demirja

czyli kolejny dzień gdzieś na końcu świata, zapisana chwila, jedna myśl…

Wpisy w kategorii: damsko-damskie

Ogólnie to w pracy właśnie się dogrzewam grzejniczkiem elektrycznym. Normalnie od tego siedzenia w zimnie to marzną mi paluszki i myślę tylko o tym, że jest mi zimno, że che mi się gorącej herbatki, albo, że herbatka gorąca, ta już wypita, chce ze mnie uciec. Nie wiem, może ktoś sobie marzec z majem pomylił i zapomniał, że mamy 25 maja, a nie marca.

Przez tę pogodę, bociany na łąkach, brodzące w zieleni i zmoknięte od deszczu, wyglądają jakoś tak abstrakcyjnie i niedorzecznie. Niemal, nie na miejscu. Mój płaszcz i ciepłe buty też wyglądają niedorzecznie za każdym spojrzeniem w kalendarz. O tym, że pranie nie schnie tak jak przystało na maj, to szkoda wspominać. Co do prania zaś, to przydałoby się aby schło jak powinno o tej porze roku, gdyż ostatnio minimalizuję sukcesywnie ilość posiadanych ubrań. Skoro i tak w nich nie chodzę, to po co je trzymać? Bo na specjalną okazję, bo modne, bo ładne, bo niezniszczone, bo… a w mordę jeża, na guzik mi to, skoro i tak w tym nie chodzę i chodzić nie zamierzam. Specjalne okazje… już nie pamiętam kiedy ostatni raz się jakaś trafiła, więc jaki sens w trzymaniu ubrań właściwych na okazje specjalne, skoro nawet trudno przewidzieć ich charakter. Wywalam. Już dwa worki zabrała ciotunda, a cała masa worków stoi i czeka, aż zadzwonię do dwu innych rodzinnych przechwytujących. Inną kwestią jest przegląd obuwniczy, do którego już prawie zebrałam natchnienie. To sprawa wielkiej wagi i ciężkiego kalibru. Ja, pozbywająca się obuwia, to kolejna majowa niedorzeczność, niespotykana do tej pory. Już ze 3 pary poszły do śmieci, a to tylko te co były pod ręką. Czas na przegląd zawartości pudełek i kartonów, a tam – cóż, nie wiem – wystawić na allegro? Na OLXie? Nie wiem. Szkoda by było do śmietnika, bo część miałam może raz, a może dwa razy na nogach, ale są też takie, których na nogach nie miałam nigdy, po za chwilą przymierzania w sklepie…

Mam syndrom sprzątania i porządkowania. Składania, układania i segregowania. Nie tylko w szafach i butach, ale też w poglądach i w podejściu do świata, do życia, do ludzi. Plączę się pomiędzy tumiwiśizmem, a chęcią zmiany. Dużej zmiany. Na tę chwilę jednak muszę jeszcze jakiś czas pozmagać się z szarą codziennością zatrzymana tym co trzeba doprowadzić do końca. Tak. To jakiś czas wielkiego sprzątania. Może robienia miejsca na nowe. Na nową siebie. Na szczęście nie mam ciągotek do sprzątania wśród znajomych. Po numerze najlepszej przyjaciółki sprzed lat, nauczyłam się już dawno pilnować porządku w tej sferze życia i przedkładać jakość nad ilość.

drogi pamiętniczku…

11

… kupiłam dziś buty. Tak, to kolejna para w tym roku. Nie, nie pamiętam która. Nie wiem też, czy bardziej uległam, czy poległam. Nie zakładałam niekupowania obuwia, więc chyba nie poległam… ale na pewno uległam swojej wielkiej słabości. No i takich jeszcze nie miałam… a skoro wiosna się zdecydować nie może… to jakoś musiałam sobie humor poprawić przecież.

… poza tym, człowiek musi coś z tego życia przecie mieć…

Ogólnie reklamy mnie męczą. Jestem słabo podatna na ich przekaz. Nie, że nigdy nie ulegam, bo to nie prawda, gdyż i wśród reklamowanego badziewia znaleźć można prawdziwe perełki. Jednak najczęściej reklamy omijam, pomijam i ignoruję. Nie mam patentu na wiedzę na każdy temat, ale o reklamie wiem tyle, że często mija się z rzeczywistością i z prawdą również. Ja to za duża jestem żeby w bajki wierzyć… choć czasami wierzę, acz bardziej bo chcę, a na pewno nie, że muszę, a już najmniej, że ktoś tego oczekuje. Tak samo życzeń nie spełniam, ale to inna bajka.

Wracając jednak do sedna, czyli do reklamy. Czy mówi wam coś data 29.03? Nie, a szkoda. Bo mnie się ona spodobała. Tym bardziej, że przypadkiem obejrzałam jedną z reklam związaną z kampanią nie nachalną, acz do mnie mocno przemawiającą i oddającą to co dzieje się z dzisiejszym światem… oraz delikatnie sugerującą, że może jednak nie tędy droga… ale, że o co mnie chodzi? Ano, uwaga, będzie reklama… a może nawet dwie…

migawki z sadzawki

2

Mam wrażenie, że życie pokazuje mi od kilku tygodni, że JEST. Tuż obok. Na wyciągnięcie ręki. Tylko ja uparcie trwam w niebycie, pozwalając na to by działy się mało przyjemne rzeczy.

Najpierw przekomarzanie i wyjadanie frytek temu koncertowemu cudakowi, co to perkusją się bawił. Później, zaskakujący podryw w galerii handlowej… metodą „na zakupy z nastolatkiem”, no i wczorajsze rozkojarzenie Pana w banku, który starał się ze mną flirtować i pracować jednocześnie. A to wszystko raptem w tydzień. To tak, jakby życie mi starało się pokazać – podobasz się facetom uparty głąbie! Na co czekasz! Baw się.

No i tu zaczynają się schody. Owszem, podjadanie z cudzego talerza po to aby wprawić daną osobę w konsternacje, bywa zabawne, ale na niezbyt długo. To, że w wielkiej galerii handlowej, kiedy przystojny facet zagaduje, co łatwe nie jest kiedy dwoje nastolatków pędzi w przeciwne strony, to też jest bardzo miłe – tym bardziej miłe, że jeszcze jeden sklep i pewnie zaprosiłby mnie na kawę. Kiedy rzeczowy i konkretny facet nagle zaczyna się zachowywać jak nastolatek i z chłodnego profesjonalisty robi się zakręcony przystojniak, to tez jest ujmujące i przyjemne. Sprawia radość. jednak, to wszystko to nic, bo gdzieś w środku, coś krzyczy, że to nie to, że to nie tak, że to nie tędy droga. No i tak jest. Może i to wszystko jest na wyciągnięcie ręki, tylko, że najpierw muszę poukładać sobie bajzel jaki mam w głowie.

Nie wiem, czy bywa tutaj osoba, która wczorajszego wieczora usiłowała mi wytłumaczyć, że albo ja jestem głupia, albo ona naiwna. Ani ja nie jestem naiwna i głupia, ani ona też naiwna nie jest, za to że jest wyrachowana i egocentryczna, to nie tajemnica. Natomiast, na wszelki wypadek, przejdę na ton bezpośredni, gdybyś tu bywała jednak, bo być możne dotarłaś do tego adresu, skoro przywłaszczyłaś sobie mój nr telefonu, to możne i tu przyłazisz. Posłuchaj więc: Nie muszę być tu gdzie jestem. Ja chcę być tu gdzie jestem. Nie, nie żałuję ani jednej chwili, ani jednej minuty jaką z nim spędziłam i jaką będzie dane mi z nim spędzić. Jeśli jest pogubiony, to powinien ci za to podziękować. Nie mnie. Bo widzisz, przez całą naszą znajomość, cały czas miał i ma wybór. Ten wybór to jego decyzja. Wystarczy, żeby powiedział jedno magiczne zdanie: „To koniec naszej znajomości”. To zdanie ciągle jeszcze nie padło, co przecież wiesz. Gdyby było inaczej – cóż, nie dzwoniłabyś.

Rada: Doceń to co masz, a nie mieszaj tam gdzie już raz pomieszałaś. Goniąc za złudzeniem, że może być jak kiedyś, marnujesz życie swoje, jego i kilku innych osób. Nigdy już nie będzie jak kiedyś, zbyt wiele rzeczy wydarzyło się po drodze. Zacznij budować swoje nowe szczęście, a nie biegnij za przeszłością. Życie jest jedno. Życzę Ci, abyś je znalazła i żebyś zapatrzona w przeszłość nie zgubiła czegoś ważnego w teraźniejszości.

Nie martw się o mnie – ja sobie poradzę… Zawsze spadam na „cztery łapy”. Jedno jeszcze – własne rachunki, płacę sama – więc jeśli ktoś tu kogoś będzie miał na sumieniu, to będziesz Ty… wiesz o tym. Pytanie, czy będziesz mieć spokojny i szczęśliwy sen, czy będziesz mogła spokojnie patrzeć w lustro, wiedząc, że to co się dzieje to Twoja wina… nawet jeżeli wszyscy na około uwierzą w to, że jest inaczej…

bardzo długi dzień

2

To długi i meczący dzień był. Długi bo wcześnie się rozpoczął, męczący, bo tyle różności zaoferował, i dobrych i mniej dobrych, i zadziwiających również, że ze zmęczenia dniem, ale i ludzka głupota, dostałam mdłości.

Ot, czuję się kiepsko, i tak, pamiętam, że miałam iść do dohtora, i że z takimi wynikami to nie poszaleję, więc może nie dzień i ludzka perfidia, mnie zemdliły, ale kiepskie zdrowie.

Czas na sen. Pomyślę o tym i o owym jutro… u Skarlet się sprawdzało… więc może i u mnie też się sprawdzi…

To poszła do dohtora. Choć gdyby nie miała to do dohtora by nie poszła. Raczej drugi raz do tego Pana się nie wybieram. Normalnie zlewka i olewka po całości. Ten pierwszy raz był wczoraj… Normalnie jak zobaczyłam, że otwiera ściągawkę z Qrewsko drogiego koncernu farmaceutycznego to już mi podpadł, kiedy zaś usłyszałam: „Pani sobie zmieni szampon i będzie dobrze.”, to już mną trząść zaczęło, bo gdyby zmiana szamponu miała mi pomóc, to kurde, nie siedziałaby z drugiej strony jego biurka!!! Cóż, ale dopiero kiedy poszłam do apteki i za jeden lek i jeden żel Pani zaśpiewała mi ponad 200 PLNów… to podziękowałam i wyszłam. Bez tych magicznych leków, za kwotę dla mnie obecnie nieosiągalną. Gdybym dysponowała  taką kwotą to poszłabym prywatnie do innego dohtora, którego z przyjęć na kasę chorych w naszym grajdole wygryźli, gdyż był (jest) znającym się na rzeczy i swojej specjalizacji takoż. Wspomnę jeszcze, że dostałam ulotkę jedynie słusznego i właściwego żelu do mycia twarzy… nie, nie jakieś medyczne cudo, a kosmetyczne cudo, gdzie za 50 ml płaci się sporo ponad 50 PLNów… cudo, które swej ceny nie jest warte – sprawdziłam, własnodziobnie, gdy na takie fanaberie mnie było jeszcze stać… Szczerze – jest co najmniej kilka innych żeli, które sprawdzają się u mnie o wiele lepiej i kosztują, o WIELE MNIEJ. Tak więc ulotka trafiła do kosza na śmieci, zaraz za drzwiami gabinetu dohtorkowego.

Cóż, pozostaje mi jeszcze alternatywnie moja ulubiona apteka, w której Panie nie czekają aż się je zagai o tańszy zamiennik, tylko same alternatywy podają. Inną kwestią jest, że zastanawiam się, czy jest sens czymś takim katować żołądek, czy jednak nie pogadać z moim Dohtorkiem pierwszego kontaktu, i nie zamienić owego specyfiku na maść i długie spacery po słońcu i z kapelutkiem z wielkim rondem (to tak dla osłony własnodziobnej)… o ile takie zacznie się pojawiać nieco częściej.

Tak więc nadal będę niestety straszyć i wyglądać jak w masce na „halołin”, oraz nadal będę testować szampony przeciwłupieżowe, bo jeden leniwy jegomość zlał pacjentkę i zupełnie nie chciał słyszeć, że to, czy tamto już sprawdziłam i NIE DZIAŁA. Ewentualnie, jeśli dziewczyny z apteki nie wskażą mi jakiegoś zamiennika, to zwyczajnie jak wparuję do jego gabinetu to mu NAGADAM, że w pięty mu pójdzie… nie żeby to coś dało, ale mnie na pewno pomoże. Na wysokie ciśnienie. Oraz na syndrom napięcia przedmiesiączkowego również.


  • RSS