Młody dziś ma 21 urodziny. Kiedy ten czas minął, tego nie wiem. Teraz to już wszystko się zdarzyć może. Niech się mu układa i niech spełniają się jego marzenia, te duże i te małe. Zwłaszcza, że jego marzenia są realne i zupełnie realne do realizacji, choć nadal mu wiatr w oczy czasem wieje w tej kwestii (zwyczajnie jakoś ma problem z tym by zostać operatorem koparko-ładowarki, a to marzenie ma od dzieciństwa, ma nawet uprawnienia, ale to wszystko to jak widać nie dość – więc niech kiedyś będzie go stać by kupić samemu sobie tą koparkę, choćby po to by stała i zagracała ogródek, ale by mógł sobie w niej posiedzieć i pojeździć gdy będzie taka potrzeba).

Właśnie dziś, zaraz po złożeniu syneczkowi życzeń, drogą kupna internetowego, nabyłam sobie lodówkę. W końcu. Czas był po temu najwyższy. Tak więc, po długim weekendzie będę mogła upajać się jej widokiem i działaniem. Czyli spokojnie, będę mogła sobie wepchnąć do niej kilka różnych smakołyków, które zdecydowanie lepiej czują się w lodówce niż bez. Miał być Bosch, jest Whirlpoole. 200 PLNów różnicy w cenie, akurat będzie do dołożenia za naprawę pralki. Szczerze, to wolałabym wyjechać na wczasy, ale to może w przyszłym roku… a tymczasem, niepostrzeżenie i zupełnie bez mojej zgody.