demirja

czyli kolejny dzień gdzieś na końcu świata, zapisana chwila, jedna myśl…

Wpisy w kategorii: dajcie-siekierkę

kołomyjka

0

Cztery kąty i piec piąty… snuję się po kątach swoich myśli i cholernie mi niewygodnie. Tam coś kuje, tu coś uwiera. Ni to chciałabym, a ni to nie chcę. Motam się i mam dosyć tego motania. Brakuje mi już pomysłów jak się przestać motać i szarpać sama ze sobą. Ziółek sobie zaparzę, albo się upiję. Po ziółkach pójdę spać, po piciu, albo się porzygam, albo zarobię na moralniaka. Nawet przeżyłabym jakoś i przeczekała ten czas motania, gdybym była w stanie się skoncentrować na czymkolwiek, a tak? Normalnie jeden wielki chaos na krańcu świata, burza której nie widać i wiatr od pustyni, który spala – wszystko razem i wszystko w jednym.

boooomba to mało

10

O Sądach dziś będzie. O byciu świadkiem dokładniej. No więc jest tak, że jeśli świadkiem masz być i jeśli Sąd wezwał ciebie na tego świadka to przysługuje ci rekompensata wynagrodzenia. Jednak zacznijmy od początku. Samo wezwanie ma postać pisemną z oznaczeniem sprawy, wskazaniem stron rozprawy oraz podaniem jej terminu, godziny i wskazania sali w jakiej rozprawa się odbędzie. Raptem 4 linijki sporą czcionką. Po tym lakonicznym zaproszeniu, oschłym i suchym, bez emocjonalnym, następuje część nieco mniej oficjalna, a mianowicie POUCZENIE. To lektura na 1,5 strony drobnego (w porównaniu do „zaproszenia”) druku, który warto sobie przeczytać i przybliżyć… z kilku powodów. To pieszczoty naszego wymiaru sprawiedliwości, któren to już w punkcie pierwszym (punktów jest zaś 11) pouczenia nadmienia co następuje:

1. Każda osoba wezwana przed sąd jako świadek, biegły lub tłumacz powinna stawić się na miejscu, w dniu i godzinie wskazanych w wezwaniu i pozostać do zwolnienia.jasne jak słońce, skoro Sąd wzywa, lepiej posłuchać, gdyż w kolejnym punkcie Sąd już zupełnie jawnie udziela informacji co może ciebie maluczki człowiecze spotkać w przypadku, gdy jednak na tę randkę się udać ochoty miał nie będziesz… a z ochotą bywa różnie, zwłaszcza gdy randka owa jest niejako przymusowa…

2. Za nieusprawiedliwione niestawiennictwo, nieuzasadnioną odmowę złożenia zeznań, przyrzeczenia lub opinii albo nieusprawiedliwione opóźnienia w złożeniu opinii sąd skaże świadka, biegłego, tłumacza na grzywnę w kwocie do 5.000 zł (art. 274 § 1 k.p.c., art. 276 § 1 k.p.c., art. 287 k.p.c. w zw. Z art. 163 § 1 k.p.c.), a w razie ponownego niestawiennictwa świadka – niezależnie od nałożenia nowej grzywny – może zarządzić jego przymusowe sprowadzenie ( art. 274 § 1 k.p.c.) – Jasne?! Zrozumieli?! Zrozumieli, zrozumieli. Jak na randkę nie przyjdziesz  to zabulisz, a jak dalej się migać od spotkania będziesz, to my ci bransoletki, i nic to, że bez brylantów, ale piękne – chromowane, czy inne jakieś blachy błyszczące, i sobie ciebie przyprowadzimy. Będzie się działo. Będzie gorąco.

3. Usprawiedliwienie niestawiennictwa z powodu choroby wymaga przedstawienia zaświadczenia potwierdzającego niemożność stawienia się na wezwanie sądu, wystawionego przez lekarza sądowego (art. 214 1  1 k.p.c.). Informację o miejscach, dniach i godzinach przyjęć lekarzy sądowych, wraz z imieniem i nazwiskiem oraz numerem telefonu, wiesza się na tablicach w siedzibach sądów, prokuratur, komend i komisariatów Policji, innych organów uprawnionych do prowadzenia dochodzeń, okręgowej rady adwokackiej i rady okręgowej izby radców prawnych, właściwym dla obszaru właściwości danego sądu okręgowego, a także w miejscach wykonywania zawodu lekarza przez lekarzy sądowych (art. 8 ust. 1 w zw. z art. 7 ust. 3 ustawy o lekarzu sądowym (Dz.U. z 2007r., Nr 123, poz. 849 z późn. zm.) – FAJNIE. Można nie iść na randkę, ale… właściwie, jeśli nie jesteś jedną nogą za bramą u św. Piotra lub nie masz kuku-na-muniu lub też nie masz hajsu na papugę to łatwiej jednak iść na tę randkę. Ja na swoją poszłam. Co sobie żałować będę pomyślałam, a teraz to jednak żałuję, ale o tym za chwilę. W tym punkcie wszystko jest cacy, tylko nieco archaicznie. A gdyby tak informację o lekarzu i miejscu badań lekarskich oraz o ich godzinach wrzucić na stronę sądu? O pozostałych wymienionych instytucjach wspominać nie będę, ale praktycznie każda z nich ma obowiązek posiadać coś takiego jak strony BIP, gdzie można, obok innych informacji, i tę umieścić. To jednak Ty chcesz się wymigać od randki, więc szukaj dohtorka… co ci mówić będziemy gdzie go znaleźć tak oficjalnie przez www. jeszcze faktycznie się wymigasz i co będzie?

4. Świadkowi oraz osobie towarzyszącej świadkowi, jeżeli świadek nie mógł stawić się na wezwanie sądu bez opieki tej osoby, przysługuje zwrot kosztów podróży – z miejsca jego zamieszkania do miejsca wykonywania czynności sądowej na wezwanie sądu, noclegu oraz utrzymania w miejscu wykonywania czynności sądowej w wysokości rzeczywiście poniesionych, racjonalnych i celowych kosztów oraz zwrot zarobku lub dochodu utraconego z powodu stawiennictwa na wezwanie sądu, nawet gdyby pomimo stawienia się w sądzie świadek nie został przesłuchany. Utratę zarobku lub dochodu oraz wysokości kosztów związanych ze stawiennictwem na wezwanie sądu świadek oraz osoba towarzysząca świadkowi, jeżeli świadek nie mógł stawić się na wezwanie sądu bez opieki tej osoby, powinni należycie wykazać (art. 85 ust. 1, 3 i 4, art. 86. Ust. 1 i 4, art. 87 ust. 1 oraz art. 88 ustawy o kosztach sądowych w sprawach cywilnych (dz.U. z 2010r., Nr 90, poz. 594 z późn. zm.) – TO MÓJ FAWORYT. Owszem, dostaniesz, ale w jakiej faktycznie wysokości i po JAKIM CZASIE… obyś się nie zdziwił. Ja się zdziwiłam, i to JAK się zdziwiłam. Zaniemówiłam z tego zdziwienia. Ponieważ pracuję gdzie pracuję, ponieważ moje wynagrodzenie to 2 stałe kwoty zsumowane i niezmienne od 7,5 roku, przedstawienie wysokości utraconego dochodu, czy też zarobku nie nastręczało wielu problemów, a wypisanie stosownego zaświadczenia zajęło nie więcej niż minut 3 do 5 bo się naszej pani od wynagrodzeń literówka trafiła i trzeba je 2 raz było przedrukować.

5. Mnie nie dotyczy – gdyż odnosi się do osób które są świadkami w ramach zależności służbowych. Pominę więc.

6. Dotyczy biegłego i tłumacza, i zwrotu kosztów podróży itp. – czyli też mnie nie dotyczy.

7. Dotyczy wynagrodzenia biegłego – też mnie nie dotyczy.

8. Dotyczy wynagrodzenie tłumaczy – też mnie nie dotyczy.

9. Biegły i tłumacz wezwani i nie „wykorzystani: przez sąd oraz ich wynagrodzenie – też mnie nie dotyczy.

10. Świadkowi oraz osobie towarzyszącej świadkowi, jeżeli świadek nie mógł stawić się na wezwanie sądu bez opieki tej osoby, biegłemu lub tłumaczowi wezwanemu przed sąd w kilku sprawach na ten sam dzień, przyznaje się należności związane ze stawiennictwem na wezwanie sądu tylko raz (art. 87 ust. 2 i art. 90b ustawy o kosztach sądowych w sprawach cywilnych). – Nie dotyczy mnie, ale ku pamięci niechaj zostanie zapisanym.

11. Zwrot wydatków utraconego zarobku lub dochodu, wynagrodzenie kosztów podróży przyznaje się na wniosek świadka, biegłego lub tłumacza złożony na piśmie lub ustnie do protokołu rozprawy. Wniosek o przyznanie należności związanych ze stawiennictwem na wezwanie sądu składa się ustnie do protokołu lub na piśmie, w terminie 3 dni od dnia zakończenia czynności z udziałem osoby uprawnionej do tych należności, a w przypadku osoby towarzyszącej świadkowi, jeżeli świadek nie mógł się stawić na wezwanie sądu bez opieki tej osoby – w terminie 3 dni od zakończenia czynności z udziałem świadka, któremu ona towarzyszyła (art. 92 ust. 1 i 2 ustawy o kosztach sądowych w sprawach cywilnych). Wniosek złożony po upływie terminu podlega oddaleniu.  – Oczywiście wniosek i zaświadczenie złożyłam, więc wszystko zdaje się być cacy, ale nie jest…

Przechodzą do meritum i tego o czym nie wspomina owo wezwanie, a co wychodzi w praktyce. Otóż, jeśli jesteście świadkiem na rozprawie, to po upływie około 3 – 4 tygodni bierzecie telefon i dzwonicie. Dzwonicie i ustalacie, czy postanowienie w sprawie waszego wniosku o zwrot kosztów lub zwrot utraconego zarobku lub dochodu zostało przez sąd już wydane. Jeśli JUŻ je wydano, co nie jest oczywiste, ani jasne, choć takim się wydaje, zwłaszcza, że gdzieś tam urzędowe 30 dni zaczyna ci po głowie majaczyć, to odpuść te majaki i weź je jako nie byłe i bezzasadne. No więc, jeśli JUŻ je wydano, to zaczynasz skomleć aby ci je doręczono. Dzwonisz. Marudzisz. Skamlesz. Żebrzesz. Jęczysz. Marudzisz. Jęczysz. Prosisz… a wszystko to przez telefon. Codziennie. Tak długo, aż nie zobaczysz owego postanowienia we własnej skrzynce pocztowej lub nie odbierzesz go od listonosza. Postanowienie to jest bardzo ważne, gdyż, to od niego będziesz się odwoływać. Wierz mi – jeśli pisze, że się odwoływać będziesz, to się będziesz odwoływać i nie ma sensu się spierać ze mną. Tak będzie. Taki rytuał jest sądowy. Sąd to kapryśny kochanek. Wypieprzy cię dokumentnie, ale już za to nie zapłaci… chociaż obiecał. Nie zapomnijcie informacji w zakresie sygnatury sprawy o przyznaniu wam waszej „zapłaty” wydębnić. W prawdzie jest ona już na wezwaniu (lewa strona pod datą), ale gdybyście mieli wątpliwość, że Pani/Pan Waszą teczkę trzyma w ręku, to możecie dopytywać każdorazowo udając jelenia, przygłupa, czy błazna… litość macie wzbudzić, małość i mierność swą pokazać.

No więc o co chodzi z tym odwołaniem? Proste. Popatrz na kwotę zaświadczenia, które zatargałeś do sądu, popatrz na inne załączniki dokumentujące twoje koszty, zsumuj te koszty i… porównaj z postanowieniem Sądu. HA. !!! WŁAŚNIE. Jest dżez – nie? :) Tez mi się to spodobało.  U mnie z kwoty udokumentowanej w wysokości ponad 300 PLNów… zrobiło się 81,56 PLNów. FAAAAAAAAAJNO. tylko gdzie do cholery jest pozostałe moje 250 PLNów?  No więc już wiesz dlaczego będziesz pisać odwołanie?

Dokumentowanie odwołania. W odwołaniu rzecz jasna skamlesz, płaczesz, lamentujesz i potwierdzasz jak to źle i niedobrze na tym świecie masz. Jak dużym ubytkiem w Twoim budżecie jest ta kwota (w moim jest, a przypominam, nie poszłam tam dobrowolnie i nie z radością, aż taka wyuzdana nie jestem). Teraz właśnie uzgadniam załączniki do odwołania, jeszcze go nie mam, ale mam nadzieję, że jednak, być może, może, choć nie na pewno, przed końcem miesiąca jednak je dostanę. Dlaczego nie czekam tylko się już przygotowuję? Ano z prostej sprawy, gdyż nie będę mieć wiele czasu na to aby się odwołać. To, że Sad ma w dupie terminy, to nie znaczy, że ja mogę. Mam wrażenie, że takie przetrzymywanie postanowień wpływa na ich uprawomocnienie i brak możliwości odwołania się od decyzji… i wówczas masz 8 dych zamiast 30 dych w kieszeni. W moim przypadku jest to kwot czynszu miesięcznego za Wersal. Na ulicy mi nie leży, z nieba nie kapie, straciłam nie dlatego, że miałam fantazję, a dlatego, że Sąd mnie „zaprosił” na randkę. No więc do odwołania wszelkie zadatowane załączniki, dlatego też, wniosek o którym mowa w punkcie 11 składałam wraz z zaświadczeniem wynikającym z pkt. 4, składałam osobiście w kancelarii Sądu dopilnowując tego, aby na obu był datownik i parafka osoby odbierającej. Do tego właśnie sobie zgłębiam meandry ustawy o kosztach sądowych w sprawach cywilnych… na popołudniu mam zaplanowaną romantyczną pogawędkę z jednym przystojnym kolegą, którego życie jednak nie rozpieszcza i na sądach się zna, a którego mam zamiar podpytać co i jak napisać aby lament mój trafił w ostatni załomek kamiennego serca sędziny rozpatrującej kwestie finansowe. Później, mam zamiar pogruchać sobie przez telefon z jedną znaną mi papugą, aby może po znajomości i na ładne oczy moje odwołanie przeczytała i mój laicki bełkot przetłumaczyłam na język wyższego rzędu – tj. język wymiaru sprawiedliwości, którego częścią jest wszakże Sąd. A później to sobie będę czekać, czekać, i czekać, czekać, i czekać, i jeszcze czekać.

Tak, rozprawa miejsce miała w dniu 5 maja 2015r., więc za kilka dni będzie już 3 miesiące jak jest po rozprawie. Przez cały lipiec usiłuję się dowiedzieć co z moją kasą, bo mnie lekko przycisło (na koncie mam 9 PLNów), a do tego to moja kasa jest, której może i nie zarobiłam, ale nie dlatego, że nie chciałam, tylko dlatego, że sąd mi to uniemożliwił. Tak. Teraz czekam na postanowienie, nie wiem jak długo, później się odwołuję – nie wiem jak długo, a później znowu dzwonię aby się dowiedzieć co i jak – nie wiem jak długo. Wiem natomiast, że jak dobrze pójdzie, to może wyrobię się w tym roku, może tak na gwiazdkę, bo wiem, że na tę chwilę, pani Sędzia, która postanowienie wydała jest na urlopie… do końca sierpnia… a do tego ma sporo spraw przecież bieżących,a odwołania nie są sprawami bieżącymi, więc… pewnie przed końcem września nie będzie mieć czasu na jego rozpatrzenie… Także ten. Jak macie możliwość wykręcić się od bycia świadkiem, to się wykręcajcie, albo po prostu bierzcie urlop, bo urlop, nawet u prywaciarza, z szachrowanym wynagrodzeniem będzie wam wypłacony na bieżąco, a nie za rok… i myślę, że rozbieżność pomiędzy zarobkiem faktycznym, a urlopowym będzie żadna lub niewielka, w porównaniu do rozbieżności sądowej.

… mogłabym rozpisać jak system uprościć, ale… państwo w państwie… tam nawet bomba atomowa nie pomoże, ani święty boże, ani nic… może Putin… ale nic więcej tego nie ruszy…

jak to – ano tak to

21

Pisać jakoś specjalnie nie mam ochoty. Młody nadal ćwiczy głupotę postępującą i galopującą. Odpuszczam. Jak chce sobie spieprzyć własne życie – ma do tego prawo. Skoro nie słucha nikogo, i wie lepiej, to niech wie. Nawet jeśli nie chce skorzystać z wyciągniętej do niego ręki, przez ludzi, którzy tego obić nie muszą. Nadal rzecz jasna w niczym nie widzi problemu i wymyślił, że od września zmienia szkołę i zaczyna od… 1 klasy. Czas chyba pogodzić się z tym, że moje synio skończyło edukację na gimnazjum, a to co teraz robi to jest uprawianie bimbactwa, olewactwa i skrajna woda sodowa. Jego życie – jego wybór – on płacił będzie swoje rachunki i pił piwo, które sobie waży. Owszem są inne opcje, ale wymagają tego, aby poświęcić wakacje kosztem nauki i zdaniem komisu. Tylko on nie widzi takiej konieczności, bo wakacje są do odpoczywania. Ano nie są. Jeszcze tydzień i żegnaj dobroci serca matczynego. Nie wiem tylko co zrobić z babcią, bo ta ma określone tendencje i skoro sama sponsoruje notorycznie zdrową trzydziestolatkę, to nie oszukujmy się, że moje protesty na cokolwiek się zdadzą.

Tak więc tym czasem, z niejakim wkurw-em na Młodego, który mi pod skórą buzuje i który sprawia, że mam ochotę niepomierną wpierdolić Młodemu, oglądam sobie zaległe seriale i podczytuję mądre książki. Spokojnie, nawet jak mu wpieprzę, to i tak łaskawie niech donosiciele pamiętają, że nie będę bić dziecka, a 2 metry dziewiętnastolatka. Za co? Za głupotę. Własną, bo widać zamiast tłumaczyć latami, trzeba było raz, czy drugi wpieprzyć pasem i rozumu może by nabrał.

Tak więc oglądam sobie zaległości w „Kaszlu”, Stalkerze, czy Grze o tron. Tyle mojego. Nie mam siły tłumaczyć pierdyliard razy zakutej pale, że posiadanie wakacji to mrzonka, taka sama zresztą jak to, że będę go sponsorować, kiedy on się będzie bawił w bycie dorosłym.

Poza tym, o wiele przyjemniej jest popatrzeć na takie tam męskie ciasteczko. Tak wiem, w typie męskiej urody jestem do znudzenia jednowątkowa… ale, nic nie poradzę, że kręci mnie coś co wygląda na 150% testosteronu, a nie metroniewiaadomoco i do tego, zdecydowanie preferuję, kiedy facetowi nie sterczą kości… co nie znaczy, że preferuję jakieś bardzo odległe wspomnienie kaloryfera…

wreszcie i nareszcie

8

Dziś zmywa się w końcu majster. Wreszcie i nareszcie. Mam dosyć. Miało być szybko, sprawnie i zgodnie z tym co się umawialiśmy. Wyszło jak zawsze. Czyli dwa razy dłużej, z rozminięciem się w temacie tego co jest umówione, próba wyłudzenia dodatkowej kwoty, za wcześniej umówione działania. Niech mi z oczu zniknie, bo mam dosyć. Chce pomalować hacjendę, posprzątać oraz odpocząć.

Mam dosyć obcych ludzi w moim domu na dłuższy czas. Obcy ludzie sprawiają u mnie silny dyskomfort psychiczny. Nic na to nie poradzę, że mam bardzo silny instynkt terytorialny, który obecnie został podrażniony. Robota była na góra 3 tygodnie… zaraz będzie 2 razy 3 tygodnie. Na Wielkanoc miałam już zapomnieć o tej części robót, a tu nie ma na to szans, gdyż zwyczajnie nie ma szans i już.

Niech już skończy i zejdzie mi z oczu, zanim zacznę pianę toczyć… co do zapłaty, tu się jeszcze zastanowię nad tym, czy całą kwotę jaka została do wypłaty, zostanie wypłacona… zwłaszcza, że 3 rzeczy, które obejmowała umowa nie zostały wykonane… no dobra – 2,5 bo cokoliki w kuchni są, a na korytarzu już nie…

się umówiłam

8

Normalnie, z takim miłym głosem, to ten Pan może do mnie dzwonić i dzwonić. Bez końca. A za to, że jest tak miły, to nawet może nie będę bardzo krzyczeć na niego. Pomimo, że po 2,5 miesiąca mam do tego prawo.

Doprawdy jednak tłumaczenie, nawet tak miłym i sexsownym męskim głosem, że się jedni programiści nie dogadali z drugimi, mnie nie interesuje, bo obowiązkiem ich było się dogadać, a co najmniej sporządzić RZETELNĄ I DOKŁADNĄ dokumentację projektu. Gdyby tak było, to teraz ja, i jak mniemam, nie mała część kraju, rozbija się pomiędzy dwoma systemami, które mają tworzyć spójną całość, a które NIE WSPÓŁPRACUJĄ ze są za żadne skarby świata. Hasło z gatunku „bo system B nie czyta myślnika w nazwie i widzi go jako błąd”, kiedy system A jak najbardziej myślnik w nazwie konta dopuszcza… jawi mi się jako błąd nowicjusza, studenciaka, który przespał pierwsze zajęcia z architektury systemów informatycznych i/ lub z projektowania systemów informatycznych, a już na pewno miał problemy z zaliczeniem algorytmiki… OK. Wiem, że teraz piszę nieco po „chińsku”, ale sory… taki mamy klimat… czyli – dobrzy programiści zwiali dawno za granicę, a oprogramowanie projektowane w ramach konkurencyjności ceny jako determinanty do wybrania grupy programistów systemów, to KIT.

KIT do potęgi, gdyż ogólne warunki zamówienia to dokument zaiste gruby i bardzo niemiarodajny, w okolicznościach przyrody innych niż zakup długopisu… chociaż i wówczas jest picem na wodę i jak wszystko w tym kraju, za ciężkie pieniądze masz chłam. Owszem, zaiste, najtaniej kupione, ale 3 razy więcej awaryjne, niedorobione, zużywające się. Co ciekawe, ustawa UZP zakłada również inne determinanty niż cena, ale… wszystko inne daje wizję komisji dyscyplinarnej, konieczności tłumaczenia się i szargania nerwów i tracenia czasu, bo ma być tanio, a od dziś wiadomo, że co tanie to drogie – vide… co było z autostradami? że nie wspomnę, że posiadamy jeden z najdroższych w okolicy, system budowy dróg… i nie chodzi o koszty produkcji drogi, ale o wszelkie dokładki biurokratyczno – konsumencko – lojalnościowe.

No więc, konia z rzędem, temu kto nie jest programistą, być może jest informatykiem, acz nie zawsze, ale siedzi i próbuje wrzucić w specyfikację zamówienia coś co będzie funkcjonalnym programem, z którego będą korzystać i osoby prywatne i firmy i urzędy… a potrzeby każdej grupy będą odmienne… drugiego konia, choć może zapałki raczej i wiązkę patyczków, temu, kto będzie na te ogólne warunki zamówienia przygotowywał odpowiedź, a kto TEŻ o informatyce i programowaniu wie tyle, że istnieje, albo i nie. Po co te zapałki i patyczki? Ano do puszczania znaków dymnych, bo tę całą specyfikacje można zużyć jedynie jako podpałkę do ogniska… a wszystko inne niczym jest… bo i tak to my sami, prywatnie, czy służbowo będziemy zmagać się z kolejna niedoróbka, powstająca na szybko, tworzoną przez młode i ambitne zespoły, które maja bardzo wybiórcze pojęcie o tym co maja napisać i stworzyć… każdy starszy i doświadczony zespół programistów, mający świadomość i wiedze praktyczną, po prostu za nawet na temat nie spojrzy, nie w takim czasie, nie za takie pieniądze… bo wie, że nie jest możliwym aby to działało choćby przyzwoicie, bo słowo dobrze jest tutaj czystą abstrakcją…

ok – idę pojeździć z pizzą … to mniej stresujące jest niż niedziałające oprogramowanie, bo padnięte auto zawsze można zostawić na poboczu i dalej pójść pieszo…

jak ja niecierpię czekać!

15

Normalnie kiedyś mnie skręci i pokręci. Nie lubię czekania zawieszonego w próżni. Takiego co to potrafi ci rozpieprzyć cały misternie budowany plan dnia.

Mistrzynią takiego rozpieprzania dnia jest moja szefowa z roboty (nie mylić z szefem z pracy). Normalnie jest 3 października, a jakikolwiek grafik to abstrakcja. Pal sześć grafik. Osobiście, chciałabym wiedzieć przynajmniej dzień wcześniej, kiedy mam przyjść do roboty, a nie tak wisieć przy telefonie. Wkurza mnie to. Dzwonie do niej, a ona mi na to, że ona nie wie JESZCZE, czy dzisiaj mam przyjść, że jak na fabrykę przyjedzie to mi ZADZWONI. No w niedzielę to na pewno, ale dziś i jutro… to ona jeszcze nie wie. Ja pierdziu. O ile jutro, że nie wie i mi powie później, to jeszcze rozumiem, ale to powiedzenie później popołudniu, żebym na ten przykład przyszła „za raz” (na siedemnastą, może na osiemnastą)… szczerze, to mnie to rozpieprza. Zwłaszcza, że dziś muszę dopiąć sprawę z Ferdkiem, któremu kończy się właśnie w weekend ubezpieczenie.

Nie wspomnę, że mam kilka innych ciekawych pomysłów na spędzenie piątkowego wieczoru inaczej niż czekając na telefon, czy mam przyjść do pracy, czy nie. Lubię mieć wybór co robię, lub czy akurat mam pomysł by nic nie robić… ale lubię kiedy jest to mój wybór, a nie wiszenie pod telefonem, czy będzie tak, czy siak, czy jeszcze inaczej.

Owszem, jest jeszcze kilka innych czekań, na które nie mam cierpliwości, bo jeśli chodzi o coś co jest już jakoś umiejscowione w czasoprzestrzeni to ja i owszem, mogę czekać. Mogę czekać nawet długo, czy bardzo długo, a nawet cierpliwie, ale kiedy coś jest rozmyte i niepewne co do zaistnienia to już czekanie mnie drażni, bo przecież można zrobić TYLE RZECZY zamiast tylko czekać… zwłaszcza, gdy jest to czekanie przywiązane do telefonu, miejsca i czasu.


  • RSS