demirja

czyli kolejny dzień gdzieś na końcu świata, zapisana chwila, jedna myśl…

Nie znoszę nieprzespanych nocy. Przynajmniej nie przespanych bez określonej przyczyny. Najpierw doprowadzałam do szaleństwa rodzinę kalejdoskopowym zmienianiem kanałów muzycznych w telewizorze z dźwiękiem ustawionym na maksa – ok. sąsiedzi też ludzie, o 23 usiłowałam się pouczyć … niestety po przeczytaniu kilku kartek, moje chęci uleciały z nadchodzącym snem … i co z tego? Godzinę później już nie spałam … tak po prostu się obudziłam i przez kolejne półtorej godziny katorga – wreszcie zaczęłam zasypiać i co … i burza … koniec spania. Pioruny doszły do wniosku, że drzewa jakieś sto metrów od mojego domu są dla nich celem idealnym. Wcisnęłam głowę pod poduszkę. 5.10 no ładnie. Jeszcze kilka figur, poprawienie prześcieradła (nienawidzę kiedy jest pozwijane). 6.30 dzwoni budzik – cholera.

Teraz siedzę sobie w pracy. Oczy otwarte. Mózg śpi. Telefon dzwoni natarczywie:
- A dzwoń sobie, nie mam trzech rąk.
- Brakło toneru w ksero.
- Tak? Teraz nie mam czasu … (w domyśle – do jasnej – dajcie mi wypić te kawę jeśli mam podjąć próbę doprowadzenia się do stanu choćby imitującego myślenie)…

… XXI wiek …

2

Chemiczny świat odmierzany pigułkami. Rano jedna, w południe kolejna i witaminy, wieczorem jeszcze jedna. Na nie myślenie. Na wszelkie nie myślenie. Żeby łatwiej było żyć. Połykasz pigułkę i jest dobrze. Nie dobijasz ludzi swoim złym humorem, nie drażnisz ich zbyt dużą dozą myślenia, nie radzeniem sobie z własnym ja. Śmiejesz się tak jak tego oczekują – we właściwych momentach i z tego co powinnaś. Nie ma nieoczekiwanych i niewygodnych ataków histerycznego śmiechu lub płaczu. Jest dobrze. Po prostu jest dobrze. Jesteś społecznie przystosowaną jednostką. Kogo to obchodzi, że każda kolejna pigułka jest morderstwem twojego ja. Morderstwem siebie samej na raty. Nie od tych pigułek nie umiera twoje ciało – on żyje i ma się całkiem nieźle. Umiera twoje ja, umierają twoje myśli. Stajesz się częścią masy. Społecznie przystosowaną cząstką ogółu. Taką jak trzeba. Nie musisz się przejmować niczym – wszystko rozwiąże pigułka. Jeśli nawet nie ta – to kolejna. Ta z wieczora. Nie będziesz matką do kiedy o tym nie zdecydujesz. Będziesz mogła robić co chcesz, z kim chcesz, jak chcesz. To jest dobre. Nie musisz myśleć o konsekwencjach. Możesz oddać się życiu. Dobremu życiu, a resztę załatwi ta pigułka z rana. Pozwoli nie myśleć, że to co robiłaś wieczorem … co było w nocy, że to może być złe. Odliczasz dzień – rano jedna, w południe kolejna i witaminy, wieczorem jeszcze jedna …

emocjonalne dachowanie …

4

Już sama nie wiem co mam o tym wszystkim myśleć. Pomieszało mi się to wszystko. Nie ułatwiasz mi niczego. Wręcz przeciwnie. Nie umiem ci odmówić, ale to nie jest dobre, ani dla mnie, ani dla ciebie. Po co mi to wszystko. Bez tego mam wystarczający chaos w życiu. Nie trzeba mi już więcej. I bez ciebie kiepsko sobie radzę z tym wszystkim. Nie wiem co myślisz. Znam tylko twoje słowa.

Słowo to broń obosieczna.

Nie oddają myśli. Mówią tylko o tym, co chcemy żeby zostało powiedziane. Przeraża mnie twoja pamięć. Pamiętasz wszystko co mówiłam. Lepiej ode mnie samej. Kiedy chodziło tylko o kawę … czy ma być czarna, czy biała, z cukrem, czy bez … to było miłe, ale cała reszta. Nikt jeszcze nie pamiętał takich drobiazgów w odniesieniu do mojej osobie. To mnie przeraża. Nie – nie kawa, tylko cała ta reszta. Twój zapach. Nie wiem. Sama nie wiem.

stworzenia bez opamiętania

2

Ludzie to dziwne stworzenia. Dążą przez cale życie do samounicestwienia. bez mrugnięcia okiem pakują się w kontakty czy związki z osobami, które są co najmniej mocno niewłaściwe.

Całe to szukanie ideałów to totalny blef, bo tak naprawdę pociąga nas to co jest jak najdalsze od naszych wysublimowanych i pieczołowicie kreowanych wzorów idealnego partnera … podoba nam się jego przeciwieństwo … i ładnie to wtedy nazywamy, że ten (czy ta) ma w sobie to coś. Tę iskierkę, która nas przyciąga … ale co jest tą iskierką?

Czy nie jest nią całkowite przeciwieństwo naszych rozumowych kreacji wyszukana i podsuwane przez naszą podświadomość, która walczy na co dzień z monotonią wszechogarniającą nasze jestestwo …

Jak to jest tak naprawdę z tym wszystkim ?

Mam 5 minut na podjęcie decyzji … a może już ją podjęłam, bo pobożnym byłoby twierdzenie, że to los podjął ją za mnie. Podjęcie decyzji jeszcze nie oznacza jej uświadomienia sobie. Świadomość przychodzi znacznie później … z reguły poniewczasie …

Miało być o zakupach …

1

1. przemierzenie w każdym kierunku miasta i stwierdzenie, ze w tym całym szmelcu zalegającym na sklepowych półkach totalnie nic nie ma.
2. kupiłam buty – jedyna w 30 % sensowna para w całym mieście, szmelc za niebotyczna kwotę, która co najmniej trzykrotnie przewyższa wartość faktyczną zakupionego towaru
3. problem kolejny – NIE MAM DO NICH TOREBKI … i mieć nie będę – bo po prostu nie ma takiej możliwości żeby na tym końcu świata coś do czegoś dobrać …
4. ale mnie obtarły … 4 paski na krzyż, a obtarły – badziewiostwo !!!!!!!!!!

podsumowanie:

Boże dlaczego stworzyłeś mnie kobietą. Życie mężczyzn jest o wiele prostsze – nie mają problemów z butami, nikt nie komentuje dlaczego przy 175 cm wzrostu biega się po mieście za szpilkami, nie słuchają ironicznych uwag, że faceci nie rosną tak wysocy żeby patrzeć za 185 cm dziewczyny w szpilkach … – Pan lekko zbaraniał jak ze zniewalającym uśmiechem stwierdziłam, że jednak się trafił taki. Nie jego problem, a jeśli miał być to podryw … hm … proszę Pana jest Pan do bani – tak się płoszy kobiety, na takie hasła tylko małolaty lecą.

Eh – życie, życie … gdybym była facetem … kto wie może urosłabym taka wysoka jak moi bracia … szatyn, 190 cm, zielone oczy, proporcjonalnie zbudowany, z tyłeczkiem jak się patrzy (przynajmniej moi bracia maja ok. – nie mam niestety pewności co trafiło by się mojej osobie) … eh – dziewczyny … duża strata, że nie jestem facetem … ale jedno założenie – proszę o nie wymienianie w wersji męskiej mózgu – wskazanie pozostawienie obecnego modelu.

To najgorsza choroba dolegająca człowiekowi w dzisiejszym czasie. Podczas kiedy w otoczeniu zachodzi tyle zmian, dzieje się tyle nowego – ludzie z maniakalnym uporem trwają w monotonii powtarzalności zajęć, postępowań i myśli. Pod osłoną wiecznego braku czasu trwają w tych samych schematach powtarzalnych każdego dnia od nowa i od nowa w nieustającym cyklu przemijania i trwania aż do ostatniego oddechu.

Każde wydarzenie jakie dzieje się obok, nawet z siła, która nakazuje wyrwać się na ułamek sekundy z monotonnego cyklu takich samych poranków i wieczorów, jest tylko jak podniesienie głowy znad pisanego listu i niewidzące spojrzenie w okno – takie oderwanie czysto pro forma, i znów jest się w tym swoim obiegu monotonnej codzienności, która każdemu z nas została uszyta na miarę. Każdy ma własną. Swoją i prywatną i czasem nawet nie starcza czasu żeby popatrzeć w okno i dostrzec co jest za nim. Bo i co tam mamy dostrzec – że nic się nie zmienia, ze wszystko jest takie samo … i tylko my jesteśmy starsi o kolejny rok, dwa, czy pięć lat. Nie jest budującym dojście do wniosku, że zakochanie się jako nastolatek jest tak samo szalone i zaborcze jak to, które trafia się dojrzałemu człowiekowi – przecież jestem dorosły, dojrzały, doświadczony … nie mogę zachowywać się jak sztubak, nie mogę tak myśleć i czuć. To nie wypada, nie przystoi. Nie kiedy ma się trzydzieści, czterdzieści, czy pięćdziesiąt z hakiem … W tym wieku już nam nie wolno.

Co za społeczna głupota. Cierpieć, bo społeczeństwo zabija w nas odwagę na sięganie po siebie samych i własne szczęście, bo chcemy na kilka chwil wyrwać się tej naszej szarej monotonni.

Po co człowiek się rodzi, skoro społeczeństwo morduje go zanim dorośnie. Społeczeństwo jest największym dzieciobójca … i nikt na to nie reaguje. Morduje nas wszystkich, każdego dnia. Powoli. Powoli, aż do osiągnięcia wszechobecnego przyzwyczajenia i wciśnięcia nas w uniform codzienności … idealny – taki sam dla wszystkich – jak w chińskich filmach, gdzie wszyscy są ubrani w identyczne granatowe (?) mundurki i nikt się nie wybija, a zwariowana sukienka w kolorowe kwiaty byłaby zbrodnią na miarę kary śmierci.
Więc po co żyć, po co mieć nadzieję i próbować choć na kilka minut wyrwać się tej monotonni … zaszaleć … ubrać tę sukienkę z soczystą czerwienią maków, z żółcią młodych kaczątek, z chabrem nieba, i zielenią młodej trawy … tak wbrew wszystkim i wszystkiemu – nawet sobie samej – ubrać i sprawdzić jak to jest … uciec choć na kilka sekund tej zjadającej monotonii …


  • RSS