W ubiegłym tygodniu czasoprzestrzeń robiła jakieś dziwne eksperymenty, to dodając, to gubiąc mi dzień. To samo było również z mniejszymi jednostkami czasoprzestrzeni. Doprowadziło to tylko do niejakiego braku ogarnięcia i rozgarnięcia, w tym co, kiedy i jak robię. Po prostu zapanował jeden wielki chaos. Zdaje się, że dla odmiany, będę mieć sporo czasu na odreagowanie tego chaosu w bieżącym tygodniu, jednak, cóż, poza internetami. Może nawet nie tyle całkiem i zupełnie poza, co w mocno okrojonym zakresie i tylko z Heńka, co wygodne nie jest, a przy okazji jest niestety całkiem kosztowne. Niestety nie udało mi się jeszcze dotrzeć do mojego operatora celem przywołania go do porządku w zakresie pakietu internetowego do telefonu…

Nie mniej, nie o tym chciałam. Chciałam tylko napisać, że przez kilka dni, będąc poza siecią, nazbiera się mi pewnie sporo zaległości czytelniczych, acz wrócę. Czy się to komuś podoba, czy nie – to wrócę. Za kilka dni.

Wiecie co – liczę na to, że te upały afrykańskie zapowiadane na drugą połowę tygodnia, jednak do nas nie dotrą, bo takie 39 Celsjusza, kiedy człowiek siedzi w 4 ścianach jest lekką przesadą, a jeszcze większą, kiedy wiesz, że pomieszczenia nie są klimatyzowane, a kiedy dorzucisz do tego wysoką wilgotność, skoro w komplecie planowane są burze, to… nie, no, tropiki i strefa równikowa, to może inną „razą”, kiedy nie będę miała przymusu siedzenia w 4 ścianach.