demirja

czyli kolejny dzień gdzieś na końcu świata, zapisana chwila, jedna myśl…

Wpisy z tagiem: miasto

jeju kofany!!!

9

Znowu jakieś zmiany w kokpicie. Wypieprza w kosmos 10 razy na jedną notkę. Z nowości na nowość onet pokazuje nam jak bardzo nie cierpi tego miejsca, i jak bardzo pragnie nas wszystkich wykończyć. Normalnie p-o-r-a-ż-k-a!

Mniejsza o serwis i jego pomysły. Może jednak warto sprawdzić jak teraz się ma do wstawiania zdjęć. Takich jeszcze z ubiegło-tygodniowego spaceru przez miasto… kocich. Własnych kotów nie posiadam. Hm. No może jednego, ale nie jest to kot hodowlany, a raczej wyhodowany… ;)

powrót marnotrawnego

6

No więc nie wiem, czy wrócił mniej, czy bardziej kościsty niż pojechał, ale 63 kg na 196 cm wzrostu to… nie jedna modelka chciałaby mieć. Pralka zaraz będzie buczeć, a teraz podłogę zaściełają brudne sterty wszelkiego nie wiadomo czego. Nielat zaś zaraz zostanie do wanny wrzucony, a jak ja jutrzejszym porankiem wydrę go z pościeli, to tego jeszcze nie wiem, ale coś postaram się wymyślić w tej materii. Nielat wielkomiejski, miasta królewskiego Krakowa bywalec wygląda tak:

Największą atrakcją wyjazdu jest zaś to, że część trasy do celu przebyta została pociągiem, a pociąg to rarytas! Nie żeby był to pierwszy raz Nielatowy w pociągu, ale poprzedni był we wrześniu 2001r.

Natomiast zaś, ja sama, zbierając siły  licząc je na zamiary sprostania rzeczywistości, spędziłam nieco czasu w leśnych ostępach moich okolic, ale o tym będzie jutro…

Humor mam po prostu rewelacyjny. Normalnie tryskam wszystkimi porami całom tom radościom co to jom mam w sobie. Mam ochotę zabić jedną panienkę z banku. Udusić i ukatrupić. Tak, jutro jadę, i tak NIE MAMA KARTY. Musze uważać na zakupach, muszę pędzić do bankowego okienka, bo bankomaty to luksus nie dla mnie. Podobno karta wysłana została listem zwykłym jeszcze w połowie lipca. To jak to jest możliwe, że do końca sierpnia nie doszła do mnie??? Z Warszawy ją cholera wysyłali, czy z Antypodów jakiś i koleją polską? Takie mam wrażenie. Ale ja to czułam po kościach. Czułam z chwilą w której zorientowałam się że niejaka M., z którą to pracowałyśmy swego czasu w ubezpieczeniach, pracuje w moim banku. Wiedziałam, że schodzi na psy, skoro takie ludzie zatrudnia. Oj na psy.

Do tego muszę jeszcze lecieć do operatora i włączyć roaming, gdyż… hm… SMSowo ostatnim razem coś nie do końca wprawni mi poszło i był tylko częściowo włączony, a telefonicznie. Qrna, szybciej będzie wstąpić do operatora bezpośrednio niż dodzwonić się na infolinię. Nie mam czasu na wiszenie nie wiadomo ile czasu aż automat dojdzie do wniosku, że konsultant już może gadać.

Chyba muszę zrobić szybką listę do aptekową i spożywczą, i cholera jasna, na którą Nielat zapisał mnie do tego fryzjera bo nie pamiętam?!!!

No i jedno jeszcze. jestem niepomiernie i bardzo rozczarowana tegorocznym jarmarkiem karpackim jaki miał miejsce w miniony weekend w mieście. Porażka. Żadnych atrakcji jak w minionych latach, niewiele rękodzieła, masakrycznie dużo odpustowych straganiarzy z plastikowym chińskim szajsem w kosmicznych cenach. Jedno tylko było w moim klimacie. Bębny. Mam na Perełce nagrane, ale to dopiero po powrocie z wyjazdów albo dziś w nocy może chociaż zdjęcie wrzucę. Bębny i młode, męskie, ciemne (w sensie, że brunetowe) ciałka… mlask… mlask… i ślinotok pełen… i wzdech.

Właściwie to machanie u nas też odprawiają niektóre bractwa rycerskie, ale to które znalazłam, to namiastka tego włoskiego, no i nie ma tego co najważniejsze i co najwięcej atmosfery robiło. Nie ma tego co mnie po prostu do białości może doprowadzić… znaczy nie ma bębniarzy :( klikać i patrzać!

no dobrze, dobrze

3

Najpierw prawie 30 stopni mrozu (raptem przedwczorajszy poranek), a dziś kurna popierdziela wiatrem jak dzikie. Halny znaczy się duje. Gdyby jaśnie Halny poprzestał na zbieraniu już leżącego śniegu i z niego zadymę urządzał, to nie wiem, ale chyba nie miałabym mu tego szczególnie za złe. Jednak postanowił on duć i nowym śniegiem w oczy nam się żywnie śmiać. Głupi jaki, czy co? Sama nie wiem. Mniejsza o to jednak.

…ale skoro o zadymie, to można by i o wymiataniu. A jak o wymiataniu to, może niekoniecznie tym śnieżnym, a muzycznym. No więc, skoro się wczoraj ukulturalniałam, to hm… a co ja będę pisać i snuć nienamacalne (niewysłuchalne) historie, skoro wystarczy, że każdy zainteresowany kliknie o:

lotnisko – podejście II

9

Dobrze, więc trzeba zakończyć temat lotniska. Czas na samoloty i Corrvetę.

lotnisko – podejście I

1

Wspominałam już o dniach Aeroklubu znajdującego się w naszym mieście. Byliśmy tam z Nielatem, widzieliśmy i złapaliśmy w obiektyw… pić też piliśmy: sok pomarańczowo – jabłukowy. Dziś pierwsze podejście. Sparochroniarskie podejście do zachodzącego słońca.



  • RSS