Tak, bieżący rok zmierza dużymi krokami do końca. Właśnie migną mi przed oczyma trzeci kwartał i pomachał do mnie obowiązkiem tych wszystkich rzeczy do zrobienia na które potrzeba nieco czasu, i które w żaden sposób nie chcą się same zrobić.  O tym, że jeden tydzień pięknej jesieni już za nami też nie ma co pisać, gdyż, to już za nami, a więcej tak pięknych dni nie przewiduję, acz obym się myliła.

Z prozaicznych rzeczy, to niech żyje moje szczęście i fart życiowy. Kupiłam sobie w jednym sieciowym odrzucie od skandynawskiego molocha, podobno dla studentów, biureczko. Kupiłam, przytargałam do Wersalu, rozpakowałam i… okazało się, że Chińczycy zapomnieli spakować śrubek. Tak więc mam biurko na podłodze… tak po azjatycku, może bardziej po japońsku,  a przynajmniej z japońskich filmów takie rzeczy się człowiekowi kojarzą. Nóżki tymczasem leżą sobie osobno. Trend ogólnie wpisuje się w ogólny wystrój sypialni, zwłaszcza, że materac nadal nie ma stelaża, a na dodatek nie zanosi się, aby w tym miesiącu miało się cokolwiek w tej materii zmienić. pożyjemy zobaczymy.

Ogólnie to zdaje się, że w najbliższym czasie raczej mało czasu będę miała na cokolwiek. Ostatni kwartał roku to mało przystępny okres do czegokolwiek innego poza rozlicznymi zajęciami. Jakoś to będzie. Choć kto to wie co będzie, gdyż do mojej skrzynki mejlowej wpadła jedna taka emalia, która choć karkołomna, to jednak mnie zaintereso0wała i zaciekawiła. Dorzuciwszy, że z reguły co 10 lat wywracam swoje życie do góry nogami, to wiele rzeczy jest możliwych. Na całe szczęście, te wywrotki mam rozdzielone, emocjonalne w innym czasie, zawodowe w innym, a te co mają być „rozwojowymi” w jeszcze innym. Zdecydowanie teraz czas na te zawodowe nadchodzi… w końcu jestem tu gdzie jestem od blisko 10 lat. Chociaż z drugiej strony jest mi wygodnie jak jest.

No i jeszcze po minionym weekendzie zostało mi kilka obrazków, chociaż Perełka ma humory i coś z ostrością jej mało po drodze.