demirja

czyli kolejny dzień gdzieś na końcu świata, zapisana chwila, jedna myśl…

Wpisy z tagiem: archiwum

ciekawość

14

Ciekawość to 1 stopień do piekła – niech ma to na uwadze ten, co to tak dokładnie mi archiwum wietrzy. :) Czasem nie opłaca się prowadzić poszukiwań na własną rękę, czasem lepiej i łatwiej zapytać o coś właścicielkę – kto wie – może odpowie. Zwłaszcza, że autorka miewa słabość do pisania tak, żeby napisać o wszystkim i o niczym w zasadzie, a to Drogi Podczytywaczu, można dopasować do wielu rzeczy. można też się doczytać tego czego autorka nie napisała, ba, czego nawet w najśmielszych wyobrażeniach na myśl jej nie przyszło. Ot – sztuka niedomówień i niejednoznaczności.

Nie mniej – miłej lektury. Za szkody wywołane moją grafomańską skłonnością jednak odpowiedzialności brać zamiaru nie mam najmniejszego – czytasz więc tylko i wyłącznie na własną odpowiedzialność, bez prawa do odszkodowania, czy innego zadośćuczynienia.

pada deszcz

14

Tak sobie leżę pod kocykiem i przeglądam własne archiwum. W prawdzie podłoga sama się raczej nie pomyje, ale mam to gdzieś. Jestem chora. Nikt mnie nie rozpieszcza, ani z powodu choroby, ani na co dzień, więc co się będę łamać – porozpieszczam się sama. Mleko z miodem i duży kawałek domowej roboty ciacha, to menu w sam raz na dziś. Tak przez wzgląd na pogodę, jak i na samopoczucie. Staram się pilnować żeby katar nie siadł mi na oskrzela, ale co ma być to będzie.

Po lekturze archiwum zrobiło mi się przykro. Kilka lat już tutaj jestem, a tak wiele osób już poszło w świat. Urwały się niektóre znajomości. Całe szczęście, że kilka innych trwa nadal. Jednak, wracając do tych, których już nie ma. Większość blogów zamknięta została z chwila kiedy ich autorzy odnajdywali swoje życiowe przystanie… a ja nadal i ciągle jestem w tym samym miejscu co długie lata temu. To smutne jest. Może i mam więcej papierków w szufladzie, więcej literek przeczytanych, więcej widziałam i więcej łez wypłakałam niż tamta dziewczyna sprzed lat. Nadal jednak nią jestem. Nadal tak samo zagubiona i zakręcona nie umiem odnaleźć swojego miejsca. Różnica jest taka, że kiedyś ufałam, że taki dzień, gdy znajdę to miejsce, nadejdzie – dziś wiem, że jest to mało prawdopodobne. Przy czym, pisząc miejsce, mam tu raczej na myśli nie miejsce fizyczne, nie mury, czy widok za kuchennym oknem, miejsce to stan ducha i ludzie. Ludzie jedni przychodzą, inni odchodzą, niektórzy są, ale stan ducha mojego jest tak chimeryczny, niestabilny i niezdecydowany, że ciemno to widzę. Właściwie to nawet nie widzę, może dlatego, że chcę aby życie zaczęło zaskakiwać mnie pozytywnie i to teraz, i już. Natychmiast. Stara jestem, nie mam czasu na fanaberie i zabawę w kotka i myszkę z sobą samą. Zawsze byłam marzycielką, a teraz, czas na realizm. Prozę życia i już. Na niespodzianki też. Tylko niech są same miłe i przyjemne. Od dziś przyjmuję tylko te dobre niespodzianki.

I tak tylko się zastanawiam nad wizytą u pani, która zajmuje się numerologią. Zawsze chciałam pójść do wróżki, ale żadnej w pobliżu nie było, a teraz, choć to nie wróżka, to jednak… ciekawość to podobno pierwszy stopień do piekła, ale jeśli mam sobie wyrobić zdanie czy takie rzeczy to hit, czy kit… to inaczej się nie przekonam, a jeśli jeszcze przy okazji rozmowy ktoś podsunie mi pomysł jak poskładać swoje życie w jedną całość, to możliwym będzie, że to nie będzie czas stracony… bo podobno takie osoby opierają się na zgadywaniu i wiedzy psychologicznej… w sumie, prywatna wizyta u psychologa kosztuje tyle samo, a ta u psychiatry jest nawet droższa i nigdy na jednej się nie kończy… różnica w tym, że wróżka, czy numerolog nie wypiszą mi recepty, ale taki problem, to nie problem… przynajmniej mam nadzieje, że to nie problem… nie, recepta w dobie internetu to też nie jest problem.


  • RSS