Ogólnie to bez śniegu jest do duszy. Wielkanoc mamy, czy Boże Narodzenie? Nie wiem. nie jestem pewna. Może koszyczek mam wyciągnąć? Albo cóś. Jajeczka jakieś? No nie wiem. Nie wiem.

Nie mam czasu pisać, nie mam siły pisać, nie mam na czym pisać i nie mamo czym pisać. Więc nie piszę. Czytam. jeśli znajdę chwilę czasu, co nie jest łatwe. Może w święta nadrobię.

Przepraszam dziewczyny, ale w tym roku, nie starczyło mi czasu na zrobienie kartek i na wysłanie ich pocztą tradycyjną. Obiecuję się poprawić i już może w najbliższym czasie, na zaś zrobić kilka wielkanocnych, żeby mieć na zapas pod ręką, gdyby się okazało, że nadal obłożona robotą jestem.

Z samopoczuciem też różnie bywa. Znaczy, skoro wszyscy na około smarkali, to i mnie smarkaty czas dopadł i dogadał się z gruźliczym kaszlem, który miał dłuższy przestanek w mojej osobie i nie chciał się ze mną rozstać. Jednak, zdaje się, że już nie jest źle.

Tymczasem Młody zakończył kursy operatora koparek jednonaczyniowych i koparko-ładowarki, zdał egzaminy i nabył uprawnienia. Wjechał nieco do rowu Ferdynandem, oraz stracił zderzak na parkingu… nie wiem, czy on zaparkował bez zastanowienia, czy ten co mu rozpieprzył zderzak i kawałek lakieru zabrał z Ferdka był dupa nie kierowca, co w okresie około świątecznym z bez śniegową aurą jest normą (w sensie, że niedzielni kierowcy, którzy zwyczajowo swoje wozy chowają do garaży na zimę, teraz nimi jeszcze jeżdżą), w każdym bądź razie, się nie nudzimy. Oczywiście, że sprawca braku zderzaka zwiał i nie zostawił nic (że o nr telefonu wspominać nie będę… ), zabrał zaś nieco lakieru… na pamiątkę chyba, bo po co mu innego.

Nadal nie mamy znalezionego rehabilitanta sportowego do rozćwiczenia kolana Młodego, ale szukamy, szukamy. Mamy za to okulary nowe, gdyż stare Młody zjadł był (nie wiem, chyba na deser, bo staram się jednak dbać o to aby lodówka pusta nie była i aby Młody miał co jeść), więc może to i Młodemu, i Ferdkowi na zdrowie wyjdzie.

O pracy pisać nie będę, gdyż, po prostu niewybredne wiązanki na ust korale się mi cisną ciągiem nieprzerwanym, gdyż nie wyrabiam w zakrętach.

O stosunkach rodzinnych też pisać nie będę, gdyż dla odmiany te się mają szumnie, są mocno urozmaicone i nudą nie wieje. Dzięki czemu nowy, nadchodzący, rok jawi się w perspektywie znowu z rozwalonym urlopem na wizyty urzędowe mniej lub bardziej dobrowolne, acz nieuniknione.

Co do urlopu, wpadła mi do emajli reklama wyjazdu do Rumuni. Za tysiaka, na 7 – 8 dni. Kusi, nęci i szczerą ochotę mam pizdnąć wszystkim i pojechać… tylko kurcze – może by mi jakiś Mikołaj ten wyjazd pod-choinkowo za-sponsorował? Wyjazd wakacyjny, o tej porze roku (dokładniej to styczeń/luty) jest poza moim budżetem, także wszelkie działania Mikołajowe/ Dziadkowo Mrozowe/ itp. są i wskazane jak najbardziej i mile widziane.

Trzymajcie się tej zimy wiosennej.