demirja

czyli kolejny dzień gdzieś na końcu świata, zapisana chwila, jedna myśl…

śniadanie o 13.45

3

Właściwie to chyba obiad powinien już być, ale czy można uznać za śniadanie butelkę wody mineralnej i 3 papierosy. Musze przez pięć minut posiedzieć i odpocząć bo już mi się „literkuf” i „cyferkuf” nie widzi w papierzydłach … i za co to wszystko? No pytam, za co? Gdybym poszła na „kuronia” to miałabym 100 mniej – no może dwie stówy, ale za to ile czasu … i możliwości, a tak na państwowym garnuszku dogorywam dochodząc do przekonania jak niska jest moja wartość i jak mam nikłe szanse na wyjście z tego układu.

Niewiele rzeczy człowieka dołuje bardziej niż wywyższanie się tych wszystkich „mega mądrych”, których jedynym atutem jest posiadanie tytułu świadczącego o ukończeniu studiów przed nazwiskiem. Niestety cała wiedza kończy się na tym tytule, bo od roboty są tacy jak ja. Nie masz tytułu – to jazda – takich jak ty na pęczki i przyjdą z pocałowaniem ręki … i to za mniejszą kasę … o … no za większą – stawki poszyły przez te kilka lat jednak do góry – a Ty co tak gapisz – nie ma funduszy na podwyżkę – ciesz się tym co masz … jutro możesz nie mieć nawet i tego.

Czas na zmiany. Teraz już dorosłam do tego. Nie można całe życie tkwić w tym samym miejscu … znaczy się u mamy na garnuszku … czas się ruszyć.

Tak – łatwo się mówi, szkoda, że praktyka mija się z teorią, ale o tym już było. Jaki więc byłby sens się powtarzać i pisać to samo po raz kolejny …

Tak – teraz czas na to śniadanie – jedyny posiłek dnia jeśli nic się nie zmieni … a na to się nie zanosi… a pensja ciągle ta sama … tylko ceny już nie to co lat temu kilka …

Niewątpliwie muszę coś zjeść – to zawsze wpływa na poprawę mojego nastroju …

Czekam na tego głupiego SMSa i czekam. Zawsze jest tak, że jeśli już na coś czekasz to, to się nie dzieje, a kiedy chcesz mieć świty spokój to wszystko wali ci się na głowę. Jak masz dość to też ci tłumaczą, że jest ok. i niemal wspaniale. Przecież co to kogo interesuje, że to czy tamto nie sprawdza się w życiu. Nie sprawdza się do tej jednej, określonej osoby, którą jestem. Jest niemożliwe żeby się nie sprawdzało skoro w stosunku do 100 innych ludzi jest rewelacyjnym rozwiązaniem.

Nie ważne. Ludzie dzielą się na takich samych jak wszyscy i na nienormalnych. Ja mimo wszystko łapie się chyba do tej drugiej grupy. Mam tylko jedno pytanie w związku z tym … czy to ja jestem nienormalna – czy ten świat, który coraz częściej każe mi tak myśleć o sobie. Wszystko zależy od tego, z której strony patrzeć na to wszystko. Dla mnie nienormalnym jest ten kto umie w tym wszystkim żyć i twierdzi, że jest mu dobrze. Przecież normalni ludzie w nienormalnych czasach nie mogą sobie poradzić, bo czują i myślą, a może mogą. Może mogą, umieją i potrafią, i to tylko ja mam problemy z adaptacją do warunków w jakich trwa moja egzystencja. Właściwie to wegetacja i nic więcej.

Tak – egzystencja to za duże słowo. Wegetacja w sposób znacznie pełniejszy oddaje moją rzeczywistość. Rano pobudka, później praca, dom, obiado-kolacja i sen. Każdy dzień podobny nierozerwalnie do poprzedniego i tylko rozróżnialność powtarzających się czynności pozwala mi określić jaki dzień tygodnia jest właśnie dziś. Poniedziałek – piątek praca, sobota – niedziela sen, lub uczelnia. Tak wymiennie, ale za to z cyklicznym zapędem powtarzalne w dwutygodniowym cyklu przez 10 miesięcy i wakacje … teoretyczne … jak wszystko.

Teoria jest OK. Problem z nią polega na tym, że mija się często z praktyką. Czasem udaje się je choć w niewielkim stopniu pogodzić, ale znacznie częściej jest to niemożliwe … bo wypadnie jakieś nieprzewidywalne zdarzenie losowe – skądinąd również rutynowe i powtarzalne tyle, że może o nieco mniejszej częstotliwości i znacznie dłuższych czasookresach pomiędzy wystąpieniem tego określonego zdarzenia … ale co to kogo interesuje …

Kolejny dzień remontu. Zaczynam się zastanawiać czy to przypadkiem nie w mojej głowie są te wszystkie młoty pneumatyczne, których piętro niżej używają do kucia ścian. Poważnie – już nie wiem czy one są to piętro niżej, czy w mojej głowie. Do tego radio usiłujące przekrzyczeć za wszelką cenę ten łomot.
Patrzę na kubek kawy jak drży i jak na ciemnym płynie wszystko się odbija drżąc o tyle mocniej, że z każdym łykiem mniej tego obrazu. Znika on we mnie nieodwracalnie każdego ranka.
Niech oni zabiorą i wyłączą te młoty.

Tak nie da się siedzieć i nudzić, o pracy nie ma mowy ani tyle … czas poszukać jakiegoś spokojniejszego miejsca. Miejsca gdzie radio nie musi ryczeć z głośnika wiadomości i gdzie młoty pneumatyczne nie rozsadzają człowiekowi czaszki.

7.32 – dwie minuty spóźnienia. Rzecz jasna nie mam na czym się podpisać – lista już znikła w mrocznych czeluściach działu kadr …
Mam po drodze 2 razy światła – na obydwu było czerwone, a do tego jeszcze to sprzęgło … i zaparowane szyby. Mieszkanie w cudownej okolicy i nieposiadanie garażu to cały rok zaparowanych lub dla odmiany zamarzniętych szyb. No i jeszcze to słońce. Wyjeżdżam na jezdnie dosłownie na czuja. Albo coś będzie jechać, albo nie. Do tej pory jeszcze nie jechało, ale …
Jak gdyby tego było mało – telefon razem ze śniadaniem został w domu.
To przez ten prysznic, który przeciągnęłam … naprawdę nie miałam ochoty wychodzić z łazienki. Woda spływająca po karku delikatnie masowała obolałe po wielogodzinnym siedzeniem przed komputerem mięśnie. Jednak wyszłam – no i teraz to już z niczym nie mogłam się wyrobić.
W pracy – nadal nie mam do niczego zacięcia. Zresztą prawie nikogo nie ma. Przechować się przez ten dzień, a jutro już nie trzeba będzie wstawać rano i śpieszyć się pod prysznicem …

8.52 – kawa … dlaczego kawa rano tak szybko znika z kubka i trzeba wziąć się za jakieś pożyteczne zajęcie …

i jedno jeszcze

1

Okropnie boli mnie głowa. To jeszcze od niedzieli, ale to przecież nie jest ważne.

Czy tak na prawdę cokolwiek jest ważne? Czy tak na prawdę cokolwiek ma jakiś sens?

… niechże to słońce zgaśnie … choćby na jedną małą chwilę …

… dziś

1

miałam wiele pomysłów na to co i jak będę tutaj pisała … tyle, że teraz gdzieś się zapodziały …

zapodziały się tak samo jak wszystko inne w moim życiu … myśli, ludzie, uczucia …

poranek wstał piękny – taki słoneczny i ciepły … ot chce się żyć można by powiedzieć, a ja … ja oddałabym wiele za choćby kilka obłoczków, które przesłonią ten deszcz sztyletów promieni słonecznych, które tak dotkliwie kują moje oczy i wbijają się aż do mózgu … to boli

boli bo to kolejny dzień stracony na trwanie bez odrobiny uczucia … nie umiem kochać, a Ty jeszcze tego nie wiesz. wiem, że cie ranię, ale starałam się żebyś nie oddał mi swoich uczuć – nie posłuchałeś …


  • RSS