demirja

czyli kolejny dzień gdzieś na końcu świata, zapisana chwila, jedna myśl…

Wpisy z tagiem: las

Pomimo permanentnego deficytu czasoprzestrzeni, kilka chwil na spacer musiałam znaleźć. Niestety, moje rozliczne zajęcia mają jedną wspólna wadę – wszystkie są właściwie siedzące. Nigdy nie szczyciłam się wyjątkowo okrągłymi pośladkami, ale obecnie chyba uległy całkowitemu spłaszczeniu. Jeśli nawet jeszcze nie do końca, to już raczej jest do tego bliżej niż dalej. Każda chwila, którą można więc wykorzystać na to żeby się poruszać jest na wagę złota. Nawet jeśli to tylko spacer po bliskich okolicach, popołudniem niedzielnym. Lepsze to niż nic. Odrobina dotlenienia zawsze się przyda. A niedzielne popołudnie wyglądało mniej więcej tak:

las

9

Każdy, kto nie od wczoraj chadza po tej ziemi, ma własne sposoby, na to, aby doprowadzić się do pionu ilekroć skopie go życie, albo, co nie mniej prawdopodobne, skopie się sam. Niestety miewam ten talent, że kopniaki od życia, to dla mnie za mało. Zwykłe emocje to betka. Nauczyłam się więc dawno temu jak przyrządzić tornado emocjonalne w szklance mojego życia, wyolbrzymiając, przekręcając i nad interpretując różne zdarzenia. Najbardziej upierdliwe jest w tym jednak to, że one są dla mnie jak najbardziej prawdziwe, i jak najbardziej prawdziwe są moje emocje. Nie mam wielkiego więc wyboru, jak opanować w miarę sprawny i przyzwoicie szybki system dochodzenia do pionu.

Tak więc, na pierwszy rzut idzie Nirivana. Kiedy już na pierwsze takty dostaję odruchu wymiotnego, przechodzę na lżejszy zestaw. Może nie koniecznie całkiem lżejszy w dźwiękach, ale zaprogramowany na lżejszy zestaw emocji. Nic tak dobrze mi nie robi jak ścieżka dźwiękowa z „Królowej Potępionych”. Normalnie paskami, zawsze, w każdych okolicznościach i tutaj już nie ma znudzenia. Tutaj, o dziwo jest wyciszenie i pewna tęsknota. Ponieważ nad ową tęsknotą postanowiłam popracować czas temu jakiś, ale zawsze miałam idealny zestaw wymówek, aby tego jednak nie robić. Zrzuciłam sobie tego soundtrack-a na kieszonkowy zestaw muzyczny, zabrałam Perełkę i… powiem Wam, nic tak nie smakuje jak popołudniowe światło, zapach świerków, miękka ściółka tłumiąca kroki i ulubiona muzyka w słuchawkach, a do tego mizerne próby złapania chwili w obiektyw… mogłabym nie wychodzić z tego lasu, ale życie bywa okrutne i wyjść musiałam, gdyż trzeba było Nielata z dworca przecież odebrać :) :)… a las i dźwięk wyglądał mniej więcej tak (na początek próbka podkładu dźwiękowego):

powrót marnotrawnego

6

No więc nie wiem, czy wrócił mniej, czy bardziej kościsty niż pojechał, ale 63 kg na 196 cm wzrostu to… nie jedna modelka chciałaby mieć. Pralka zaraz będzie buczeć, a teraz podłogę zaściełają brudne sterty wszelkiego nie wiadomo czego. Nielat zaś zaraz zostanie do wanny wrzucony, a jak ja jutrzejszym porankiem wydrę go z pościeli, to tego jeszcze nie wiem, ale coś postaram się wymyślić w tej materii. Nielat wielkomiejski, miasta królewskiego Krakowa bywalec wygląda tak:

Największą atrakcją wyjazdu jest zaś to, że część trasy do celu przebyta została pociągiem, a pociąg to rarytas! Nie żeby był to pierwszy raz Nielatowy w pociągu, ale poprzedni był we wrześniu 2001r.

Natomiast zaś, ja sama, zbierając siły  licząc je na zamiary sprostania rzeczywistości, spędziłam nieco czasu w leśnych ostępach moich okolic, ale o tym będzie jutro…


  • RSS