Niechybnie i niezaprzeczalnie. Nie da się już udawać, że jeszcze będzie ciepło. Malowniczy przymrozek porankiem zmusił dziś do skrobania szyb w autkach nie jednego kierowcę w okolicy, więc już nie tylko kurtki czas z szafy powyciągać, ale też odszukać czas rękawiczki, szaliki i czapeczki. Buty zostawiam jeszcze przejściowe, ale chyba doinwestuję swoją szufladę z bielizną w zakresie ciepłych skarpet. Przydadzą się bez wątpienia i to już lada chwila.Do czapeczek, szaliczków, rękawiczek i innych zimowych akcesoriów dobrze by było dorzucić jeszcze jakiś sweterek.

Brak szaliczka jednak ma swoje minusy, bo wieje po szyjce, a do tego dorzuciwszy jeszcze brak sweterka i posiadanie krótkawego bawełnianego wdzianka (spokojnie, nie latam z nerkami i gołym brzuchem na wierzchu, nie ten target wiekowy, odrobinę wyczucia jeszcze posiadam), kończy się zziębnięciem, ogólnym rozbiciem, suchym nosem (zwiastującym katar) oraz ciężką głową. Tak więc jednak czas przeprosić się z zimową szafą. Dobrze jest też zaopatrzyć się w zimowy zapas witamin oraz może czas wrócić do porannego picia ziółek.

Poza tymi wszystkimi niesprzyjającymi warunkami atmosferycznymi i czasoprzestrzennymi, to dziś jestem w stanie tylko myśleć o tym, żeby było już po 20, żebym trafiła do swojego wyrka i mogła odespać ostatnie dni. Doprawdy, zarywanie nocy z powodu oglądania serialu, przed bardzo upierdliwym tygodniem, jest godne politowania i żałosne. Można przecież obejrzeć odcinek, dwa lub więcej nawet, ale zakończyć oglądanie o godzinie innej niż 2 rano, zwłaszcza gdy wie się, że powrót dziecięcia nastąpi między 5 – 6 rano i że dziecię owo będzie matkę budziło gdyż… jego klucze zostały na kuchennym stole. Pozostawienie drzwi nie zamkniętych nie wchodzi w grę… psi bydlaczek będący mieszkańcem Włości umie sobie z klamką radzić bez większych problemów… zaś nocne wietrzenie domostwa o tej porze roku, przy tych temperaturach… średnia przyjemność dla pozostałych mieszkańców.

Jak więc widać na załączonym obrazku (opisie) u mnie nie dzieje się nic ciekawego. Nie żeby nie działo się zupełnie nic, ale ciekawe to jest średnio. Bo co ciekawego może być w tym, że kupiłam stolik bez śrubek (na które czekam i mają być do odebrania najpóźniej w piątek) oraz, że jutro lub po jutrze przyjedzie w końcu moja Wersalowa szafa do korytarza, czy w tym, ze muszę kupić już i natychmiast jakieś posłanie dla Młodego gdyż jego dotychczasowe łoże wyzionęło ducha i nie podlega kolejnej reanimacji więc sobotę zapewne spędzę na wpuszczaniu się w kanał ratalnych zakupów. Jest jeszcze opcja przewiezienia na powrót jednego łoża z Wersalu na Włości, tylko trochę kiepsko z transportem, gdyż nic mi do głowy nie przychodzi konstruktywnego. Przydało by się jakieś kombi, albo coś.

No i tak mija dzień za dniem. Jeden podobny do drugiego jak krople wody. Więc o czym tu pisać?