demirja

czyli kolejny dzień gdzieś na końcu świata, zapisana chwila, jedna myśl…

Wpisy z tagiem: lenistwo

tydzień sobie mija…

14

Ogólnie to już w sumie jest czwartek. Po minionym weekendzie mam całkowitego Niechcieja oraz zapalenie ucha środkowego, co ewidentnie wpływa na to, że Niechciej panoszy się na całego i rozsiadł się wygodnie. Niech mu będzie, kilka dni może się połajdaczyć na mój koszt, ale później to już wara i jazda precz.

Właściwie to nie mam o czym pisać, gdyż o niebieskiej ścianie już pisałam, o czekaniu na lodówkę również. Tak, nadal na nią czekam. Zdjęć też strasznie mało pstryknęłam na minionym wyjeździe, więc nie ma czym „dodrukować” przestrzeń i w ogóle dzieje się nic. Ogólnie to cenię sobie bardzo ciszę i spokój, ale mam wrażenie, że mój człowiek zaczyna nieco się nudzić, a kiedy mój człowiek zaczyna się nudzić, to strach się bać i nigdy nie wiadomo co mu do głowy strzeli. Bierze mnie zawsze znienacka, bez mojej zgody bardzo często i rozwala mnie na kilka dni, a bywa, że i na kilka miesięcy. Na dzisiaj jednak siedzi sobie obok mnie, na skraju biurka, założył nóżkę na nóżkę, podparł się po bokach rączkami, patrzy w dal niewidzącym wzrokiem i macha nóżką. Tą nóżką macha, która jest na górze. To znów, dla odmiany, podziwia paznokietki u rączek, a to bardzo wymowne jest, gdyż niewiele można w tym temacie podziwiać, no chyba, że kombinuje zakup kolejnego lakieru do paznokci, skoro te takie nieumalowane są obecnie… pewnie kolejny niebieski, albo różowy… zależnie gdzie go, tego mojego człowieka, drogeria bardziej przyciągnie, czy na Włościach, czy w Wersalu. To, że drogeria go przyciągnie jest więcej niż pewne, gdyż fryzjerskie zabiegi są jak najbardziej mile widziane, wręcz nawet konieczne. Nie no, tutaj szaleństw nie przewidujemy, eksperymenty i z długością, i z kolorystyką mamy już za sobą.

Dawno, dawno temu, kiedy Młody był jeszcze Nielatem i miał coś około 1 metra wzrostu (a może i ponad metr, gdyż ze wzrostem Młodego nie ma żadnych oczywistości), acz chyba za czasów początków tego grajdołka, będąc w odwiedzinach u kolegi B. i koleżanki K. (obecnie określanych B&K&co.) w grodzie Kraka, nosiłam się na pomarańczowo… później był etap różowy, a następnie, całkiem niedawno – złota roszpunka latem 2013. O poniższym zdjęciu zupełnie zapomniałam, jednak kolega B. znalazł je w czeluściach własnego zasobu fotograficznego, za co mu niezmiernie dziękuję.

Tak więc, dawno, dawno temu, kiedy byłam piękna i młoda, nie miałam siwizny, ani okrągłych kształtów… oraz jak widać, nie zajmowałam sobie czasu staniem przed lustrem i poprawianiem natury… to przyszło z czasem i wzięło mnie z zaskoczenia, niczym ten mój Niechciej, wyglądałam jak poniżej. Cóż, zmieniłam się do tego stopnia, że praktycznie nie przypominam siebie, więc spokojnie, ciężko byłoby mnie zidentyfikować mając poniższe zdjęcie młodego dziewczęcia i szukając baby w średnim wieku na jego podstawie… nawet wyszukane programy graficzne nie trafiają za naturą…

… duże dzieci – duże problemy.

Jak nic dociera do mnie znaczenie tego powiedzenia. Doprawdy, nie poznaję własnego dziecka. jego pomysły zwyczajnie mnie przerażają, a brak odpowiedzialności za samego siebie i swoje działania oraz olewactwo i bimbactwo ze wszystkiego poraża mnie i paraliżuje. Nie wiem kto i kiedy, ale jeśli ktoś mi Młodego podmienił, to ja poproszę o zwrot mojego nieco chaotycznego, ale jednak znacznie bardziej odpowiedzialnego, niż to obecne, dziecka.

Od czasu wejścia w posiadanie dowodu osobistego i prawa jazdy, po prostu zamieszkał pod moim dachem obcy człowiek. Tak, Młodemu wydaje się, że jest bardzo, bardzo dorosły. Niestety tak mu się tylko wydaje. Zaś jego kolejne pomysły i przekonanie, o tym jak są słuszne i mądre, mnie poraża. Nie wspomnę o obrażaniu i awanturach. Nie wiem, może to jakiś bardzo zapóźniony bunt nastolatka? Jak tak dalej pójdzie to po prostu ja wymięknę. Nie powiem, że osiwieję, bo już osiwiałam, może jeszcze nie całkiem jak gołąbek, ale jednak… zaczynam doganiać w kwestii siwizny moja matkę, która jednak jest moją matką i która miała prawie 30 na karku, kiedy mnie urodziła… więc, halo… ja się tak nie bawię! Ona zaczęła siwieć kawałek po 50-tce, a ja na długie lata przed (ba na dziesięciolecie z hakiem niezłym).

Tak więc, żyjemy sobie od awantury, do awantury, od pretensji, do pretensji, od telefonu ze szkoły, do telefonu ze szkoły… szczerze – w kwestii szkoły to wymiękam. Oczywiście uratowanie roku to mgliste marzenie i mrzonka prawie. W najlepszym układzie zostanie matematyka na sierpień. Przy czym, nawet jeśli podwoje kolejnej klasy będzie otwarte dla Młodego, to chyba wolałabym aby poszedł do pracy, a szkołę skończył wieczorowo lub zaocznie. Znoszenie jego dziwnych, porywczych i kosmicznych pomysłów, jest przerażające. Chce być dorosły – proszę bardzo, z całą odpowiedzialnością i konsekwencją za siebie. Co oznacza – czas na obowiązki, a nie tylko na przyjemności. Co w dalszej kolejności oznacza – pójście do pracy.

Na tę chwilę to oczywiście żyje już wakacjami, wyjazdem tu i tam, i zupełnie jakoś ucieka mu ten komis z matmy, który jest najlepszym rozwiązaniem z opcji obecnie dostępnych. W wersji pesymistycznej są, co najmniej 3 oceny niedostateczne, a do komisyjnych egzaminów można podchodzić przy 2 ocenach niedostatecznych, więc cóż, czas chyba zacząć rozglądać się za pracą, a nie za wyjazdami wakacyjnymi…  W wersji widzenia świata w czarnych kolorach to… ocen niedostatecznych jest 5 lub więcej. Czyli tym bardziej nie ma o czym rozmawiać, a jedynym tematem jest pójście do pracy.

Przeraża mnie jego niefrasobliwość. Wychodzenie sobie ze szkoły bez mówienia komukolwiek czegokolwiek, bo i po co, on dorosły jest i co on się tam komukolwiek opowiadał będzie. Wybieranie lekcji na, których zaszczyca nauczycieli swoją obecnością, a na innych lekcjach już się nie pojawia. W tym na matematyce, więc trudno cokolwiek wiedzieć i rozumieć z lekcji, na której się nie bywa. Przekonanie, że i tak spadnie na cztery łapy i wszystko będzie dobrze, po prostu mnie rozwala.

Rzecz jasna, jest przekonany, że jeśli zawali rok, to stanie się cud i dyrektor pozwoli mu kolejny rok lawirować (co jest opcja niedostępną z kilku powodów – o czym Młody bardzo dobrze wiedział i powody znał już we wrześniu, czyli początkiem mijającego roku szkolnego). Ten cud się nie stanie. Więc drugim cudem na jaki liczy, jest to, że może jednak pójdzie do szkoły wieczorowej, ale… do pracy to nie, bo on się uczył będzie… udusić to mało. No i nie ze mną te numery. Hasło „będę się uczył” zostało wyeksploatowane i w tej grze, ta opcja już jest nie dostępna… no może na następnym levelu – czyli swoją naukę Młody będzie sam finansował i pilnował.

Nowością jest hasło: „pogubiłem się”. Zdziwiłabym się gdyby nie. Jak się tak namiesza i odwala taką manianę to trudno się nie pogubić. Zwłaszcza kiedy olało się i wszystko i wszystkich. Obecne więc zdziwienie, że koledzy się od niego odsuwają, traktują go niepoważnie, czy ewentualnie wykorzystują, jak dla mnie jest naturalną konsekwencją tego jak on sam postępował i ich traktował przez ostatnie długie miesiące.

… dzisiejszy telefon od wychowawczyni przelał czarę mojej goryczy. Jeśli zadzwoni do mnie raz jeszcze, to dam jej numer telefonu ojca Młodego. Cóż, wszak obecna jego żona jest matematyczką… a Młody beknie właśnie z matematyki…

Na około obserwuję. Wszyscy mają czegoś dosyć. Czegoś lub wszystkiego. Dziwne stany myśli i dziwne ciągotki. Wszystkim na około doskwiera brak słońca i uśmiechu pewnie też. A ja? Ja mam nadzieję, że tego słońca jeszcze jakiś czas nie będzie. Mnie jest dobrze. Nie żeby nie mogło być lepiej, ale nie jest źle. To już coś. Pewnie do najbliższego PMSa, ale co tu się martwić na zapas. Po co.

Gdyby nie to pitolenie ptasie za oknem, to już po prostu byłoby super i git. Inną sprawą jest, że bardzo chętnie posiedziałabym zupełnie gdzie indziej niż w pracy, ale to już kwestia lenia. Może poniedziałkowego, a może ogólnego, ale leń nie ma wiele wspólnego z dziwnymi nastrojami. Raczej przyczyną jego jest permanentny niedosen wynikający z tych piekielnych, sobotnio – niedzielnych zajęć, które to mają na celu podnieść moje kwalifikacje, a jak na razie tylko wykańczają moje zdrowie fizyczne.

Nie mniej, mam już wizję wypocin niezbędnych do napisania w ramach zaliczenia tego etapu dodatkowej edukacji, tylko że… no NIE CHCE MI SIĘ… właściwie, to gdyby mi się tak chciało jak mi się nie chce, to kurcze… wyprawa na księżyc mogłaby się odbyć choćby jutro…

piekielna godzina

9

Mam dziś lenia niechcieja. Położyłam się jeszcze bez masakry, zaraz po 22, ale nie przewidziałam, że o 4.15 mieć będę pobudkę, gdyż owszem, wtorek dziś i znaczy to, że wcześniej z ciepła pieleszy się trzeba wygramolić, ale nie o 4.15… budzik nastawiony wszakże jest na 5.40. Nie wzięłam tylko pod uwagę, że rodzicielka z jednom mojom bratom do miasta królewskiego jadom DZIŚ*. Ponieważ, domownicy w większości mają jeden mankament na charakterze (spaczenie genetyczne), nie stosują do zamykania drzwi klamek… drzwi zamyka się na „jeb” drzwierzami, aż z odrzwi  sypie się tynk. Taką więc miałam pobudkę dzięki kofanemu braciszkowi. Padam więc dziś na ryjco i w nosie mam całą rozpiskę roboty na dziś… bo nie mam siły myśleć, zwłaszcza, że biomet, chyba też niekoniecznie współgra z moimi potrzebami…

Jakoże ZMORA mnie też jeszcze do pytań zmusiła (tako i na moje winna czuć się zobowiązana do odpowiedzi) to jeszcze jej pytania „załatwię” szybciorem zanim padnę i nos rozkwaszę o biurko. Z innej pary kaloszy, to dodam, że mam zarypistą podkładkę – kalendarz na biurko na 2013 – w sensie, że terminarz, czy planister, czy diabli wiedzą co, ale mogę sobie po tym PISAĆ :P.

1. Rysiek z Klanu czy Tomek z emjak ? ( podporządkowany czy mający swoje zdanie ?Mający swoje zdanie, ale niekoniecznie żabie usta jak ma to Tomek z klanu :P
2. jeśli Ty komuś to słodkie kłamstwo czy gorzka prawda ? – gorzka prawda, poboli i przestanie, a kłamstwo… wiadomo i tak ma krótkie nogi
3. czerwone czy niebieskie ? – cokolwiek by to nie było to i czerwone, i niebieskie, choć są dni, że częściej niebieskie, a częściej czerwone… choć ostatnio to notorycznie szarości
4. spokojna oaza czy wamp z pazurem ? - wamp z pazurem na wyjściu, spokojna oaza w domowych pieleszach.
5. wielki bal czy domówka ? – obojętne, bylebym nie musiała tańczyć zanim towarzystwo nie osiągnie stanu wskazującego na spożycie napojów dla osób powyżej 18 roku życia…
6. facet ogolony czy zarośnięty ? – rozum mówi ogolony, serce zarośnięty… to zależy, czy rano mogę wyglądać jak zombi, czy muszę wyglądać jak człowiek ;)
7. batonik czy jabłko ? – gdyby było pytanie: batonik, czy owoc, zdecydowanie byłby to batonik, a że jabłka uwielbiam, to… no cóż, i batonik, i jabłko, może być wtrząchane wespół.
8. szybka wódka czy sączony drink ? – szybka wódka
9. stomatolog czy ginekolog ? – bez różnicy, u obu mam stały abonament i zniżki dla stałych klientek
10. wolisz rządzić czy wykonywać polecenia ? – to zależy kto wydaje polecenia i czy je uważam za durne, ale nie przeszkadza mi to, że czasem sama wydaję polecenia własnemu szefowi…
11. seks z rana czy wieczorem ?hihihi – z wieczora, bo z rana to tylko w weekendy lub na urlopie… :P

* ortografia nie jest mi obcą dziedziną – piszę co chcę i jak chcę… więc tak ma być.

kolejny miną weekend

1

Tak się ogólnie zastanawiam, co dzieje się z tym czasem. Weekendy coraz to krótsze, tygodnie mijają niczym za oknami ekspresu. Rzecz jasna jakiegoś Japońskiego, bo na pewno nie tego naszego rodzimego. Wiele bym dała, aby nabrały tej zwolnionej i pro-polskiej szybkości ekspresu.

Sobota w rozjazdach i nieziemskie mgły wieczorne utrudniające powrót. Niedziela w większości w piżamie i szlafroku. Nie chce mi się. Piżama, szlafrok i koc. Dobrze, dobrze, wiem, że to nie wróży najlepiej, ale nie mam chęci na cokolwiek. Po obiedzie jednak lekki zryw. Właściwie nie bardzo do końca wiem jak, ale wylądowałam na końcówce „targów ślubnych”. Właściwie to jako niańko – kierowca. Nic specjalnego. Wystarczyło jednak, aby wrócić do domu o godzinie wykluczającej jakiekolwiek rozpasanie w życiu rodzinnym. pora była właściwa do zagonienia siebie i Nielata do snu.

Tyle, że kolejną noc sen nie chciał przyjść. Kolejne godziny mijały, a ja przewracałam się z boku na bok. Chwilami udawało mi się zapaść w niespokojną drzemkę, z której wyciągało mnie poczucie dojmującego zimna, lub wręcz odwrotnie, prawie piekielne gorąco, a kiedy nie to, to sny. Niespokojne, fobiczne, irracjonalne, osaczające sny. Chyba jednak nie służy mi bycie niańką. Śnią mi się gwałty i to, że ktoś stara się mnie zmusić do zajścia w ciążę i urodzenia dziecka… Dla odmiany, też w sanach, wracają wielkie kłótnie sprzed lat. Wszystko się miesza. Dopiero nad ranem udaje mi się zasnąć snem na tyle głębokim aby nie budziły mnie różne obrazy, na tyle głębokim, by odciąć się od rzeczywistości, ale jednocześnie nie mieć wytchnienia i spokoju, bo sen jest ciężki i za krótki. Za krótki, gdy budzik dzwoni nim dobrze uda mi się zamknąć oczy…

ramtamtam, ramtamtam

5

Nie mam pomysłu na tytuł. Na nic nie mam pomysłu. Nie wiem, czy to pogoda, czy to środek tygodnia, czy inne jeszcze coś. Nie wiem, czy chce mi się nad tym myśleć, ani czy chce mi się to wiedzieć.

No dobrze. Nic mi się nie chce. Zwłąszcza, że co chwilę dziś różne serwisy nie chcą działać lub nie działają jak powinny, lub jawnie mówią że w określonym zkresie dziś to one zupełnie nie działają. To samo z komputerami dziś przeze mnie obsługiwanymi, a raczej z ich oprogramowaniem. Wiesza się i konsekwentnie odmawia współpracy. No więc w związku i bez związku z tym, też nic mi się nie chce, bo wszystko to nic i marność, czasu strata.

W związku z odzwyczajaniem się od palenia, to coś tu nie tak jest. Poprzednimi razami oboma, po 14 dniach od rzucenia, napady chętki tytoniowej były coraz lżejsze i do wytrzymania, oraz minęła faza na rzucanie się na jedzenie. No więc obecną razą mam napady chcicowo – tytoniowego ślinotoku, oraz normalnie najlepiej żarcie to zamykać przede mną, bo łatwiej byłoby mnie teraz ubrać niż wykarmić… dobra, staram się od dziś znowu zapanować nad ilością pochłanianych cukrów i innych takich. Ciemno to jednak widzę. Chociaż znalazłam sposób, na gorzką herbatkę. Zamieniłam moje owocowe herbatki na ziółkowe (różne) i parzę je w filiżance, a nie w kubasku (100 ml zamiast 250 +) dzięki czemu, kiedy są nieco chłodniejsze, łykam je na raz, góra dwa raza. :P … Płyn jest płyn, dla brzucha nie sposób a jakość i ilość się liczą.

Czas na łyżkę dziegciu w beczce miodu: 21 dni bez papierosa (miodowa beczka) i… 5 kg na plusie :( :( :(  (pół beczki dziegciu)… :( :( :(


  • RSS