demirja

czyli kolejny dzień gdzieś na końcu świata, zapisana chwila, jedna myśl…

Wczorajszy wieczór pozwolił mi spojrzeć z nieco innej perspektywy na kilka rzeczy. Nie dostałeś odpowiedzi satysfakcjonującej – więc po szowinistycznemu się obraziłeś. Czego nie omieszkałeś dać mi do zrozumienia. Wyłączyłeś telefon nim zdążyłam odpowiedzieć – i bardzo dobrze postąpiłeś. Gratuluję doskonałej decyzji.

Dla odmiany mój telefon dziś został w domu. No i jeszcze jedno. Nie będziemy się już widywać i nie będę odpisywać na twoje SMSy, ani też odbierać telefonów. Wracaj do swojego życia i rozejrzyj się za małolatą. Małolaty są mniej kapryśne, ufniejsze i pozwalają sobą manipulować. Nie ze mną już te numery koteczku. Spóźniłeś się o kilka lat i o to moje minione małżeństwo. Nie do mnie mój słodki ta śpiewka – nie do mnie. (sarkazm – dla mało spostrzegawczych – choć nie wiem czy są tacy).

Spotkamy się jutro? Być może. Być może się spotkamy, ale nie licz na to, że zatańczę jak mi zagrają … czas żebyś to ty tańczyć zaczął. Sam stwierdziłeś, że jestem uparta i inteligentna … a teraz przekonasz się, że przede wszystkim jestem kobietą.

o co ta cisza?

4

Co ja wczoraj takiego napisałam w tym SMSie? Nie mogę sobie przypomnieć. Spowodowało to cisze. No tak – kolejna osoba po stronie ciszy.
Przepraszam bardzo – ale nie mam ochoty się zmieniać. Lubię kiedy o mnie się zabiega. Może faktycznie jest to próżne i samolubne, ale zupełnie mi to nie przeszkadza. W żadnej mierze.

Próby bycia pokorną, szarą, domową myszą – choć tak usilne – nie powiodły się w moim przypadku. Nie nadaję się do zamknięcia pomiędzy garami, pieluchami, pralką i odkurzaczem. Najwspanialsza klatka, choćby ze szczerego złota – nie jest dla mnie. Niestety nie jest dla mnie. O ile łatwiej byłoby żyć w takiej klatce. Niczym się nie przejmować i mieć wszystko podawane, na równie złotej co klatka, tacy.

Ale ja – jak to ja. Wole chodzić po kamieniach niż perskich dywanach, wole mieć poparzone paluch niż podaną strawę w odpowiedniej temperaturze. Podrapaną twarz (duszę?) od zarośli niż czekać aż coś samo do mnie przyjdzie – półprzenośnia …

No i po co ze mnie taka samosia? Skoro z tym tyle problemów? Bo lubię? Bo taka jestem? A może to wszystko to tak na wyrost – nieco na pokaz?

Nie – nie na pokaz. Gdyby było na pokaz chodziła bym głównymi szlakami gdzie podziwiały by mnie masy … a moje ścieżyny wiodą po bezdrożach i bezludziach …

Sesja, sesja, sesja …

3

Kolejne zaliczenie za mną. Nieco na wariackich papierach – ale czemu nie? :)
Taki trening w przekonywaniu różnych osób do własnych racji i uzyskiwanie tego co się chce uzyskać – jest jak najbardziej wskazany. Sztuka negocjacji to bardzo wymagająca dziedzina, a ja w niej dopiero zaczynam „pełzać”, a do „raczkowania” mam jeszcze spory przedział czasu.
Wynegocjowałam więc urlop – i tak na nim miałam być – no ale kontrola … urlop przesunięty :( . Tak więc wynegocjowałam ten jeden dzień – poniedziałek. Cudem dostałam kluczyki do mega małego wozu mojej rodzicielki, dojechałam na uczelnie … zszokowałam Pana magistra pojawieniem się w drzwiach … zyskałam miano osoby upartej (chyba miał ochotę użyć nieco dosadniejszego określenia na moją osobę), „roztrzaskałam” trzy zadania … rzecz jasna moja dysleksja dała znać o sobie :(. No więc jednak te trzy zadania jednak zostały uznane.
Zarzut:
- Dlaczego Pani nie napisała mi tu komentarzy i wniosków?
- Chciałam napisać, ale właśnie zabrał mi pan kartkę.
- Ale trzeba było je napisać.
- No to nie trzeba było mi zabierać kartki.
- Dlaczego Pani się ze mną kłóci?
- Ja się z Panem magistrem zupełnie nie kłócę. Ja tylko Panie magistrze negocjuję ocenę.
- No dobrze, a jaką Pani chce mieć tę ocenę?
- (chwila zastanowienia … na ile mogę sobie jeszcze pozwolić zanim wylecę z tego gabinetu razem z drzwiami i futryną?) Jak to jaką. Oczywiście bardzo dobrą.
- Nie. Bardzo dobrej to pani nie mogę dać. Dlaczego Pani się nie nauczyła na to pierwsze kolokwium?
- Nauczyłam się.
- To dlaczego Pani go nie napisała?
- Już Panu mówiłam. To był ciężki dzień i była tragiczna pogoda, i bolała mnie głowa.
- I tak się Pani nie nauczyła …
- Skoro Pan magister wie lepiej – to nie będę się upierać, ale naprawdę się nauczyłam tylko się źle czułam.
- No dobrze. (Chwila ciszy. Bazgrze coś na swojej kartce. Niechże coś powie. Ma dokładnie ten sam upierdliwy system bycia co … no tak – do tamtego miałam nie wracać, ale system bycia ma taki sam. Ja to zawsze trafie na przypadek krytyczny. Nie szkodzi – przynajmniej wiem kiedy przesadzam, poruszenie.) No dobrze. Cztery. Będzie?
- Skoro musi to będzie. Dziękuję. Ładny ma Pan widok za oknem.
- Tak? (Odwrócił się powoli do okna. Zjadliwy uśmieszek.) A faktycznie ma Pani rację.
- Do widzenia.
- Do widzenia. (Dogoniło mnie już za drzwiami. Cztery. Nie spodziewałam się. Myślałam, że tylko trzy się może takiemu niedobitkowi trafić, ale skoro jest cztery –niech będzie cztery.)
Powrót do domu, a raczej do pracy. Bo kontrola. Na schodach szeroki uśmiech do Pana kontrolera … gabinet szefa. … Nie jestem dziś potrzebna, jutro rano mam przyjść. Ok. spadam więc z tej „fabryki małp”…

miałam być na urlopie – nie jestem
miało być dobrze – nie wiem jak jest
wydawało mi się, że parę spraw zrozumiałam – jednak się myliłam
ktoś się szybko irytuje – a ja mam wrażenie, że to przeze mnie
przyjaźń to przyjaźń – chyba jednak nie zawsze

Czy jedna uwaga może aż tak wszystko pomieszać? Czy po prostu ja po raz kolejny wmawiam sobie coś czego nie ma? Jeśli jest się przyjaciółmi to chyba można ze sobą porozmawiać? Czy ja naprawdę jestem kobietą … zaczynam się zastanawiać niekiedy nad tym. Pogubiło mi się to wszystko na amen. Jeśli kiedyś zrozumiem tych wszystkich facetów, którzy mają coś do mnie – to … nie ważne co – taka opcja jest niemożliwa do zrealizowania. Choć czasem jest wszystko jasne – chodzi o to i o to – i albo się obie strony godzą na proponowane warunki, albo nie – ale czasem … czasem to ja niczego nie rozumiem. Może to jest ta chwila kiedy zaczynają wchodzić w układy przyjacielskie uczucia … Czy to znaczy, że ja jestem pozbawiona uczuć? Nie przepuszczam … mimo wszystko posądzam siebie o ich posiadanie …

urwanie głowy
totalny zamęt
właśnie tak jak lubię najbardziej – kiedy coś się dzieje i nie mam czasu myśleć o tych pierdołach jakie na co dzień mi plątają się po głowie.

patrze na zegarek … 18.10 – cholera mało czasu. strasznie mało czasu do 22.30 … a jeśli okaże się ze nie potrzebnie na nią czekam, że ta godzina nadejdzie taka sama jak każdego dnia – poprostu szara

No tak – można mieć wszystko lub nie mieć nic.
Miał być urlop – jest kontrola – nie ma urlopu. W poniedziałek do pracy.
Do tego jestem podobno niemiła i zasadnicza – a jaka mam być??? Jestem głodna i wściekła bo już miałam plany urlopowe … a teraz – a teraz muszę je zmieniać! Nie znam nikogo szczęśliwego z powodu odwołania odpoczynku … nie znam nikogo komu podoba się perspektywa pobudki o 6.30 zamiast o 11.00.

Przed ta kontrolą wszyscy dziś powariowali. Urwanie głowy i dziki szał. Dziwne. Przecież tu cały czas jest jakaś kontrola – wszyscy powinni się do nich przyzwyczaić w czasie minionych 3 lat. pewno nie mam wystarczająco wiele intelektu do zrozumienia pewnych rzeczy … i tej włącznie. Jednak lubię taki chaos. Lubię kiedy coś się dzieje … właśnie takie zajęcie muszę sobie wyszukać …

Wiesz z tego wszystkiego nawet nie zwróciłam uwagi, że nie dostałam od ciebie żadnego SMSa … zaskakujące … a może i nie zaskakujące. Może jestem po prostu sobą – dużo paniki i nic więcej …

Ktoś powiedział kiedyś „Bóg pomaga lepszym” … Panie pomóż mi więc teraz kiedy czuję się lepsza i kiedy Twoja pomoc jest mi potrzebna … nic w zamian nie obiecuję, bo wiesz że nie umiem obiecywać … wiesz, że żyje na własnej drodze – tak niegdyś bliskiej Twojej Osobie, a dziś … dziś jest dzisiaj i nie odrzuciłam Ciebie … odrzucili mnie twoi posłańcy – wyznaczając Twoje granice – a przecież miałeś być wszechobecny i wszechmocny jeśli damy Ci wiarę. Więc daję Ci moją wiarę … z zielonej łąki, z szumiącego lasu, z garbu pagórka wśród śpiewu ptaków … od siebie …


  • RSS