Po blisko dwóch tygodniach udało mi się dotrzeć do Wersalu. O matko, córko i sąsiadko jeszcze. Moja „dżungla” się ewidentnie na mnie obraziła, w związku z czym, całe popołudnie zajęło mi jej reanimowanie, doglądanie, obskubywanie z suchych liści i podlewanie, a jeden badyl to się nawet doczekał przeprowadzki do nowej doniczki. Drugi musi poczekać z przeprowadzką do jutra, gdyż ziemi mi brakło, a jak potupam po ziemię, to muszę przyjrzeć się jeszcze doniczkom, bo okazuje się, że jeszcze ze dwa badylki potrzebują większej piaskownicy od tej obecnie posiadanej.

W tak zwanym „międzyczasie” okazało się, że kolejne fiołki mi zakwitły, ale najlepsze jest w tym, to, że nie przypominam sobie abym kupowała taki kolor. Być może kupiłam coś do reanimacji, bez świadomości kolorystycznej, ale tego sobie też nie przypominam.

To, że sobie czegoś nie przypominam, to jeszcze nie znaczy, że tego akurat nie zrobiłam, gdyż ostatnio miewam niejakie problemy z pamiętaniem różnych rzeczy, ale liczę na to, że mi minie, gdyż myślę, że to po prostu spóźniona reakcja obronna organizmu na minione dwa lata z lekkim okładem. Z resztą potwierdził to jeden Medyk uczony, oraz dorzucił, że może jednak mniej stresu, mniej szarpaniny, więcej relaksu i do tego ta nieszczęsna dieta lekkostrawna. Z dietą niby najłatwiej sobie poradzić, ale w praktyce to już jednak przyzwyczajenie nie jest łatwo ogarnąć, a poza tym to, jak tu zrezygnować z takiego kotlecika schabowego, którego całe życie od pacholęcia jeszcze, darzyło się miłością wielką i niecierpliwą. Z tym relaksem to też by się zdawać mogło pestka. Tylko pogoda nie chce współgrać. Normalnie jak mam wolne to pada deszcz przez pół dnia, a jak nie mogę się przemieszczać, to nie pada i już. Łąki też wzięły i się zamieniły w bele siana, bo teraz już mało kto i mało gdzie kopi siano. Teraz się trawę beluje niestety. Więc sobie nie poleżę na łące, patrząc na obłoczki i relaksując się w otoczeniu szumu pracujących owadów. Tak więc zamiast relaksu, to stres jest. No i jak tu słuchać Medyka?

Szczerze jednak przyznam, że gdybym teraz w domu posiedziała jeszcze tydzień lub dwa, to może udałoby mi się nieco zregenerować mojego człowieka, a tak? Tak pozostaje mi poszukać wewnętrznego zacięcia do poszukiwania sposobów na relaks. Sposobów zdecydowanie odmiennych od siedzenia przed monitorem, gdyż wiąże się to nieodmiennie z podjadaniem, a to mi akurat nie służy.