Pomimo permanentnego deficytu czasoprzestrzeni, kilka chwil na spacer musiałam znaleźć. Niestety, moje rozliczne zajęcia mają jedną wspólna wadę – wszystkie są właściwie siedzące. Nigdy nie szczyciłam się wyjątkowo okrągłymi pośladkami, ale obecnie chyba uległy całkowitemu spłaszczeniu. Jeśli nawet jeszcze nie do końca, to już raczej jest do tego bliżej niż dalej. Każda chwila, którą można więc wykorzystać na to żeby się poruszać jest na wagę złota. Nawet jeśli to tylko spacer po bliskich okolicach, popołudniem niedzielnym. Lepsze to niż nic. Odrobina dotlenienia zawsze się przyda. A niedzielne popołudnie wyglądało mniej więcej tak: