demirja

czyli kolejny dzień gdzieś na końcu świata, zapisana chwila, jedna myśl…

Wpisy w kategorii: Gdy nie było jeszcze kategorii…

Tak, miniony weekend (i poniedziałek takoż) były bardzo
owocne towarzysko. Kto i po co u mnie był to –>tutaj <–. Jakoże za
leniwa byłam na pstryknięcie choćby jednej fotki, to pominę ten obrazowy temat.
Choć nie mam nic przeciwko więcej i na dłużej :P. Ciekawym jest patrzeć na to
do czego przywykło się, bo ogląda się to przecież każdego dnia, nowym, świeżym spojrzeniem,
oczu, które widzą to pierwszy raz.

Tak. Ponieważ koleżanka ujęła w słowach to, do czego ja
jakoś nie mam głowy, to cóż, gdzie ja tę głowę zgubiłam? Ano zgubiłam i właśnie
intensywnie jej szukam. Dawne przyzwyczajenia i nawyki, człowieka przyciągają z
niewiarygodnie magnetyczną siłą. Droga, którą się dobrze zna, gdzie wie się co
czeka na końcu jest nieodparcie pociągająca, chociaż jednocześnie najmniej
właściwa.

Plan jest taki: wymyśleć, co zrobić, żeby się nie wrobić w
problemy i kłopoty, które teraz są mi najmniej na świecie potrzebne, a na pewno
nie są pożądane przeze mnie. Trudne to jest. Zwłaszcza, że pięknie dojrzały,
czerwony owoc zakazany kusi i jest tak blisko – wystarczy tylko wyciągnąć przed
siebie rękę i go zerwać…

Dobra, ja wiem, że lepiej żałować tego co się zrobiło, niż
tego, że się nic nie zrobiło, no ale bez przesady. Czasem skórka jest jednak
nie warta wyprawki. I jeszcze jedno: chroń mnie Panie przed moją własną
głupotą. Ament.

hm

2

Dobra, mykam sie z tej roboty. Jakies zakupy przydałoby sie pewnie zrobić, chałupę nieco ogarnąć, jakieś jedzenie na jutro obmyślec. W końcu goście niebyle jakie jutro mnie mają odwiedzić. A ja taka nieogarnięta.

No dobra, łazienka sprzątnięta (rano jeszcze była, ale wiecie Nielat sie żelował i stroił, i takie tam), kuchnia tak mniej więcej (tak, Nielat na pewno przed wyjściem jadł śniadanie), a apartamenta to już pobojowisko. Jak to na tygodniu pracy. Sterta prania na upchnięcie do szafy czeka, i sterta paragonów i ulotek na przxeglądnięcie i koszowanie.

Dobra. Dodam tylko, że zaszalałam i kupiłam sobie wczoraj buty. Tak. Nie wiem do czego i gdzie je ubiore, ale podobały mi się niezmiernie jeszcze w pierwszej cenie, więc skoro czekały do 2 ceny, to znaczy, że czekały na mnie. Nielat nie jest na tym stratny, gdyż dostał również obów wcześniej przez siebie upatrzony. Też czekał na drugą cenę, aczkolwiek jego druga cena jest o jedną trzecią większa niż moja druga cena. Jak do tych obówniczych zakupów dodać zakupy kwiatkowe to wychodzi na to, że wczoraj duuuuużo pieniędzy wydałam (wychowawczyni, matematyczka, anglistka i chemiczka – każda dostała własny wiecheć, które to wiechcie przyprawiły mnie o nerwicę, gdyż w mojej ulubionej i przetestowanej kwiaciarni, do pomocy wczoraj była jakaś niekumata i bez wyobraźni istota, więc bukiecik zrobiła właścicielka i jak zawsze, zadowalał mnie, ale 3 różyczki… no rany… wierzcie mi, można skopać 3 różyczki, ale co tam, uratowałam je wstążką i trawskiem i badylkiem, a w domu te jej mizerne starania rozwiązałam, poprzekładałam i podokładałam, i związałam po swojemu – znaczy tak jak być ma, i tym sposobem byłam kontenta efektu ostatecznego i nielat tez stwierdził, że bez porównania, acz na słowo wierzyć mi musicie, bo do czasu gdy nie kupie jakiegoś super gluta to nie mam aparatu, aparat znaczy się mam, tylko ‚SZYSTKIE’ 3 karty pamięci niedomagają, ale może dziś o glucie pamiętać będę… a i o BAZYLI też mam pamiętać, ale o tej ostatniej, to ktoś ma mi niejako przypamnieć żebym pamiętała i nie zapomniała).      

praca i czekolada

4

Każda biurwa ma na biurku, lub gdzieś pod ręką stertę
papierów. Ważnych papierów, na które musi znaleźć czas, ale ten czas nie musi
być teraz już i zaraz. Taką stertę mam i ja. Moja akurat nie jest szczególnych
rozmiarów, ale jest. Jej byt determinowany jest przede wszystkim posiadaniem w
firmie 1 skanera oraz elektronicznym obiegiem dokumentacji. Tak więc dziś
nastał dzień przeglądnięcia mojej sterty. Ło świenta panienko. Idę przegnać od
stanowiska pracy sekretarkę, gdyż to u niej właśnie podpięty jest skaner, bo
zaraz się pogubię co jak i gdzie ma być wpięte.

Znaczy się, z tym pogubieniem to przesada jest, bo wszak każdy
papierek ma swój numer. Jednak, sama mogę się zamieszać w tych numerkach. Więc czas
je do segregatorów upchnąć. Najwyższy. A jak już je upchnę to idę precz. Do fryzjera
znaczy się.

A Nielat wczoraj popełnił ciasto czekoladowe i wyszło już o
niebo lepiej niż poprzednie. Przy podejściu nr 3 obawiam się, że przebije moje
umiejętności. Czyżby właśnie objawiał się talent o którego posiadanie nikt wcześniej
Nielata nie podejrzewał? Z jego miłością do słodyczy, hasło, kiedyś będę miał
własną cukiernię, może być realne. Wszak taka cukiernia to dużo słodkiego w
jednym miejscu, a wiadomo, że każde ciasto trzeba przetestować przed sprzedażą.

P.S.

Wytłumaczenie Nielata do dnia wczorajszego: Bo wiesz, gorszy
dzień miałem i taki od rana wszystko w poprzek. Jeżu kolczasty. Ja kiedyś
faktycznie przez niego oszaleję. Zwłaszcza, że gdy napchał się tym ciastem
czekoladowym, to humor rzecz jasna mu się zaraz poprawił i całkowicie
ustabilizował. No nie wiem, może ja mu powinnam przed wyjściem do szkoły
zaaplikować co rano koktajl czekoladowy…

Albo oszaleje, albo zwariuję. Nie wiem co Nielat znowu
nakombinował i naprawdę nie wiem, czy chcę wiedzieć. Po prostu, chcę żeby były
już wakacje, niech jedzie w te dzikie chaszcze, daleko od różnych dziwnych
zdarzeń. Na litość, dziś franca zwiała z 3 lekcji. Żeby jeszcze to lekcjami
można było nazwać, ale nie – to było oglądanie filmu. Zwiał, bo się pokłócił z
kolegą. Ja wiem, że oni między sobą potrafią być okrutni i bezwzględni, ale bez
przesady, wiem też, że Nielat często potrzebuje po prostu pretekstu aby stworzyć
sobie sytuacje agresywną i na jej bazie nakręcać się do granic znacznie
większych niż faktycznie sytuacja wymaga i sugeruje. Rano wyszedł normalny z
domu, a w szkole od rana był nieswój… więc u diabła, co mogło się stać przez te
10 minut, które dzielą go od szkoły?

Wiem, że Nielat to nastolatek z burzą hormonów, które
szaleją w najlepsze, ale ta jego niestabilność nie bardzo mi się podoba. Z
jednej strony zachowanie świadczące o aż nadmiernej pewności siebie i poczuciu
własnej wartości, a za 10 minut odwrót o 180 stopni i zachowanie świadczące o
całkowitej bezbronności emocjonalnej, całkowity brak pewności siebie i ogólnie
muł i wodorosty. Gdyby jeszcze nie koloryzował. Nic mnie tak nie męczy jak
wyciąganie okruszków prawdy z otoczki upiększeń i koloryzowania. A do tego
wszystkiego jeszcze ta umiejętność negatywnego nakręcania się na zawołanie i z
niczego. To dziecko (od zawsze) ma niewyobrażalną umiejętność popadania w
histerię. Ja normalnie nie wyrabiam.

Do tego zapytam tylko, czy przypadkiem miniony piątek to nie
był 13-tego przypadkiem? Dlaczego pytam? Cóż, najpierw ulewny deszcz znowu
zalał sufit w pokoju Nielata, a później na parkingu pod sklepem malowniczo
załatwił mi jakiś fiut niemyty samochód. Tak, to o tobie, niemyty fiucie, z
czerwonego mini-vana, co qrwa nie umiesz wycofać gdy pół parkingu masz miejsca.
Jak nie umiesz jeździć samochodem, to Se kurna hulajnogę kup bałwanie. Jak bym
cie dopadła to byś sobie musiał nie tylko na moje drzwi (od strony kierowcy
zarówno przód jak i tył) kasę szykować, ale zapewne jeszcze na lifting facjaty
własnej… No cóż, malownicze piątkowe popołudnie spędziłam na policji i co z
tego skoro pod sklepem nie ma monitoringu i jak to bywa ‘nikt’ nic nie widział,
ani nie słyszał.

No więc mam wszystko gdzieś tam i myśląc o czymś bardziej
przyjemnym, pomyślę, że w środę zaszaleję u fryzjera, o ile do tego czasu z
tych nerw wszystkich nie wyłysieje ( tu dzież nie wyrwę wszystkich kudłów ze
łba sobie sama)… To tyle jeśli chodzi o to co u mnie i czy żyję. Teraz to tylko
do weekendu. Byle do weekendu. Tak, tego będę się trzymać. Bo i jest czego :).

 

P.S.

Pan upierdliwy nadal codziennie wysyła wiadomości,
aczkolwiek mnie już nie bawi ani ich czytanie, ani przeglądanie. Może jeszcze
nie są denerwujące (gif: kwiatuszkowy, słoneczkowy, całuskowy; hasełka w stylu:
miłego dnia, jak leci, itp.)

Na ten to miast, obiekt nr 3 (bo w zasadzie upierdliwiec to
jest nr2), ma nieunormowaną sytuację życiową, a 
szkoda, bo miał by największe szanse, a tak zostaje wyeliminowany za
falstart (że coś kiedyś tam, w trakcie, być może i inne tego rodzaju – te bajki
to mnie nie interesują z założenia). 

Na inny to miast, może obiekt nr 1 warto byłoby rozważyć
jeszcze skoro zapewne w nadchodzący poniedziałek będę być może w jego okolicach
(przejazdem), no i na dodatek bez Nielata… jakaś kawa, szarlotka (Hej – u Was w
Krakowie, to chyba jeszcze dają szarlotkę gdzieś w pobliżu dworca?)   

o karol

4

Właśnie się zastanawiam, czy jeden facet, który od wczoraj zasypuje mi konto na jednym portalu monosylabicznymi wiadomościami jest normalny. Może jest psychiczny, może to jakiś masochista, może, no nie wiem, po prostu i zwyczajnie jest ograniczony. Bo sam upór na takie odpowiedzi jakie otrzymuje to wg. mnie za mało. Jawny sarkazm i gęsta kpina.

… Owszem, zastanawiam się też co mam myśleć o sobie, skoro pozwalam się sprowokować. Może po prostu już dawno nie spotkałam kogoś kto tak ewidentnie nie łapie, że skoro odpisuje na jedną, na kilka wiadomości i z takim, a nie innym zacięciem, że aż daje się w prostacki sposób sprowokować.

No i co ja powinnam myśleć o tym wszystkim… (pytanie retoryczne)

a nie mówiłam (pisałam!)

3

Sałnęł mam darmową. Okulary się mnie spociły i nie tylko. Nie będę pisać co się mnie spociło, bo szybciej byłoby napisać co się właśnie nie spociło. Szybciej będzie. Tak. No chyba, że paznokcie też się pocą? Bo jeśli tak, to cóż… całam się spociła. :|


  • RSS