raczej nie pomyje, ale mam to gdzieś. Jestem chora. Nikt mnie nie rozpieszcza, ani z powodu choroby, ani na co dzień, więc co się będę łamać – porozpieszczam się sama. Mleko z miodem i duży kawałek domowej roboty ciacha, to menu w sam raz na dziś. Tak przez wzgląd na pogodę, jak i na samopoczucie. Staram się pilnować żeby katar nie siadł mi na oskrzela, ale co ma być to będzie.

Po lekturze archiwum zrobiło mi się przykro. Kilka lat już tutaj jestem, a tak wiele osób już poszło w świat. Urwały się niektóre znajomości. Całe szczęście, że kilka innych trwa nadal. Jednak, wracając do tych, których już nie ma. Większość blogów zamknięta została z chwila kiedy ich autorzy odnajdywali swoje życiowe przystanie… a ja nadal i ciągle jestem w tym samym miejscu co długie lata temu. To smutne jest. Może i mam więcej papierków w szufladzie, więcej literek przeczytanych, więcej widziałam i więcej łez wypłakałam niż tamta dziewczyna sprzed lat. Nadal jednak nią jestem. Nadal tak samo zagubiona i zakręcona nie umiem odnaleźć swojego miejsca. Różnica jest taka, że kiedyś ufałam, że taki dzień, gdy znajdę to miejsce, nadejdzie – dziś wiem, że jest to mało prawdopodobne. Przy czym, pisząc miejsce, mam tu raczej na myśli nie miejsce fizyczne, nie mury, czy widok za kuchennym oknem, miejsce to stan ducha i ludzie. Ludzie jedni przychodzą, inni odchodzą, niektórzy są, ale stan ducha mojego jest tak chimeryczny, niestabilny i niezdecydowany, że ciemno to widzę. Właściwie to nawet nie widzę, może dlatego, że chcę aby życie zaczęło zaskakiwać mnie pozytywnie i to teraz, i już. Natychmiast. Stara jestem, nie mam czasu na fanaberie i zabawę w kotka i myszkę z sobą samą. Zawsze byłam marzycielką, a teraz, czas na realizm. Prozę życia i już. Na niespodzianki też. Tylko niech są same miłe i przyjemne. Od dziś przyjmuję tylko te dobre niespodzianki.

I tak tylko się zastanawiam nad wizytą u pani, która zajmuje się numerologią. Zawsze chciałam pójść do wróżki, ale żadnej w pobliżu nie było, a teraz, choć to nie wróżka, to jednak… ciekawość to podobno pierwszy stopień do piekła, ale jeśli mam sobie wyrobić zdanie czy takie rzeczy to hit, czy kit… to inaczej się nie przekonam, a jeśli jeszcze przy okazji rozmowy ktoś podsunie mi pomysł jak poskładać swoje życie w jedną całość, to możliwym będzie, że to nie będzie czas stracony… bo podobno takie osoby opierają się na zgadywaniu i wiedzy psychologicznej… w sumie, prywatna wizyta u psychologa kosztuje tyle samo, a ta u psychiatry jest nawet droższa i nigdy na jednej się nie kończy… różnica w tym, że wróżka, czy numerolog nie wypiszą mi recepty, ale taki problem, to nie problem… przynajmniej mam nadzieje, że to nie problem… nie, recepta w dobie internetu to też nie jest problem.


  • RSS