Nie wiem co się dzieje z tym światem. Oszalał, czy jak do cholery. Popierdoliło się gdzieś w kosmosie coś? O co chodzi, bo ja tego nie rozumiem, nie pojmuję i nie ogarniam w żaden realny sposób.

Wczoraj dowiedziałam się o tym, że syn mojej znajomej, kiedyś dobrej koleżanki, później się nam drogi rozeszły, popełnił samobójstwo. Chłopak nieco ponad rok starszy od Młodego. Pamiętam go jako dzieciaka, a potem zniknął mi z oczu. Podobno był trudnym dzieckiem. Przy takich rodzicach trudno byłoby być dzieckiem łatwym, ale nie w tym rzecz.

Co musi się stać, co musi się wydarzyć w głowie takiego młodego człowieka, żeby postanowił wziąć i odebrać sobie życie. Żeby to zrobił. Na litość! Przecież życia chyba się sobie nie odbiera ot tak?! Ja nie wiem, nie znam się. Różne rzeczy w głowie mi się w życiu, w trudnych chwilach lęgły, ale w największej malignie, w największym dole, pod metrami mułu, nie przyszłoby mi do głowy, że jest to decyzja jednej chwili. Nie jest. Najpierw jest myśl. Narasta, pogłębia się w czasie, dobiera sposób, czas, miejsce. To co dzieje się nagle, to jest ta kropla goryczy, która przelewa czarę. Wpycha w działanie. Odziera z resztki lęku i daje złudną nadzieję spokoju. Wpycha w miejsce bez odwrotu. Jednak sama myśl była wcześniej, głęboko wcześniej.

Czym była ta kropla? Rozbitym samochodem? Tak mówią, ale przecież samochód można kupić nowy, albo stary wyklepać, odmalować! Qrwa, nie przez rozbity samochód!!! Przez brak poczucia bezpieczeństwa? Przez brak poczucia stabilizacji? Co poszło gdzieś po drodze nie tak? Co się po drodze życia poplątało? Dlaczego 22 letni chłopak odbiera sobie życie, ze zdawać by się mogło zupełnie błahego powodu? Ile czynników przez lata zbiegało się w jego żuciu obierając nie właściwą dla niego porę, czas i natężenie? Czy można było coś zrobić? Zapobiec? Nie wiem, i nigdy się nie dowiem. Mam też nadzieję, że nigdy nie poznam bólu jego rodziców. Nie umiem sobie go wyobrazić, nie chcę nawet próbować. Czy po takiej tragedii będą potrafili się podnieść, udźwignąć życie? Odeszło przecież ich jedyne dziecko…