demirja

czyli kolejny dzień gdzieś na końcu świata, zapisana chwila, jedna myśl…

Wpisy z tagiem: Krakow

Po jednym krótkim telefonie w dnu wczorajszym, mój długi weekend rozpoczyna się już dziś. Ponieważ będzie trwał do poniedziałku, włącznie z poniedziałkiem, to niniejszym będę przez 6 dni ciągiem poza pracą. Ostatnia taka rozpusta miała miejsce ze 3 lata temu (w maju na wolnym byłam 5 dni).

Tak więc, siedzę i piję kawę, maluję pazurki na wściekły różowy kolor i zaraz wskakuję w bloki startowe i ruszam. Dziś niespodziewanie szybki, krótki i mam nadzieję, w końcu sensowny, wypad do Krakowa. Niestety nie będę mieć czasu pomachać Adasiowi. Wrócę w środku nocy, a jutro będę odsypiać.

Jutro wieczorem  kino, a pojutrze – się okażę, co pogoda sobą zaoferuje.

Zgadza się, przypadek z fb nie jest jedynym pokręconym zdarzeniem w ostatnim czasie. Ogólnie to o tym jak zakręcony był poprzedni tydzień już pisałam kiedy się on odbywał, ale nie wspomniałam jeszcze o jego konsekwencjach. rzecz jasna wszystkich konsekwencji nie jestem w stanie przewidzieć, a raczej druga połowa nie rokuje ogólnie rzecz ujmując, ale to na inne miejsce jest temat. Pierwsza, rozjazdowa i douczająca udała się o tyle, o ile. pomijam, że hotel w grodzie Kraka, który mi miał zapewnić odpoczynek nocny, odpoczynku owego mi nie zapewnił, gdyż jak widać gwiazdki nie zobowiązują do tego aby cisza nocna, cisza nocną była i nie mam na myśli wszem obecnych tramwai nocnych, tylko gości hotelowych… młodych gości. Doprawdy, więcej spokoju jest w Hostelach i do tego można się ewentualnie załapać na jakąś zbiorowa imprezkę, a do tego jednak w takim hostelu jest zdecydowanie taniej. Tak więc noc, zarwana, szkolenie udane, zakupy już nieco mniej, gdyż liczyłam na jakiś „swederek” albo „cuś”, a tu skończyło się raptem na jednym bawełniaczku… w którym urzekło mnie hasło nadruku. Nie o tym jednak chciałam. Przechodząc więc do rzeczy, to… z owego wyjazdu przywiozłam sobie pasażera na gapę.

W mijającym roku szwendałam się po różnych chaszczach, łąkach, lasach, polach, górkach i takich tam krajowych i nie krajowych również, i nawet przez myśl mi do głowy nie przyszło, że mogę sobie dodatkowego gościa przywlec do domu. Tym bardziej znaczącym było moje zdziwienie, kiedy piorąc ręcznie w wannie swojego człowieka zauważyłam dodatek do człowieka na prawym kolanku. Tak więc, nie wiem, czy to w mieście wielkim, w grodzie Kraka, czy też na autostradzie, ale gdzieś, tam, w wielkim świecie, złapałam sobie pasażera na gapę. Kleszcza znaczy się. Ja przypomnę, że w owe dni krakowskie to śnieg popadywał, a do tego, jedyne dzikie ostępy jakie odwiedziłam to była galeria krakowska… siusiu na poboczu, kiedy mknie się autostradą, tez nie wchodzi do pakietu podróżniczego… więc, skąd mój Pan Kleszcz? Z hotelu? No, że w tym hotelu, w którym nocowałam, mają ewidentny problem z polszczyzną i z zapanowaniem nad kulturą osobistą i zasadami współżycia społecznego gości to już wiedziałam, ale że zamiast standardowych pluskiew, czy innego robactwa, oni taki wyszukany asortyment posiadają – tego się nie spodziewałam.

Z Panem Kleszczem rozstałam się bez sentymentu, na zimno i tylko przyglądam się mojemu kolanku aby mieć pewność, że nasz związek był przypadkowy i nie był brzemiennym w skutkach. Gdyby okazało się inaczej, to obawiam się, że moja wątroba mogłaby to uznać za zdradę i za świadome działanie na jej szkodę… więc mam nadzieję, że jednak ostateczną pamiątka z tego wyjazdu będzie tylko certyfikat ze szkolenia.

… tak więc, zaczynam powoli wierzyć, że w moim przypadku, rzeczy mało prawdopodobne, czy nawet teoretycznie niemożliwe, są więcej niż prawdopodobne… ten typ tak ma… widać w pakiecie.

przerwa śniadaniowa

8

Styczeń to ciężki miesiąc, w którym staram się zrobić milion rzeczy na raz. Nie dlatego, żebym była taka ambitna, ale dlatego, że ten milion rzeczy to się tak jakoś nazbiera jak się zajmujesz różnymi rzeczami w trakcie roku, a później, jak ten rok minie, okazuje się, że ze wszystkich tych drobiazgów, których na bieżąco nie czujesz – nagle musisz zrobić stertę sprawozdań. Jednak robiąc ten milion rzeczy warto pamiętać o zjadaniu śniadania.

Z okazji zjadania śniadania, zrobiłam sobie przerwę. Przyglądam się tez między czasie ostatnim wynikom morfologii. Szczerze, to nienawidzę tego kłucia igłą, a ostatnio miesiąc w miesiąc, tak jakoś od września, mnie kłują. W sumie ma to i swoje dobre strony. Jestem na bieżąco z tym jak moje krwinki czerwone sobie radzą. Bo one leniwe są i miewają tendencję do obijania się. Więc cóż, dieta świąteczna, świeży sok z pomarańczy i spacery przez 5 dni w tygodniu, chyba jednak dają jakieś minimalne efekty. Grudniowe wyniki to było dno. Teraz „wyczłapałam” sobie dotarcie do norm i choć w dolnych granicach przedziałów, to jednak nad kreską, a nie pod kreską.

Tak sobie myślę, że w związku z powyższym mogę spróbować dać sobie upuścić krwi, może trochę tej kiepskiej lury przyjmą, a kto wie, może takie upuszczanie pobudzi mój organizm do żwawszej regeneracji? Bo jak nie, to co? pijawki mam sobie stawiać? No trochę ciężko, bo strumyki obecnie zamarznięte, poza tym, miałam z nimi kilka razy w życiu do czynienie – OHYDA. Paskudztwo. Na samo wspomnienie, chce mi się z obrzydzenia piszczeć. Jak sobie przypomnę jak kuzyn, czy kuzynka, co to starsi byli i pilnować mnie mieli, musieli mnie z tego tałatajstwa oskubywać… żeby nam babcia moja, albo któraś z ciotek łbów nie pourywała. Normalnie, to nie wiem, ale, te krwiopijne paskudy zawsze do mnie ciągły jak owady latające do ‚mniodku’. Więc co, że teraz sama, tak dobrowolnie? No nie wiem, zastanowię się, a później… poszukam wiosną może jakowyś po okolicznych strumykach…

W poniedziałek TK mojego durnego łba. Właściwie to byłam przekonana, że te lekkie zawroty głowy to jednak z niedotlenienia są i kiepskiej jakości krwi jaką mam w pakiecie, ale bieżące wyniki nieco zbiły mnie z tropu. Czyżby jednak powodu należało szukać gdzie indziej? Się może okazać, tylko jeszcze nie wiem w jaki sposób dotrzeć na 10 raną w poniedziałek do Krakowa na ul. Botaniczną, przy bieżącej pogodzie. Z rezonansem było łatwiej, bo dostępne były godziny popołudniowe. Jeszcze pomyślę nad tematem.

A z przyziemnych rzeczy i spraw, wpadł mi w ucho jeden taki kawałek. Wiem, mam zapędy masochistyczne. Nic na to nie poradzę, bo nie wiem, czy mam te zapędy bo taki mój urok i są silniejsze ode mnie, czy może jednak mam je świadomie i w ścisłej kontroli… w sensie, że mam bo chcę mieć i już. ;)

trzy po trzy na kolanie…

16

… bo więcej się nie da. Wybaczcie, ale pisanie notek na telefonie nie jest moim ulubionym zajęciem. No wiec kochany Dohtorek powiedział, że mój kręgosłup nieco jest już przechodzony, ale coś się z niego da jeszcze wycisnąć. Zdecydowanie poleca długie spacery, basen i DOBREGO masażystę. Dodatkowo jeszcze dużo płynów i pamiętać, że jeden posiłek dziennie to bywa za mało. Tia. Bywa, że i na ten 1 czasu braknie… Dorzucił w bonusie skierowanie na TK mojej kudłatej… opisu do RTG kudłatej nie skomentował… chociaż stwierdził, że o czym tu piszą, bo nie ta część kudłatej jest przecież przedmiotem badania i fotoreportażu… przynajmniej nie ta, która została opisana… bo tej opisanej części nic nie dolega…

Tak. To tyle na dziś. Stwórcy dziękuję zaś za fenomenalną pogodę oraz tęczę nad krakowskim grodem, która mnie porankiem przywitała. :)


  • RSS