demirja

czyli kolejny dzień gdzieś na końcu świata, zapisana chwila, jedna myśl…

telefon

2
Ubawiłam się niemal setnie. Głupota ludzka nie ma granic. Szczególnie w odniesieniu do mojej ex-teściowej.
Moje syncio odwiedzało swojego tatę. Dzwonie więc w miejsce gdzie maja się obaj znajdować w celu przypomnienia ex-małżonkowi o odprowadzeniu dziś dziecka do domu – czyli do mnie – bo w końcu takie było założenie, a że mam do tamtej rodziny tak stosunek jaki mam … doszłam do wniosku, że trzeba im przypomnieć.

Dzwonię więc:
– Halo. – odebrała ta stara zołza.
– Dzień dobry. Jest … (tu imię mojego ex)?
– Nie ma go. – cisza
– Mogę więc prosić … (mojego zuch syna).
Słychać wołanie. Jakieś trzaski. Mój syncio dostał słuchawkę do ręki.
– Cześć kochanie moje.
– Cześć mamusiu.
– Jak wyjazd ci się udał?
– Fajnie było, ale ja ciebie nie słyszę. Coś mi trzeszczy w słuchawce.
– A teraz?
– Teraz słyszę.
– Kochanie to co wracasz dzisiaj do domu?
– Pewno. Stęskniłem się za tobą. Obiecałaś zadzwonić do mnie.
– Kochanie twój tata nie dał mi swojego numeru telefonu. Nie miałam jak zadzwonić. (no tak – jak kupuje się telefon dla szpanu to podanie jego numeru byłej żonie jest nie wymagane – nawet kiedy zabiera się dziecko na dni kilka. Jeszcze by zadzwoniła i mogłaby się dowiedzieć o czymś o czym byłe żony nie powinny wiedzieć … zupełnie jakby mnie interesowało jego życie. Gdyby mnie interesowało to nie rozwiodłabym się z nim tylko męczyła się z idiotą przez resztę swoich dni. )
– To ja na niego nakrzyczę.
– Nie krzycz. Kochanie skoro taty nie ma w domu to ja po pracy przyjdę po ciebie. Tylko masz być gotowy. Tak o 16 będę.
– Ale ja na niego nakrzyczę i to teraz. Tata jest w domu. On mi powiedział, że dał tobie numer.
– Tata jest w domu … (?) – nawet nie zdziwienie tylko ubolewanie nad ograniczeniem umysłowym mojej ex-teściowej. – Słoneczko możesz go poprosić?
– … taaatooo!!! – wrzask w słuchawce. – no chodź szybko. Już idzie.
– Cześć.
– Cześć.
– Odprowadź Młodego o 16 do domu.
– Idę do pracy na 14.
– Tak? Podobno już wyszedłeś … myślałam, że masz na 12 … przyjdę o 16 po Młodego. Ma być w mieszkaniu, a nie na działce czy niewiadomo gdzie. Rozumiesz?
– … – cisza. Aż widzę jak stoi przed lustrem ze słuchawką i stara się coś wymyślić.
– Jestem o 16 po niego. Cześć.
Odkładam słuchawkę. Jeszcze parę tygodni temu zdenerwowałaby mnie ta ich głupota. Dziś chce mi się z tego śmiać. Są żałośni. Kiedyś byłam bardzo, bardzo młoda … bardzo … teraz już nie jestem …

Czuje się tragicznie podle. Totalna dekoncentracja i rozbicie wewnętrzne. Temperatura, mdłości i totalny ból wszystkiego, a zamiast gardła jedna wielka bąbla uniemożliwiająca przełknięcie czegokolwiek jak również mówienie w normalnej barwie głosu.

Wyrok: angina

Diagnoza: jeszcze nie umieram (czuje smak papierosa więc nie jestem jeszcze umierająco chora).

Ja tu ledwie siedzę, a tam, piętro niżej, jakiś idiota znęca się nad młotkiem: łup, łup, łup … łup, łup, łup … łup, łup, łup. Mam nieodpartą ochotę zejść tam. Zabrać mu ten młotek i łupnąć mu tak raz przez czaszkę. Tylko tyle mogę zrobić – bo ciężko jest komuś zwracać uwagę kiedy nie może się powiedzieć słowa.

łup, łup, łup, łup, łup, łup, łup, łup,
łup, łup, łup, łup, łup, łup, łup, łup,
łup, łup, łup, łup, łup, łup, łup, łup,
łup, łup, łup, łup, łup, łup, łup, łup,
łup, łup, łup, łup, łup, łup, łup, łup,
łup, łup, łup, łup, łup, łup, łup, łup,
łup, łup, łup, łup, łup, łup, łup, łup,
łup, łup, łup, łup, łup, łup, łup, łup

Siedzę właśnie i przeglądam różne strony o kobietach i dla kobiet. Mam jeszcze kilka minut zanim wyjdę do domu. Dlaczego właśnie takie stronki? – Nie, nie dlatego, że jestem kobietą. Patrzę jak są zrobione, jakie tapety, czcionki, stylistyka, gify – wszystko to co widzimy … jedne są zrobione profesjonalnie i interesująco. Inne mają przed sobą jeszcze długą drogę lub szybką śmierć.

Dlaczego przeglądam właśnie te stronki i pod takim kątem? – Przyczyna jest jedna. Będę próbowała zrobić właśnie coś takiego. Stronkę o kobietach i dla kobiet. Na razie szukam natchnienia, a może właściwie bardziej sprawdzam, czy ktoś już nie wykorzystał mojego pomysłu wcześniej. Sprawdzam, czy wcześniej nie pojawił się ktoś, kto wprowadził mój pomysł w życie.

Minie jeszcze nieco czasu zanim projekt ten wprowadzimy w życie i zapewne początkowo będzie miał on wiele niedociągnięć – to będzie moja pierwsza stronka do pokazania światu, a tak ogólnie to pewnie trzecia w życiu. Musze się wielu rzeczy nauczyć, ale lubię mieć wyzwanie. Mam nieco czasu w związku z wakacjami i znajomych na multimediach posiadających ciekawe programy i książki. Może powinnam poczytać coś lekkiego i odpocząć od podręczników, ale … na to mam nadzieje też znajdę nieco czasu … w końcu są wakacje…

Każdą drogę zaczyna się od pierwszego kroku – tą bliską i tę daleką. Właśnie zrobiłyśmy pierwszy krok, a na ile jeszcze starczy nam siły … każdy będziemy przyjmować z uśmiechem i radością, że wyrwałyśmy … jeśli wytrwamy. My kobiety świadome tego co chcemy i zupełnie nie identyfikujące się z feminizmem w polskim wydaniu …

(UWAGA: polskie feministki – kobiety zaniedbane i negujące wszystko co wychodzi ze strony mężczyzn; te prawdziwe kobiety jeśli nawet identyfikują się z tymże ruchem ideowo nie chcą się ujawniać – bo jest im wstyd połamanych paznokci, tłustych włosów, niechlujnego i akobiecgo stroju jaki przywdziewa na siebie polski feminizm)

Nie mogę sobie dzisiaj znaleźć miejsca. Jestem jakaś taka rozkojarzona i senna. To chyba ta pogoda, ten deszcz, ten wiatr i ciśnienie spadające. Wczoraj wieczorem wracając do domu okropnie zmarzłam i trochę zmokłam. Pożyczyłaś mi bluzę, ale to niewiele dało bo za mostem zaczął padać deszcz. Nim dotarłam do domu było mi zimno i mokro. Wanna, polopiryn i kołdra, ale chyba nie pomogło … bo dziś mam dreszcze i raczej kiepskie samopoczucie. Zaczyna mnie wiercić w nosie – tyle, że nie wiem czy to na katar, czy od tego nieustającego remontu jaki tu jest i wszem obecnego kurzu.

Patrzę na zegarek. Ten czas niemal zatrzymał się dzisiaj w miejscu. Zrobiłam co miałam do zrobienia. Zjadłam śniadanie i siedzę. Nie mogę nawet zapalić, bo przesiałam gdzieś zapalniczkę.

W radio same smęty. Tak pod pogodę za oknem. Staram się nie myśleć, ale kiedy nie ma się zajęcia to człowiek myśli, a do mnie dziś wracają wspomnienia…

Od rana nie wiem w co mam ręce włożyć. Wczoraj nieco bumelangowy był dzień, ale dziś trzeba było wziąć się już konkretnie do pracy i ponadrabiać pourlopowe zaległości. Posegregować i powpinać na miejsca dokumenty wrzucone na szybko do szuflady przed urlopem i jeszcze całe mnóstwo innych biurowych drobiazgów, których na co dzień może się nie dostrzega, ale po powrocie z urlopu wychodzą do człowieka w całej swej okazałości i upierdliwości rzeczy drobnych.

Jeszcze trzy osoby do omówienia i będę mogła zjeść śniadanie. To całkiem dobrze, że termin składania RP-7 już jest na mecie. Może jak się odrobi te wszystkie zaległości to w końcu będzie nieco czasu na standardowe działania – te z zakresu czynności. Może będzie, a może nie będzie, a może zakres czynności się zmieni, a może się zmieni osoba która tenże dokument sporządza … pożyjemy zobaczymy.

Teraz trzeba to skończyć … i zjeść śniadanie.

No i jestem pierwszy dzień po urlopie w pracce. No i już się zaczął kołowrotek. Człowiek dopiero po urlopie widzi jacy są jego współpracownicy. Gdybym powiedziała, że są z buszu – byłaby to jawna obraza ludzi mieszkających w buszu, a żyjących według własnych praw i zasad. Ci tutaj to banda niedouczonych, podstarzałych majtkotrzęsów, którzy siedzą cicho udając zaangażowanie w wykonywane obowiązki, a tak naprawdę to patrzą na zegar i czekają na 15.30 żeby wyjść do domu zanim ktoś zada im jakieś newralgicznie istotne pytanie odnoszące się do ich zakresu działania.

Tak – tutaj jest istny dom wariatów. Nic dodać, nic ująć.

Właśnie przed chwilą odkryłam pewną zasadniczą prawdę – mam już wakacje. Szok polega na tym, że po powrocie do domu nie muszę zastanawiać się w co mam włożyć ręce i za co się zabrać. Mogę po prostu się położyć i patrzeć w sufit, albo iść na plotki do koleżanki, albo … jest tyle możliwości, że sama nie wiem co teraz mam z tym wolnym czasem zrobić. Choć jest już pewna koncepcja w tej materii … ale o tym innym razem. Jak już sprawa nabierze jakiegoś intratnego zarysu … czyli jak już ją umówimy nad kieliszeczkiem jakiegoś przyzwoitego wina. Choć będzie z tym niejaki problem, któraś z nas dwu musi do drugiej przyjechać. Jak przyjedziemy do siebie autkami to nie będziemy mogły napić się tego winka … i co – znowu trzeba będzie poprzestać na kawie …

Co za życie.


  • RSS