demirja

czyli kolejny dzień gdzieś na końcu świata, zapisana chwila, jedna myśl…

Wpisy z tagiem: biuro

bardzo długi poniedziałek

6

Zrobiłam sobie dzisiaj porankiem lekkie wagary. Jakieś dwie godzinki się spóźniłam do pracy. W końcu dzień chłopaka jest – coś się mi z tego powodu, jako kobiecie, należy przecież.No oczywiście, że wszystko było pod kontrolą. Spóźnienie też. Bez przesady, nawet w mojej pracy wypada się opowiedzieć w jakikolwiek sposób na okoliczność spóźnienia o 2 godziny.

Zdawać by się mogło, że w takim układzie to dzień tylko mignie i śmignie, i po pracy będzie. Nic bardziej mylnego. Ciągnie się ten dzień jak guma do żucia przylepiona do podeszwy buta na chodniku. To i owo mnie wkurza, a najbardziej to jak ktoś wie, że narobił bajzlu i stara się wytknąć mi, że to mój bajzel. A co tam. Nie pierwsza żaba jaką mam zjeść, najwyżej w końcu kiedyś się porzygam. Wystarczyłoby tylko posłuchać tego co mówię. Nie udawać, tylko posłuchać. Co poradzić, skoro ktoś ma własną wizję, a pytania zadaje tak by ją potwierdzić, a nie aby uzyskać rzetelną i pełną informację. Mało tego, stwierdzenie, że pytałem, jak ktoś to robi, i zrobić mamy tak samo, bez zastanawiania się, czy dobrze, czy źle… to po prostu, każdorazowo podnosi mi adrenalinę. Ogólnie to – Rybka mi to. Tak długo przynajmniej, jak mogę zabezpieczyć własne tyły. Mówią jeszcze, że szanuj szefa swego, bo możesz mieć gorszego… owszem, choć czasami, coraz trudniej jest mi sobie to wyobrazić.

A poranek zapowiadał taki miły, słoneczny dzień. Jak widać, luksus picia kawy w pościeli, wymaga odpokutowania. A może, następnym razem, w ramach pokuty i prób przebłagania jakiś złośliwych bożków codzienności, to ja powinnam tę kawę zrobić… a nie oczekiwać, że już gotową, pachnącą i parującą będę mieć podaną pod kocyk…

pada deszcz

7

W sumie to chyba całkiem nieźle, że w końcu pada deszcz. Susza już zaczynała dawać znać w coraz większej ilości kranów. Nie tylko w studniach przydomowych, ale już też miejskie ujęcia wody zaczynały być zagrożone. Teraz to szybko się zmieni i pewnie za 2 – 3 dni takiego deszczu będę piszczeć, że powódź, albo coś. Jednak warto pamiętać, że koniec świata, to jednak tereny podgórskie, gdzie strumienie i rzeczki rządzą się własnymi prawami. To tak, po pierwsze było.

Po drugie, to wpadłam na pomysł i porankiem pracowym zalewam sobie do litrowego termosu herbatkę owocowo ziołową, dodaję soku i popijam przez dzień. Pomysł wart uwiecznienia, gdyż ogólnie, o ile kawa zimna jest do picia zdatna, o tyle zimna herbata już nie. Termos, jak wiadomo trzyma temperaturę, popijam więc sobie cieplutką herbatkę. Myślę, że mój organizm mi za to podziękuje w swoim czasie, a nerki, to po prostu pełne radości będą, gdyż przez minione lata, wraz ze spadkiem temperatur do poziomów jesiennych, przez całe 8 godzin w pracy wypijałam aż 1 kawę. Owszem w objętości 0,5 litra, ale kawa to kawa. 1 litr ziołowo – owocowych herbatek, chyba będzie niezłym uzupełnieniem i choć odrobiną substytutu dla letnich hektolitrów wody mineralnej jakie wypijam w te same 8 godzin.

Po kolejne, to mam odcisk na palcach prawej dłoni od trzymania długopisu. Doprawdy, szkolenia centralne w formie e-lernig, to jedna wielka pomyłka, zwłaszcza, że prezentacje są niedrukowalne! Teoretycznie można je wydrukować, ale drukuje się na dobrą sprawę tylko 1/3 informacji w nich zawartych. Reszta to dymki i chmurki, i inne ciężko drukowalne pierdółki. Nie wspomnę, że osoba, która przygotowała te materiały, ma poważne problemy z interpunkcją. Ja, przecinkowy ignorant, w porównaniu do tamtego ludzia, jestem miszczu i guru przecinków. Gramatyka również miejscami pozostawia nieco do życzenia. Konkluzję więc taką mam, że jeszcze chwila lub dwie, a interpunkcja będzie reliktem z zamierzchłej przeszłości, kiedy nauczyciele języka polskiego umieli jej jeszcze nauczyć i sami ją stosowali… tak. Ogólnie, to, nie wiem jak wam, ale mnie samej, gdy mam do czynienia ze znakami interpunkcyjnymi, tekst, nie raz zupełnie długi i z bezsensem w tle, czyta się sprawnie i szybko, i ze zrozumieniem, a tam gdzie interpunkcja została w strefie zakazanej, czytanie ze zrozumieniem jest, a przynajmniej bywa, zwłaszcza przy zdaniach wielokrotnie złożonych, utrudnione. Tak, z tą konkluzją was zostawię i wrócę do prezentacji i slajdów które mnie wnerwiają.

Niewiarygodnego lenia. Jakiś czas temu zgłosiłam się na szkolenie. Szkolenie składa się z 3 etapów. trzeba przejść poprzedni, aby dostać się na następny. Rzecz jasna, zaczyna się od bardzo modnego obecnie e-lerningu i testów, które należy rozwiązać w conajmniej 60% aby ubiegać się o etap 2… ile ponad 60% będzie niezbędne, to zależy od tego jak silna okaże się grupa. No i teraz mam zagwozdkę niejaką, popchnąć ten wózek do przodu, czy nie. Nie chce mi się jak cholera, papier też przydatny li i jedynie dla urzędasów, ale cóż, może jednak mierny wysiłek podejmę, najwyżej mieć będę mniej niż 60%…

A dlaczego akurat o tym? No cóż, automat przysłał mi @ z danymi do konta e-lerningowego… tak, od 2 tygodni nie miałam czasu aby je samodzielnie założyć, więc mi je założyli i przysłali dane… Jeżeli się sugerować liczbą 1074 to zaczynam się zastanawiać, czy chociaż jedna osoba miała chęć postąpić wg instrukcji jaka była podana razem z formularzem zgłoszeniowym… ilu z tych osób się nie chciało (tak jak mnie)? U ilu z tych osób przekroczyło to posiadane umiejętności? A ile z tych osób nie założyło konta bo… oni mają od takich prymitywnych zajęć podwładnych? Mniejsza o to. Czas aby przypomnieć sobie co te ministerialne bubki w ostatnim roku bubli naprodukowały i z tych bubli prawnych napisać test… ale mi się nie chce!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

* * *

6

Czasem, kiedy tak siedzę przed monitorem komputera i bezmyślnie klikam kolejne strony, kolejne zakładki, kolejne okienka, łapię się na tym jak bezprzedmiotowe jest to zajęcie i jak wielką jest ono stratą czasu. Mojego czasu. Przecież nie staję się młodsza. Zdecydowanie do pracy w ubezpieczeniach mam bardzo mieszane uczucia, nie jest to żadną tajemnicą. Jednak, siedzę i marudzę, zamiast siedzieć, pomyśleć i sprawdzić, co innego i w jaki inny sposób mogę zrobić.

Moje marzenie na tę chwilę to dodatkowe zajęcie na umowę o dzieło lub zlecenia, ewentualnie telepraca, że nie wspomnę o innych możliwościach, bo chyba nie o wszystkich powinno mówić się głośno. Cóż. Wiem też, że pisanie idzie mi o niebo lepiej niż mówienie, a kontakt rzeczywisty nie jest mi do szczęścia niezbędny. Więc może czas, zamiast użalać się nad sobą, poszukać tego, co może przynieść mi choć odrobinę satysfakcji, oraz rzecz jasna, najlepiej gdyby podbudowało jeszcze do tego moje finanse…

Normalnie przeżyłam, może nie zawał serca, ale stan przed zawałowy to na pewno. Przez to gorąco, które mam nadzieję utrzyma się przez nadchodzący weekend, styki mi się w mózgu przegrzały. Już się przestraszyłam, że BARDZO ważna i BARDZO pilna emalia poszła zupełnie nie tam gdzie powinna, czyli, że trafić mogła dokładnie tam, gdzie nie jest jej miejsce.

Tak to się kończy jeżeli poza ważną i pilną służbową emalią jednocześnie odpowiadasz na trzy prywatne. No bo jak nie odpowiadać na prywatne emalie? No jasne, że odpowiadać. No bo jak nie odpowiem to się nie dowiem, czy kuzynka już urodziła, czy jeszcze nie, nie dowiem się też jaki jest tytuł jednego zagramanicznego serialu, który mam zamiar bliżej zgłębić, no i jeszcze kilku innych rzeczy nie będę wiedzieć, albo też ktoś inny nie będzie wiedział tego co wiem ja.

Dodam tylko, że nadal moje wnętrzności tuptają w takt rozhisteryzowanych emocji, co nie wpływa akurat pozytywnie na moją koncentrację. Jednak perspektywy są bardzo sprzyjające weekendowemu obijactwu, gdyż dziś uciekam z tej sauny za niecałe 2 godzinki i mam gdzieś wszystko inne, skoro kocyczek czeka, a może by tak jednak pomyśleć o jakiejś wodzie i kocyczku. Przecież mam w szafie strój kąpielowy, ubiegłego lata zakupiony, którego, poza mierzeniem, nie miałam możliwości przetestować.

jejuuuuuuuu

4

To co mam młyn to masakra jakaś. Wczoraj prywatny mły i obłęd w oczach, dziś pracowy młyn i obłęd w oczach.

Jakie jest prawdopodobieństwo, że nasz informatyk, wówczas gdy będzie najbardziej potrzebny, będzie nieosiągalny i poza zasięgiem? No jakie? no MILION dolarów procent. Tak, tak, sama więc biegam między 3 komputerami i składam piąty i wiszę na telefonie, a to w jednej, a to w innej sprawie, a to z tym, a to z tamtym. Z każdym, tylko nie z informatykiem naszym pracowym. Nie, nie. Pan nie jest na urlopie. Pan pracuje na umowę zlecenia.

dobra. Idę dalej zjadać te służbowe żaby, bo o śniadaniu mogę zapomnieć z braku czasu. Miałam do napisania  notkę o zaskakujących kolejach losu, ale będzie musiała poczekać na wieksze luzy czasowe.


  • RSS