Niby wstałam, niby się ruszam, niby oczy mam otwarte, ale to wszystko jest takie „niby”. Mój mózg postanowił dziś się nie obudzić. Został przytulony do poduszki, mając daleko gdzieś potrzeby i obowiązki mojego człowieka. Walka jest więc ciężka i trudna, gdyż zwyczajnie co staram się skoncentrować na czymś wymiernym, to przed oczyma roztacza się widok kocyka i podusi, i nie żebym poszła szczególnie późno spać, czy żeby budzik szczególnie wcześnie dziś dzwonił. Nic z tych rzeczy. Zwyczajnie, oczy mnie się dzisiaj same zamykają i tyle. Walczę i nie daję się, acz obawiam się też, że popołudnie będzie jednak wymiernie trudne. Trudne w zakresie samoobrony przed kocykiem i podusią, choć z drugiej strony – co mi szkodzi? W końcu mamy wyjątkowo długi weekend przed sobą, do którego trzeba się wyjątkowo dobrze nastawić. Pytanie tylko, czy pogoda sprosta zadaniu, bo mam chytry plan poleżakowania w jakiejś trawie razem z Perełką i oczywiście moimi zabawkami do perełki… potrzeba mi przecież czegoś na ścianę więc muszę zapolować.

Tak więc oddalę się do nierównej walki wykonywania obowiązków pomiędzy kolejnymi ziewnięciami i próbami dodzwonienia się do medyka celem wizyty (bo się mnie recepta jedna zagubiła, i jak ją znalazłam, to okazało się, że jest letko po terminie, a przydałoby mi się ja wykupić, gdyż bez niej to 50, a z nią to 15 PLNów, a ja zbieram na jakieś WYGODNE nowe buty letnie… bo tych mało wygodnych mam sporo… ).

Poproszę jeszcze tylko aby ktoś z tą klima na zewnętrznym przestał przesadzać, bo proszę, ja wiem, że sandały u mnie wyszły, ale jeszcze jakieś się trafią, a jak teraz zachodzę adidasowate obuwie, to w czym będę śmigała jesienią?