Jestem mistrzynią w swoim domu! Normalnie mistrzyni, że HOHOHO. Przez blisko godzinę mocowałam się z jedną, małą, plastikową i byle jaką roletką okienną. Zmora zabiłaby mnie śmiechem gdyby to widziała, więc lepiej że tego nie widziała, bo przeżyłam. Normalnie gdyby nie to, że dwie pozostałe muszę zmniejszyć nieco, a nie posiadam piłki do metalu, to pewnie bym następną montowała. Zapewne już z nieco mniej obłędnym czasem montażu, acz nadal zapewne dla wielu zabawnym. Zdecydowanie, posiadanie trzeciej ręki uprościłoby cały proceder. No i jeszcze gdyby ktoś na tych rysunkach zaznaczył w którym miejscu i jak przeciągnąć żyłkę boczną, to już byłabym bardzo szczęśliwa. Oj bardzo.

Ktoś mógłby złośliwie stwierdzić, że do takich rzeczy to by się przydała męska ręka, ale jak widać dałam sobie radę sama, a męska ręka, nie obyta z roletkami, niekoniecznie poradziłaby sobie w krótszym czasie. Męskie ręce zdecydowanie mają szereg innych zastosowań.

Ogólnie to przydałaby mi się jakakolwiek druga para rąk, gdyż potrzebuję sobie omotać balkon kawałkiem patyków, żeby nabrał wyrazu i żeby ciekawi spacerowicze piescy mieli mniejsze pole do zaglądania w moje drzwi balkonowe. Ja wiem, że one są ładne i wiem, że moja firanka też jest ładna, przynajmniej mnie się podoba, jednak, zaglądacze mnie drażnią. Tak więc, na tę chwilę, nadal zastanawiam się skąd wziąć drugą parę rąk. Owszem, na upartego to też sama zrobię, jednak, ten niedobór trzeciej ręki, jest na prawdę doskwierający przy sporej części prac domowych.

No i jeszcze to moje nieszczęsne radio, też mam problem z jego ustawieniem, a właściwie z jego zasięgiem, chyba muszę zainwestować w kawałek drutu i dokoprować go do tego kikutka, który udaje antenę. Pamiętam, dawno temu. Bardzo dawno temu. Miałam czerwony radiomagnetofon, na kasety nawet. Pech chciał, że jego teleskopowa antena kiepsko sprawdzała się w moim pokoju, ale kiedy się do niej chochelkę drucikiem przymotało to odbierało z jakością „dolby seraund”. Problem w tym, że obecnie dysponuję tylko plastikową chochelką, która raczej kiepsko sprawdziłaby się w roli anteny, a do tego zupełnie nie dysponuję drutem i anteną teleskopową. Jak nic zdaje się, że będę musiała iść na jakieś zakupy… i jeszcze pamiętać o taśmie dwustronnej, żeby wesprzeć żyłkę naciągającą roletki dobrze by było żebym pamiętała.

No i to wszystko na mojej głowie, i jeszcze sporo innych drobiazgów, i ja się dziwię, że się nie ogarniam, i że nie zawsze, nie wszystko pamiętam.