Z założenia, przez 35 lat swojego życia, nie czytałam poradników, ani żadnych instrukcji obsługi. Oczywista, oczywistość, że przez kilka lat z tej liczby, raczej czytanie było mało dostępną umiejętnością, ale w wieku lat 6 zaczęłam ją nabywać. Następnie uskuteczniam ją aż do dzisiaj.

W tym roku czekają mnie, po raz drugi w życiu, osiemnaste urodziny. Wiele się zmienia w moim otoczeniu i zmieniam się ja sama. Jeszcze rok temu, bałam się przyznać do wielu drobiazgów. Teraz do nich dorosłam. Teraz staram się walczyć o siebie. O to jaka jestem, kim jestem i jak siebie postrzegam, bo to, jak postrzegam siebie i jak siebie traktuję, przedkłada się na to, jak postrzega i odbiera mnie otoczenie.

Nie stałam się z dnia na dzień otwartą szczebiotką, ale tak, teraz nie zaprzeczam, że związek, to coś co sprawiłoby mi radość, że to coś do czego dorosłam. Przez wiele lat katowałam siebie myślą, że nie zasługuję na bycie kochaną, bo jestem zbyt… i tutaj lista była długa i bogata, tyle, że w wielu punktach również nie prawdziwa. Każdego dnia walczę z własnym brakiem akceptacji i niską samooceną. Każdego dnia, staram się do siebie uśmiechać, i chociaż nadal jest wiele dni, kiedy ta sztuka mi się nie udaje, to jednak, powoli i mozolnie przybywa tych gdy jednak dziewczyna z lustra choć na chwilę wykrzywi twarz… owszem, na początku był to sztuczny grymas, ale teraz, coraz częściej trafia się prawdziwy uśmiech. Chociaż nadal jest problemem samo lustro, którego nie lubię, którego unikam, które omijam.

Zaczęłam czytać poradniki. Z niedowierzaniem, z niewiarą i odrobiną kpiny, czy szczyptą cynizmu. Wiem, że od samego czytania nic się nie zmieni. Muszę zmienić się ja. Jeśli o tych samych sprawach, rzeczach piszą różne mądre głowy, piszą niezależnie od siebie, a wnioski są podobne i wskazania również, to chyba muszą mieć do cholery nieco racji! Zacznę więc od tego, że postanowiłam spróbować, na podstawie tego co czytam, zawalczyć z niską samooceną i brakiem akceptacji. Postanowiłam się zatroszczyć również o siebie, bo wychowano mnie tak, że jako priorytet była wykazana troska o innych. O siebie nie wolno było się troszczyć, o siebie nie wolno było dbać. Siebie należało poświęcić. Tylko jak na tej podstawie zbudować zdrowy związek, oparty na wspólnocie i partnerstwie? Jak zbudować jakikolwiek związek, kiedy nieoficjalnie zostało się pozbawionym prawa do tek ważnej kwestii.

Jakiś czas temu, zrozumiałam że właśnie do tego dorosłam. Jedna stała Bywalczyni stwierdziła, że dorosłam do „gniazdowania”. Wówczas zaprzeczyłam, ale dziś, dziś mogę jej przyznać, że tak. Dorosłam. Miała rację. Tyle, że nie mam najmniejszego pojęcia jak się za to zabrać, oraz nie wiem też jak nie spieprzyć czegoś poprzez wieloletnie nawyki, przyzwyczajenia i wszelkie wybiegi i uniki jakie stosowałam w celu samooszukiwania oraz pozbawiania siebie prawa do szczęścia.

Od dzisiaj (18.05.2013) postanowiłam spisywać, każdego dnia, rzeczy które udało mi się zrobić dla siebie. Tylko dla siebie. Powinno ich być 10. Moja lista jest znacznie uboższa, ale mam nadzieję, że z czasem, z czasem uda mi się ją rozwijać.

Dziś zrobiłam dla siebie:

1. Wynegocjowałam, całkiem niezłe warunki umowy na telefon i sam telefon w przyjemnej cenie 3 PLNów.

2. Zerwałam kilka gałązek bzu. Teraz zawrotnie pachnie mi w pokoju, a ja nie mogę się nacieszyć jego zapachem, który sprawia mi wiele przyjemności.

3. 1,5 km biegu i przy tej sposobności tylko jedna mucha „zjedzona” na kolację.