Ten sam film, niemal zapętlony w odtwarzaniu. Od lat odgrzebywany na dysku, z maniackim, prawie masochistycznym uporem. Te same, niczym wyblakłe obrazy. Jeszcze raz i jeszcze raz. Nie muszę go już w cale odtwarzać z dysku. Wystarczy, że zamknę oczy i widzę każdy kadr prawie z osobna. Może bez koloru, ale jednak. Słyszę, gdzieś tam w sobie, każdy dźwięk na nowo i jeszcze, i znów. Nie muszę go już oglądać, bo jest już tak we mnie wpisany, że przez lata stał się częścią mnie.  Patrzę w monitor i widzę dwa filmy. Ten oglądany i ten drugi, moje życie.  Właściwie to nie wiem nad czym płaczę. Nad filmem, tym że aktorzy w nim grający już odeszli, czy nad tymi utraconymi nadziejami i marzeniami jakie on kiedyś zaszczepił w głowie bardzo młodej dziewczyny.

Wszystko się spierdoliło i nie tak miało być, a przecież, nie mam nad czym się roztkliwiać, bo mam mało ale i tak więcej niż inni. Więc do cholery, dlaczego siedzę sama w czterech ściana i ryczę. Dlaczego ciągle żyję jakimś złudzeniem od ponad dwudziestu lat. Nadzieją, którą tylko między bajki powinno się włożyć, bo życie wygląda zupełnie inaczej.

Dawno temu spadłam z obłoków na ziemię, ale nadal i ciągle, i jeszcze zdarza mi się na nie patrzeć. Tym bardziej, im bardziej się potłukłam. Nie rozumiem tylko dlaczego teraz tak długo się nie goi. Dlaczego ciągle gdzieś w tle, majaczy melancholia, zapatrzenie w przestrzeń i w chmury, bo ciągle nie umiem dostrzec obłoków.  Czasem, cholernie trudno jest zapomnieć jak blisko było się swojego nieba, a jeszcze trudniej uwierzyć, że można do niego jednak powrócić. Idę więc poszukać swojej wiary w to w co czasem trudno uwierzyć.

Jest mnie mniej we mnie, jakiejś części brakuje. Ktoś ją zabrał. Liczę, że przynajmniej jemu jeszcze dobrze posłuży, nawet jeśli brać jej nie chciał i zabrał przypadkiem. Nie wiem tylko, czy nie oddał, bo nie wiedział co zabrał, czy może chciał zatrzymać dla siebie. Choć prawda, jak zwykle, pewnie jest po  środku – może się bał oddać, bo bał się, że przypadkiem, albo specjalnie zabiorę kawałek z niego całkiem dla siebie…

Jedną rzecz tylko mogę obiecać. Wyrzucę film do najdalszego katalogu na dysku. Ukryję głęboko przed sobą samą, aż przyjdzie dzień kiedy obejrzę go tylko z nostalgią i z pogodzonym uśmiechem.

Zdjęcia z minionej niedzieli. Zimnej, mokrej i wietrznej.