No więc jest tak: bociana dziobał szpak, a potem była zmiana i szpak dziobał bociana. Takie tam stare powiedzenie. Niby nic, a jednak czasem.

Nudziło mi się ostatnio bardzo, choć to akurat zależy mocno od tego co się przez nudę definiuje. Równie dyskusyjne jest stwierdzenie „ostatnio”. Zbyt wiele czasu na myślenie nie jest zdrowe.  Człowiekowi „niechcący” przychodzą do głowy różne rzeczy. To akurat, te różne rzeczy, nie są dobre. Często prowadzą do robienia głupot. Niektórych głupot lepiej nie robić, bo rachunki bywają zbyt wysokie. Nie sprawdzałam na sobie, ale wystarczająco się napatrzyłam po okolicy. Wysokie rachunki są tym co mnie odstręcza. Nie lubię przepłacać. Nie czuję takiej potrzeby. Nie lubię również płacić cudzych rachunków, a właśnie mam takie wrażenie, że tak jest od jakiegoś czasu. Ciąży mi to niemiłosiernie. Staram się nie myśleć, ale są chwile, kiedy zwyczajnie nie mogę. Mam dosyć. Ktoś gdzieś napierdolił, a ja płacę jego życiowe rachunki. A nawet jej nie lubię i mało ją znam. Właściwie to nie znam, ale to nie ma znaczenia. Wkurza mnie to, że ona ma w dupie co robi z własnym życiem, a rachunki płacą wszyscy na około. Oczywiście ona jest bez winy, oczywiście…

W czym problem? Problem w tym, że nie umiałam wyczuć sprawy na czas i dałam się wciągnąć w mataczenia. Mam żal do siebie, że pozwoliłam sobie utknąć w czymś, czego zawsze unikałam. Zawsze było jakieś albo, albo. Coś kosztem czegoś, coś w zamian za coś. Ten jeden raz w życiu nie zachowałam ostrożności. Jeden raz.

Mogłabym teraz tracić czas i zastanawiać się nad prozaicznym „dlaczego”. Sęk w tym, że nie znam odpowiedzi. Zna ją inna osoba. Jednak ta osoba nie chce się podzielić swoją wiedzą.

Być może nieco bredzę, ale nie całkiem. nie chodzi przecież o to aby napisać wprost. Ja wiem o czym piszę i to mi wystarcza. Tak, ta notka jest tylko dla mnie i tylko moja, jest taką formą krzyku bezgłośnego. Krzyku niemocy i bezsilności. Nie lubię być bezsilna. Nikt nie lubi. Użalanie się nad sobą jeszcze bardziej mnie wkurza. Więc tak, jestem teraz wkurzona na siebie, bo dzisiejszego popołudnia nie dopilnowałam swoich myśli. Pozwoliłam im płynąć. Znów uciekły. Dziś nawet zmęczenie nie pomogło.

Problem w tym, że przez chwilę poczułam się bezpiecznie. Pozwoliłam sobie myśleć, że jestem bezpieczna. Zapełniłam sobie dni do maksimum. Nowe wyzwania, nowe obowiązki, zero czasu na czucie i na myślenie… a jednak. Lekki „zonk”. Wszystko to złudzenia. Mogę sobie narzucić milion spraw do zrealizowania, a jednak, wystarczy jedna chwila i wszystko wraca. Rzuca mnie o ziemię i skręca z bezsilności, a wystarczyłoby kilka minut rozmowy…

Czas to bardzo skuteczne lekarstwo, jednak jego działanie jest złudne, zwodnicze i bardzo, bardzo powolne.