demirja

czyli kolejny dzień gdzieś na końcu świata, zapisana chwila, jedna myśl…

 

W sobotę umarłam jedna ja i narodziła się nowa ja, a moja rodzicielka uparcie stara się zachować pozory, że nic nie zaszło, że nic się nie stało, że … mniejsza o to „że”.

Sińce na ramieniu znikną, ale te kolejne we mnie nie pozwolą zapomnieć o sobie. Zmieniło się wiele. Może było mi to potrzebne, żebym podjęła znacznie bardziej zdecydowaną próbę wyrwania przynajmniej siebie samej z tej matni-marazmu (zadziwiające jak jedno uzupełniać może drugie, wcześniej nie przepuszczałam nawet, że jest to możliwe), skoro nikt inny nie chce żyć spokojnie. Nieważne. Liczy się to że za kilkanaście dni będę o kolejny rok starsza. O kolejny rok starszy będzie również mój syncio. To chyba czas już najwyższy żeby podarować sobie w prezencie odrobinę luksusu: spokojne wieczory i przespane noce. Tak, to dla mnie właśnie jest luksus – spokój jest luksusem, a wszystko inne … poradzę sobie – nie mam wyboru – muszę.


w piaskownicy jednodziecięcej
pustych słoików zabawki
bez nakrętek śmiechu
deseczki ławeczka
drzazga bezduszna …

w piaskownicy jednodziecięcej
piasku kamienne złudzenie
przesiewane pociętym paluszkiem
do butelek rozkoszy matczynej
dalekiej, nieobecnej …

w piaskownicy jednodziecięcej
szpilki patyków łopatką
szczawiu obiad prawdziwy
karmiciel od rana po wieczór
jednodziecięce głodne marzenie
– żółte wiaderko …

kolejny dzień

1

 

Kolejny dzień i zmiana koncepcji oraz kilka drobiazgów dodanych do bloga. Będzie ich być może nieco więcej, ale muszę skończyć jedną rzecz jaka jest mim do tego niezbędna, a niestety jak uparty człowiek miast wesprzeć się mądrą literaturą, szukam po omacku i popełniam po raz kolejny te same błędy … a mówią, że człowiek się na błędach uczy …

totalna paranoja

1
W prawdzie miałam przez czas jakiś umieszczać kolejne fragmenty moich wypocin, ale nie umiem się powstrzymać przed kolejną notką.
Dzień wczorajszy – gehenna człowieka odrzuconego. Ona wybrała jego, nie mnie. Po tych wszystkich latach i tym wszystkim co zrobił – wybrała jego. Odrzuciła mnie – swoją córkę.
Tak pozbycie się moje osoby pozwoli mu wieść życie jak dawniej – przerażenie i obłęd na własne życzenie. Pozbyć, trzeba się szybko pozbyć niepożądanego czynnika hamującego życie sadysty. Teraz to on mnie się boi. Nie ja jego – tylko on mnie. Widział w moich oczach siebie. Zmienił taktykę –kochany tata kupił dzieciom czekoladkę za 2 złote, bo mają taką niedobrą siostrzyczkę co się umie bronić przed sadyzmem …

Zrozumienie jak kruche jest ludzkie życie zajęło mi nie więcej niż kilka sekund. Jego ulotność jest fenomenalnie niepowtarzalna i tak daleko na co dzień od naszej świadomości, a przecież wystarczy krótka chwila. Jedna mała chwila … nic więcej. Nie ważne. To tylko moja dusza umarła po raz kolejny – teraz kiedy zaczęła się z bólem rodzić na nowo. Czy kiedyś odrodzi się znowu? …

Wczoraj chciała żebym nie wracała do domu tylko poszła do koleżanki, bo ona chce mieć spokój. To jest parodia. Zawsze czułam, że to miejsce nie jest dla mnie, ale teraz … teraz zastanawiam się nad kilkoma możliwościami – dziś nie wiem którą wybiorę – muszę jeszcze je do końca rozpatrzyć. Zadzwonić w kilka miejsc. Zadać kilka pytań. Uzyskać kilka odpowiedzi. Zakończyć rozpoczęte sprawy.

Wczoraj więc wracałam do domu – do tego nie mojego domu, gdzie nikt mnie nie chce, bo wyłamałam się ze schematu i zagrażam temu co znają … może oni wszyscy są od tego sadysty uzależnieni – może działa to na nich jak narkotyk – nie, nie będę się nad tym zastanawiać.

Wczoraj robiłam zakupy – to jest istotne. Kupiłam sobie:
- spódniczkę (pewno jeśli uda mi się nadrobić te kilka kilo jakie straciłam ostatnio to w nią nie wejdę),
- bluzkę (pewno nigdy jej nie ubiorę bo już mi się nie podoba),
- kolczyki (srebrne z 2 maleńkimi oczkami z granatów),
- perfumy (zupełnie na pałę – bo mam tak zatkane zatoki i taki katar, ze nic nie czuję – ale kupiłam – podobno jest ok.)
- nową fryzurę – właściwie to nie taką nową, bo po prostu nieco podcięłam końcówki … no dobra – to trochę to jakieś 3 centymetry.
Wróciłam w to miejsce zdrady totalnej i nawet nie mogłam pójść spać do własnego łóżka. Nakaz: na górę, do pokoju siostry …

TOTALNA PARANOJA
pierwsza publikacja … na razie beztytułowa

 

– Nagrywasz to co mówię? … – uśmiechnęła się. Nie czekała na odpowiedź. – Po co to robisz?

KOMUNIKAT

Niniejszym zawiadamia się iż Odcinek pierwszy oraz drugi zostały przeniesione w miejsce właściwe, które w stosownym czasie pojawi się do wiadomości ogólnej. Przewiduje się nadejście stosownego czasu po dniu 21 lipca br.

 

To nie był spokojny weekend. Miało miejsce wiele zdarzeń, które nie powinny mieć miejsca, na które nie powinnam sobie pozwolić. To trochę tak jak próba sił, ale jej forma zupełnie mi nie odpowiada. Decyzje jakie podjęłam znacznie wcześniej i jakie miałam zamiar realizować powoli i w najbardziej optymalny sposób, teraz musze zrealizować na już. Jeśli nie przez wzgląd na siebie – to przez wzgląd na Młodego. To nie jego wina, że jego ojciec okazał się palantem nie do życia, a dziadek jest psychopatą.
Wszyscy zawsze mówią, że sobie poradzę, bo jestem silna. Guzik prawda – wcale nie jestem silna. Po prostu nie mam wyjścia. Musze sobie radzić. Musze sobie radzić tak żeby zapewnić Młodemu optymalne warunki. Lepsze od tych jakie ja miałam. Przynajmniej spokojniejsze. Należą mu się przespane noce i sen bez strachu, że w środku nocy trzeba będzie się zrywać i uciekać. Nie tego chcę dla swojego dziecka.
Przyszedł czas na działanie, na pełną samodzielność. Jeszcze nie wiem jak to zrobię z moją marną pensyjką, ale jakoś trzeba będzie to zrobić. Trzeba znaleźć swoje miejsce na tym świecie. Teraz jestem nigdzie.
Nigdzie to takie miejsce, gdzie podobno mieszkasz ze swoimi, ale notorycznie wiesz, że nie jest to twoje miejsce. Zresztą, co za różnica. Nigdzie – to po prostu nigdzie. Każdy ma takie swoje „nigdzie”, a jeśli nie ma – to bardzo mu tego zazdroszczę.

Mówicie, że sobie nie poradzę. To nie tak. Ja nie mam wyboru tym razem. Ja muszę sobie poradzić. Muszę sobie poradzić dla Młodego.

No i jeszcze jedno – nie odpowiada mi chodzenie w apaszkach w połowie lipca i w swetrze z długim rękawem. To nie jest moje rozwiązanie. To rozwiązanie mojej rodzicielki – twierdzenie, że jest ok. – choć tak nie jest. To oni mnie nauczyli twardego określania rzeczy po imieniu. Nazywania ich takimi jakie są, a nie ubierania je w słówka dla ludzi. Wybaczcie, ale nie umiem powiedzieć, że się potknęłam, uderzyłam czy coś takiego kiedy ktoś patrzy na siniaki w miejscach, w których nabicie sobie ich samemu jest rzeczą dość trudno wykonalną … a ludzie się nie zmieniają. Nie ważne co mówią, czy obiecują, czy przyrzekają – LUDZIE SIĘ NIE ZMIENIAJĄ … jeśli jest ktoś sadystą to nim jest i być nie przestanie, jeśli ktoś jest psychopatą, to nie przestanie nim być – a ja – ja mogę mieć nadzieję, że następnym razem będzie nie mniej pijany niż ostatnio i że starczy mi siły tak jak w sobotę … mogę mieć nadzieję, że starczy mi tej siły tak długo jak będzie mi ona potrzebna …

Bożę spraw żeby mi starczyło siły

  • RSS